cześć dziewczęta, chciałam tylko napisać, że dostałam pracę, może nie jest to coś super ale jak na początek może być. Będe sprzątała pokoje w hotelach. Dzisiaj przeprowadzam sie do Amsterdamu!
Nie będe miała tam komputera, bo swój pożyczam siostrze, wieć jakiś czas mogę sie nie odzywać!
Paulinko, życzę miłych przygotowań do ślubu!
PA. Trzymajcie sie cieplutko!
niedziela, 16 sierpnia 2009
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
i jak podróż;)??
Joł Lewuniaku!!!
i jak dojechaliscie?? jak podroz minęła?? jarek dał rade za kółkiem czy przysypial:)
nie pamietam...czy ty od razu do pracy, czy jutro dopiero?? ja wlasnie z asienka tak za 3 godz idziemy zobaczyc tą sukienke, trzymaj kciuki coby nam sie podobalo i zamowie, a niech tam, troszke drogo,ale bede starala sie ja potem sprzedac,albo im do komisu...
zdam relacje:) tymczasem czekamy na wpis od ciebie!!!!
i jak dojechaliscie?? jak podroz minęła?? jarek dał rade za kółkiem czy przysypial:)
nie pamietam...czy ty od razu do pracy, czy jutro dopiero?? ja wlasnie z asienka tak za 3 godz idziemy zobaczyc tą sukienke, trzymaj kciuki coby nam sie podobalo i zamowie, a niech tam, troszke drogo,ale bede starala sie ja potem sprzedac,albo im do komisu...
zdam relacje:) tymczasem czekamy na wpis od ciebie!!!!
czwartek, 23 lipca 2009
cześć dziewczęta, żałuję, ale ja w najbliższym czasie raczej do Polski nie przyjadę. Planowałam przyjazd na początek sierpnia, ale nic z tego nie wyjdzie. Jest mi smutno, bo nie będę na ślubie mojej kuzynki i oczywiście dlatego, że nie zobacze się z Wami. Życzę, żebyście miło spędziły czas!
Mam nadzieję, że teraz zacznie mi się wszystko układać, od poniedziałku idę do pracy. Na początek to praca tylko sezonowa, ale zawsze coś. Jak juz zacznę pracować dla biura pośrednictwa pracy, to później jest łatwiej o kolejne zlecenia. Najbardziej cieszę się z tego, że poznam ludzi, bo strasznie mi samotnie tutaj!
Buziaki i uściski:)
Bawcie się dobrze!
Mam nadzieję, że teraz zacznie mi się wszystko układać, od poniedziałku idę do pracy. Na początek to praca tylko sezonowa, ale zawsze coś. Jak juz zacznę pracować dla biura pośrednictwa pracy, to później jest łatwiej o kolejne zlecenia. Najbardziej cieszę się z tego, że poznam ludzi, bo strasznie mi samotnie tutaj!
Buziaki i uściski:)
Bawcie się dobrze!
Gumciowo
Gumuś!Byłam ostatnio w Prolu...Pusto tam jakoś bez Ciebie, cicho i spokojnie..Spotkałam Konrada i wreszcie się pochwalił swoim synkiem..Rzecz jasna, zgodnie z umową, ściemniałam że nic mi nie wiadomo i a to Ci niespodzianka. Konrad się zdziwił bo był pewien że już mi mówiłaś, więc jakby co to nie mówiłaś, żebym nie wyszła na bezczelnego ściemniacza;)
A jak z Twoją pracą?Skoro nic nie piszesz mam wielką nadzieję, że udało Ci się coś podłapać..może to nie jest dobre pocieszenie ale i w Polsce o pracę ostatnio baardzo ciężko..A jakiś przystojny Holender na drodze Twej już stanął? Jak się czujesz praktykując angielski?I jeszcze prośba..tak gadałyśmy z Paulą że nikt zdjęć nie wrzuca.. Prześlij cosik, szczególnie że okolica Twa na pewno urocza!
Ja już po Tzadiku...Załapałam fuchę koordynatorki pracy wolontariuszy i opiekunki widowni co łączyło się z ciągłym przestawianiem krzeseł...Krzesła stare, rylające się, a do tego drewniane wypożyczaliśmy z Areny!Było ich 500!Festiwal był zaplanowany pod gołym niebem, a lało a lało więc trza było to składać krzesła, potem je rozkładać i tak po 3 razy dziennie, aż w końcu przewieźć je do zadaszanego lokum..kupa śmiechu..bicepsy mi się wyrobiły!Drewniane przemoknięte krzesła nie tylko były sporo cięższe ale przede wszystkim trochę się powyginały..Teraz czekamy tylko na sygnał z areny że im zmarnowaliśmy 50-letnie, zabytkowe krzesła...
Dziś przyjeżdżają do nas znajmoi Waldka z Erasmusa: Tajwanka z chłopakiem-Austriakiem.. Trza trochę uporzadkować mieszkanko!Lecę zatem!
A macie pomysł co dobrego można by dla nich upichcić?
Buźka
A jak z Twoją pracą?Skoro nic nie piszesz mam wielką nadzieję, że udało Ci się coś podłapać..może to nie jest dobre pocieszenie ale i w Polsce o pracę ostatnio baardzo ciężko..A jakiś przystojny Holender na drodze Twej już stanął? Jak się czujesz praktykując angielski?I jeszcze prośba..tak gadałyśmy z Paulą że nikt zdjęć nie wrzuca.. Prześlij cosik, szczególnie że okolica Twa na pewno urocza!
Ja już po Tzadiku...Załapałam fuchę koordynatorki pracy wolontariuszy i opiekunki widowni co łączyło się z ciągłym przestawianiem krzeseł...Krzesła stare, rylające się, a do tego drewniane wypożyczaliśmy z Areny!Było ich 500!Festiwal był zaplanowany pod gołym niebem, a lało a lało więc trza było to składać krzesła, potem je rozkładać i tak po 3 razy dziennie, aż w końcu przewieźć je do zadaszanego lokum..kupa śmiechu..bicepsy mi się wyrobiły!Drewniane przemoknięte krzesła nie tylko były sporo cięższe ale przede wszystkim trochę się powyginały..Teraz czekamy tylko na sygnał z areny że im zmarnowaliśmy 50-letnie, zabytkowe krzesła...
Dziś przyjeżdżają do nas znajmoi Waldka z Erasmusa: Tajwanka z chłopakiem-Austriakiem.. Trza trochę uporzadkować mieszkanko!Lecę zatem!
A macie pomysł co dobrego można by dla nich upichcić?
Buźka
czwartek, 16 lipca 2009
Ups...;)
Kochanieńkie,wybaczcie ale trochę mną zakręciło ostatnio...Wszystko przez, że bardzo do Polski chcę przyjechać:) No i staram się i trudzę by zrealizować ten misterny plan:) W związku z tym pracuję i targety wyrabiam;) Ale też udało się:) Wydawało mi sie, że o tym pisałam ale widać w myślach tylko (nawet sobie nie wyobrażacie ile postów dla Was tam już opublikowałam;) )Zatem oficjalnie potwierdzam- przyjeżdżamy z Jarkiem 24. Przy czym w Poznaniu bedę dopiero w poniedziałek- na pierwszy ogień pójdą rodzice- chcę z nimi spędzić trochę czasu nad jeziorkiem:) No a potem do 8. cały czas sprawa otwarta:) Zatem do zobaczyska:)))))))))))))))))))))))))))))
PS. Miałam pisać wcześniej i dłużej ale choc tu kilka słów otuchy dla Gumci.Gosiaczku, znam z doświadczenia to zmęczenie nicnierobieniem. Ale też wiem jaki los jest nieprzewidywalny- jeszcze kilka miesiecy temu nigdzie mnie nie chcieli a teraz pracuję po 14 h na dobę i jeszczę dzwonią;) Wnioski- cierpliwości;)
A, mam i pytanko- czy wybierasz sie też może do Polski?
PS. Miałam pisać wcześniej i dłużej ale choc tu kilka słów otuchy dla Gumci.Gosiaczku, znam z doświadczenia to zmęczenie nicnierobieniem. Ale też wiem jaki los jest nieprzewidywalny- jeszcze kilka miesiecy temu nigdzie mnie nie chcieli a teraz pracuję po 14 h na dobę i jeszczę dzwonią;) Wnioski- cierpliwości;)
A, mam i pytanko- czy wybierasz sie też może do Polski?
poniedziałek, 13 lipca 2009
przebudzenie??
Ta mała zmiana to wyraz moich potrzeb dni najbliższych minionych i przyszłych... Nie ukrywam, że mam też nadzieję pobudzić co niektórych do zazieleniania stronki, podlewania kwitnącej winorośli świeżutkimi wieściami...Zdaję sobie sprawę,że lato sprzyja lenistwu (sama walczę z apatycznym wirusem-mniej i bardziej skutecznie), ale moje drogie..kopniak w dupencję i śpiewamy!
Mi się szykuje jakaś fucha na Tzadiku ale zapeszać nie chcę,bo do szefowej coś dodzwonić się nie mogę. Tzadik to 3-dniowy festiwal kultury żydowskiej w Poznaniu, organizowany przez Fundację Malta. Jak będę mieć pewność opiszę, co mi przypadło w udziale.
Moja skromność chwilowo pokonana!Udało mi się wynegocjować wynagrodzenie o 30% wyższe niż mi proponowano za koordynację Nowych Sytuacji. Lepiej nie pytajcie ile, bo sumka i tak po podwyżce śmieszna..Taka mała rzecz, a jednak cieszy. To mnie przekonuje, że jak się bardzo chce i ma się w rękawie parę zgrabnych argumentów, to można:)
Z wyjazdu zagranicznego chyba nici...tyle rąk chętnych do pracy (Lewuniaku, możesz być tym bardziej z się dumna, baardzo)...agencje nie chcą zatrudniać na krócej niż 2-3 miesiące, a ja na początku września mam już nagraną pracę na festiwalu w Łodzi!Ehhh.. to zbieranie doświadczenia kosztem biedy przez czas jakiś...
Szkoda że nie można się tak wybudzić jednym kliknięciem-jak zmieniła się wizualizacja naszego bloga. Bardzo by mi się to przydało...
Owiajam Was wszystkie kwitnącą winoroślą i przytulam do serducha mego!
Mi się szykuje jakaś fucha na Tzadiku ale zapeszać nie chcę,bo do szefowej coś dodzwonić się nie mogę. Tzadik to 3-dniowy festiwal kultury żydowskiej w Poznaniu, organizowany przez Fundację Malta. Jak będę mieć pewność opiszę, co mi przypadło w udziale.
Moja skromność chwilowo pokonana!Udało mi się wynegocjować wynagrodzenie o 30% wyższe niż mi proponowano za koordynację Nowych Sytuacji. Lepiej nie pytajcie ile, bo sumka i tak po podwyżce śmieszna..Taka mała rzecz, a jednak cieszy. To mnie przekonuje, że jak się bardzo chce i ma się w rękawie parę zgrabnych argumentów, to można:)
Z wyjazdu zagranicznego chyba nici...tyle rąk chętnych do pracy (Lewuniaku, możesz być tym bardziej z się dumna, baardzo)...agencje nie chcą zatrudniać na krócej niż 2-3 miesiące, a ja na początku września mam już nagraną pracę na festiwalu w Łodzi!Ehhh.. to zbieranie doświadczenia kosztem biedy przez czas jakiś...
Szkoda że nie można się tak wybudzić jednym kliknięciem-jak zmieniła się wizualizacja naszego bloga. Bardzo by mi się to przydało...
Owiajam Was wszystkie kwitnącą winoroślą i przytulam do serducha mego!
czwartek, 9 lipca 2009
Przepis nowy po prawo
Znów cisza jak makiem zasiał... "A gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy..."-pisał Jonasz Kofta. Dlatego po prawej małe "conieco" na szybko :)
poniedziałek, 6 lipca 2009
Drogie dziewczyniny, widzę, ze wszystkie takie zajęte jesteście. Ja mam teraz dość dużo wolnego czasu, ale już mnie to dobija. Nadal nie ma pracy, nawet z sezonową jest trudno. Ale dzisiaj rozmawiałam dość konkretnie z jednym facetem o pracy, jutro mam do niego dzwonić, więc może coś się ruszy.
Po całym miesiącu siedzenia w domu, w weekend byłam na pierwszej imprezie od czasu przyjazdu. Nie przyznam się jaka to impreza była, bo to nie Wasze klimaty, ale ja miałam już głęboką potrzebę kontaktu z ludzmi w naszym wieku. Było naprawdę sympatycznie i trochę się wyszalałam.
Ciekawe co tam u Lewuni?
Czekam na relację z koncertów od Paulinki, a Asi zyczę wytrwałości w szukaniu sukienki dla Marty.
Buziaki.
(PS. Ja nie potrafię pisać długich "esejów", nawet w liceum moje wypracowania miały co najwyżej trzy strony i to wymęczone) :)
Po całym miesiącu siedzenia w domu, w weekend byłam na pierwszej imprezie od czasu przyjazdu. Nie przyznam się jaka to impreza była, bo to nie Wasze klimaty, ale ja miałam już głęboką potrzebę kontaktu z ludzmi w naszym wieku. Było naprawdę sympatycznie i trochę się wyszalałam.
Ciekawe co tam u Lewuni?
Czekam na relację z koncertów od Paulinki, a Asi zyczę wytrwałości w szukaniu sukienki dla Marty.
Buziaki.
(PS. Ja nie potrafię pisać długich "esejów", nawet w liceum moje wypracowania miały co najwyżej trzy strony i to wymęczone) :)
Kolejny weekend sukienkowo-ślubny za nami...Tym razem chyba z 15 oglądałysmy...Najpieknejsza okazała się pechowa-mama niedoszłej panny młodej się wygadała, że chce zobaczyć Martę bo jeszcze nigdy nie widziała sukienki...No i wyszła prawda na jaw-slub sie nie odbył..ale Wam mówię cudeńko! marta już jest zniechęcona..mi wszystkie kiece wydają się takie same, a jak już się wreszcie na coś zdecydowałayśmy i nawet wzięłysmy suknię do domu do przymiarki to tata spuentował że jakaś taka wybiedzona, na buiście źle leży i w ogóle kolor nie ten. Koniec świata!
Mikołaj juz też chodzi nabuzowany bo garniaka chce sobie szyć a nie zacznie nim Marta nie wybierze sukni (musi być w podobnym stylu i kolorze)...
Z tymi ślubami..mam nadzieję, że Paula nie będzie taka wybredna;) Ale mam już wprawę więc z dobrego serca radzę - najlepiej poprzymierzać różne różniaste fasony w salonach a potem próbować szukać tego, w którym Ci najabrdziej do twarzy i ciała.. już na allegro bo wszystkie mężatki żałują wyrzuconej kasy! To minimum podówjna,często nawet potrójna stawka w salonie!Gdybyśmy mogły zacząć od nowa szukałabym już czegoś zupełnie innego..Dlatego apeluję!Różne fasony!!:)
My się wahamy co robić wakacyjnie..jakoś tak zaniedbałam bardzo tę sprawę..poczatkowo chcielismy odpocząć..w zeszłym roku bezwakacyjnie minęło pod szyldem pracy mgr i już czuję duże zmęczenie, ale bieda aż piszczy i jak znajomi opowiadają ile można zarobić, nawet na głupich pomidorach to myślę, że warto się przemęczyć i mieć kasę na następne pół roku żywota...
Będę Wam relacjonować nasze poczynania w tej sprawie na bieżąco!
Czekam na relację z Openera:)
Buziulas
Mikołaj juz też chodzi nabuzowany bo garniaka chce sobie szyć a nie zacznie nim Marta nie wybierze sukni (musi być w podobnym stylu i kolorze)...
Z tymi ślubami..mam nadzieję, że Paula nie będzie taka wybredna;) Ale mam już wprawę więc z dobrego serca radzę - najlepiej poprzymierzać różne różniaste fasony w salonach a potem próbować szukać tego, w którym Ci najabrdziej do twarzy i ciała.. już na allegro bo wszystkie mężatki żałują wyrzuconej kasy! To minimum podówjna,często nawet potrójna stawka w salonie!Gdybyśmy mogły zacząć od nowa szukałabym już czegoś zupełnie innego..Dlatego apeluję!Różne fasony!!:)
My się wahamy co robić wakacyjnie..jakoś tak zaniedbałam bardzo tę sprawę..poczatkowo chcielismy odpocząć..w zeszłym roku bezwakacyjnie minęło pod szyldem pracy mgr i już czuję duże zmęczenie, ale bieda aż piszczy i jak znajomi opowiadają ile można zarobić, nawet na głupich pomidorach to myślę, że warto się przemęczyć i mieć kasę na następne pół roku żywota...
Będę Wam relacjonować nasze poczynania w tej sprawie na bieżąco!
Czekam na relację z Openera:)
Buziulas
środa, 1 lipca 2009
:)
hej dziewuszki!!!
ja tylko tak na sekundke, wlasnie zakonczylam prace nad drugim mym teledyskiem:) producenci byli, zobaczyli, zaakceptowali, podobalo sie, wiec teraz pakowanko a jutro z ranca na heinekena do gdyni. Zmeczona bardzo jestem wiec odpoczynek mi sie nalezy, zamierzam szalec i niczym sie nie przejmowac. jedziemy w skladzie: nat, andzrej, uka, maly, marek(przyjaciel andzreja) wiec mysle ze bedzie wesolo:) a po powrocie tzra zaczac planowanie wesela , slubu na calego bo tylko 4 miechy zostaly:) kosciol, nauki przedmalzenskie....no i na dobra sprawe w sierpniu trza zaproszenia wysylac
w sumie posta powinnam zaczac od wpisu gumci, ktory mnie uradowal, ze cala i zdrowa:) teraz poszukiwania pracy przed Toba, ale pewnie lada dzien cosik sie znajdzie(o ile juz nie pracujesz).
a co tam u rezsty bandy??
ja wymiekam, oczy sie kleja, chcialam tak jeszcze przed wyjazdem cos skrobnac, ale po powrocie zdam relacje
caluje was w czolka:)
ja tylko tak na sekundke, wlasnie zakonczylam prace nad drugim mym teledyskiem:) producenci byli, zobaczyli, zaakceptowali, podobalo sie, wiec teraz pakowanko a jutro z ranca na heinekena do gdyni. Zmeczona bardzo jestem wiec odpoczynek mi sie nalezy, zamierzam szalec i niczym sie nie przejmowac. jedziemy w skladzie: nat, andzrej, uka, maly, marek(przyjaciel andzreja) wiec mysle ze bedzie wesolo:) a po powrocie tzra zaczac planowanie wesela , slubu na calego bo tylko 4 miechy zostaly:) kosciol, nauki przedmalzenskie....no i na dobra sprawe w sierpniu trza zaproszenia wysylac
w sumie posta powinnam zaczac od wpisu gumci, ktory mnie uradowal, ze cala i zdrowa:) teraz poszukiwania pracy przed Toba, ale pewnie lada dzien cosik sie znajdzie(o ile juz nie pracujesz).
a co tam u rezsty bandy??
ja wymiekam, oczy sie kleja, chcialam tak jeszcze przed wyjazdem cos skrobnac, ale po powrocie zdam relacje
caluje was w czolka:)
nie jedna marnotrawna w rodzinie a dwie...
Witajcie witajcie po dwóch tygodniach milczenia mego!
Myślałam, że większa ze mnie świnia a tu wcale tak źle nie było...Przejdźmy do rzeczy...W każdej z waszych wypowiedzi z ubiegłego tygodnia umieściłam krótkie komentarze, to tak na dobry początek..W tym poście chciałam trochę o mnie, ale zrobiła się 1:00 i oczka układają się do snu..Z pracy na Malcie jestem zadowolona ale rozmowa o podwyżce początkowo proponowanego wynagrodzenia, jakieś drobnej choć, dopiero jutro i wtedy się okaże..nie licze na zbyt wiele bo wszyscy jednogłosnie twierdza, że Fundacja strasznie skąpi na pracownikach..ale jak nie zawalcze to se będę w brodę pluć. Nie było większych wpadek..jedyne co, to nikt nie zabukował ładnej pogody i trza było odwołać spektakli kilka.. (mogłam Was, na Zachodzie zatrudnić do zdmuchiwania chmurek w przeciwnym kierunku;). Grupa, której spektakl nie miał się odbyć, zagrała, ale tylko raz..i to jedna z wiekszych porażek festiwalu..Aktorka nie poradziła sobie z rolą, po spektaklach nie dystansowała się do postaci którą odgrywała..A że grała Medeę, która z zazdrości wobec męża zabija swoje dzieci to możecie sobie wyobraźić jaką winę czuła..podobno nie spała przez tydzień patrząc w sufit...Ale okazało się że ona już w szkole aktorskiej miała problemy psychiczne...Przejęłam się nawet bo jak z nią rozmawiałam, rzeczywiście była zuełnie wyłączona...
Grupy,które koordynowałam była naprawdę baardzo sympatyczne i dobrze nam się pracowało.
Oki..reszta jutro..może..;)
Buzisko
Myślałam, że większa ze mnie świnia a tu wcale tak źle nie było...Przejdźmy do rzeczy...W każdej z waszych wypowiedzi z ubiegłego tygodnia umieściłam krótkie komentarze, to tak na dobry początek..W tym poście chciałam trochę o mnie, ale zrobiła się 1:00 i oczka układają się do snu..Z pracy na Malcie jestem zadowolona ale rozmowa o podwyżce początkowo proponowanego wynagrodzenia, jakieś drobnej choć, dopiero jutro i wtedy się okaże..nie licze na zbyt wiele bo wszyscy jednogłosnie twierdza, że Fundacja strasznie skąpi na pracownikach..ale jak nie zawalcze to se będę w brodę pluć. Nie było większych wpadek..jedyne co, to nikt nie zabukował ładnej pogody i trza było odwołać spektakli kilka.. (mogłam Was, na Zachodzie zatrudnić do zdmuchiwania chmurek w przeciwnym kierunku;). Grupa, której spektakl nie miał się odbyć, zagrała, ale tylko raz..i to jedna z wiekszych porażek festiwalu..Aktorka nie poradziła sobie z rolą, po spektaklach nie dystansowała się do postaci którą odgrywała..A że grała Medeę, która z zazdrości wobec męża zabija swoje dzieci to możecie sobie wyobraźić jaką winę czuła..podobno nie spała przez tydzień patrząc w sufit...Ale okazało się że ona już w szkole aktorskiej miała problemy psychiczne...Przejęłam się nawet bo jak z nią rozmawiałam, rzeczywiście była zuełnie wyłączona...
Grupy,które koordynowałam była naprawdę baardzo sympatyczne i dobrze nam się pracowało.
Oki..reszta jutro..może..;)
Buzisko
sobota, 27 czerwca 2009
Witam, po przeszło miesiącu przerwy!
Mam już internet, więc teraz mogę wreszcie się z Wami kontaktować. Przeczytałam zaległe posty i moje serce uradowało się na wieść o Paulinkowym slubie! Bardzo się cieszę i nie mogę sie już doczekać!
Opowieści Lewuni przeczytałam z zapartym tchem, jakie ciekawe może być życie na emigracji!Rozumiem Twój stres, załatwienie nawet banalnej rzeczy za granicą czasem graniczy z cudem. Jestem pełna podziwu dla Twojej wytrwałości, ja chyba nie byłabym w stanie opiekować się 12 godzin dziennie starszymi ludzmi. Zyczę powodzenia!
Asiu, sesja pewnie już za Tobą, nie zazdroszczę Ci egzaminów, sesja letnia zawsze była dla mnie koszmarem! Jak można uczyć się, kiedy wszyscy myślą już o wakacjach! A Ty jeszcze musiałaś pogodzić to z pracą!
Ja właściwie czuję sie na jak na wakacjach. Mieszkam w małej miejscowości, na terenie campingu, z okna mam widok na mała przystań jachtową, wiec atmosfera jest bardzo wakacyjna. Tylko jak długo można mieć wakacje? Mam juz dosyć siedzenia w domu. Pewie juz nie pamiętacie, co to jest nadmiar wolnego czasu, ale to wcale nie jest takie przyjemne.
Kryzys niestety dotknał i Holandię, więc o prace jest bardzo trudno. Dzwonie po biurach pośrednictwa pracy, pytam, ale bez efektów. Na szczęscie mam gdzie mieszkać więc, nie poddaję się, może się doczekam.
Zaczęłam nawet uczyć się języka niderlandzkiego. Co wygląda dośc zabawnie, gdyż raz w tygodniu jezdze z moją mamą do jej znajomej Holenderki, która oczywiście nie mówi po polsku. Rozmawiam więc z nią po angielsku, a mojej mamie muszę wszystko tłumaczyć. W konsekwencji wychodzi na to, że plotkujemy po angielsku, a nauka holendreskiego schodzi na dalszy plan.
Czas upływa mi więc spokojnie, ale niestety ja lubię jak coś się dzieje!
pozdrawiam!
Mam już internet, więc teraz mogę wreszcie się z Wami kontaktować. Przeczytałam zaległe posty i moje serce uradowało się na wieść o Paulinkowym slubie! Bardzo się cieszę i nie mogę sie już doczekać!
Opowieści Lewuni przeczytałam z zapartym tchem, jakie ciekawe może być życie na emigracji!Rozumiem Twój stres, załatwienie nawet banalnej rzeczy za granicą czasem graniczy z cudem. Jestem pełna podziwu dla Twojej wytrwałości, ja chyba nie byłabym w stanie opiekować się 12 godzin dziennie starszymi ludzmi. Zyczę powodzenia!
Asiu, sesja pewnie już za Tobą, nie zazdroszczę Ci egzaminów, sesja letnia zawsze była dla mnie koszmarem! Jak można uczyć się, kiedy wszyscy myślą już o wakacjach! A Ty jeszcze musiałaś pogodzić to z pracą!
Ja właściwie czuję sie na jak na wakacjach. Mieszkam w małej miejscowości, na terenie campingu, z okna mam widok na mała przystań jachtową, wiec atmosfera jest bardzo wakacyjna. Tylko jak długo można mieć wakacje? Mam juz dosyć siedzenia w domu. Pewie juz nie pamiętacie, co to jest nadmiar wolnego czasu, ale to wcale nie jest takie przyjemne.
Kryzys niestety dotknał i Holandię, więc o prace jest bardzo trudno. Dzwonie po biurach pośrednictwa pracy, pytam, ale bez efektów. Na szczęscie mam gdzie mieszkać więc, nie poddaję się, może się doczekam.
Zaczęłam nawet uczyć się języka niderlandzkiego. Co wygląda dośc zabawnie, gdyż raz w tygodniu jezdze z moją mamą do jej znajomej Holenderki, która oczywiście nie mówi po polsku. Rozmawiam więc z nią po angielsku, a mojej mamie muszę wszystko tłumaczyć. W konsekwencji wychodzi na to, że plotkujemy po angielsku, a nauka holendreskiego schodzi na dalszy plan.
Czas upływa mi więc spokojnie, ale niestety ja lubię jak coś się dzieje!
pozdrawiam!
czwartek, 25 czerwca 2009
Anegdot kilka....
Kochanieńkie, melduje posłusznie, że u mnie zaczyna się powoli stabilizować:) Tfu, tfu, wypluć, odpukać oczywiście;) Znaczy jestem w grafiku jednego z domciów. Czyli, że póki co wiem na czym stoję i mam w miarę regularne zmiany. Wyróżnili mi dwa tygodnie- krótki i długi, czyli poniżej i powyżej 40 h. No i dwie zmiany- ranna i popołudniowa. Najważniejsze, że zaczynam poznawać dziadków, oni się oswajają ze mną. No i zaczynam łapać o co w tej pracy chodzi, łącznie z dogadywaniem się z pozostałym personelem. Najchytrzej zostały okiełznane murzynki... Większość z nich to ciut leniwe, sprytne i wredne małpy. Ale ponieważ stamtąd nie bardzo jest jak wrócic do Grays wieczorem, a mnie Jarek odbiera.... to od razu zrobiły się milsze i bardziej pomocne;) Po prostu do rany przyłóż;) nie wiem czy to etyczny ale na pewno skuteczny sposób. Zaś jeśli chodzi o staruszków to bywa różnie. Generalnie to mi się serce kraje. Źle ktoś sobie tą starość wymyślił. Ale bywają też sytuacje komiczne. W których niemałą rolę odgrywa moja nieporadność. Przykładowo rozmawiam sobie z pewną kobitką. Ha,ha, hi,hi, miło się nam gawędzi, śmiejemy się, żartujemy. I nagle uprzytamniam sobie- nie znam jej imienia. Więc pytam. A ona, że przeprasza ale nie pamięta. No to myślę- dobry żart i śmiejemy sie obie. Następnym razem sytuacja sie powtarza, znów miła atmosfera i znów pytam o imię. Okazało się, że jej demencja jest tak zaawansowana, iż rzeczywiście nie pamięta swego imienia. Mówię Wam jak mi się głupio zrobiło. Innym razem spaceruję sobie i doglądam dziaduńciów aż tu nagle omal sie nie potykam. Na podłodze szczęka leży. Sztuczna oczywiście. I znajdź tu teraz właściciela?! Ale to było dochodzenie;)I tak mogłabym przytaczać....:)
Poza tym nic się nie dzieje. Z moim mężczyzną sie niestety mijamy. Zwłaszcza jak on kończy o 14 a ja dopiero zaczynam , jak np dzisiaj. No i ja w weekendy przeważnie pracuję. Tak, że jestem żądna imprez.Za to mam teraz dwóch z rodu K. wieć równowaga jest zachowana;) Może uda sie nam jakoś nad morze choć na chwilę wyskoczyć bo zrobiła się przecudna pogoda:)
No a co u Was dziewuszki?:) Wiem, że w przeciwieństwie do mnie się ukulturalniacie;) No i pewnie też pracujecie ciężko...Asiku jak tam Twa Malta, przeszkody wszystkie pokonane? Znając Ciebie, na pewno tak:))))Odpisz choć króciutką eskę, bo nawet nie wiem czy te z netu dochodza:( W każdym razie trzymam kciuki za me zuch dziewczyny!!!!
Nie chcę zapeszać. Ale wiecie jak to u mnie- sytuacja ustabilizowana więc trzeba trochę zamieszać. Zaczęłam dopiero pracę a już zgłosiłam chęć bezpłatnego urlopu;) Wiec trzymajcie kciuki- może siię zobaczymy niebawem;) Póki co tylko buziaki z daleka ślę:********
Poza tym nic się nie dzieje. Z moim mężczyzną sie niestety mijamy. Zwłaszcza jak on kończy o 14 a ja dopiero zaczynam , jak np dzisiaj. No i ja w weekendy przeważnie pracuję. Tak, że jestem żądna imprez.Za to mam teraz dwóch z rodu K. wieć równowaga jest zachowana;) Może uda sie nam jakoś nad morze choć na chwilę wyskoczyć bo zrobiła się przecudna pogoda:)
No a co u Was dziewuszki?:) Wiem, że w przeciwieństwie do mnie się ukulturalniacie;) No i pewnie też pracujecie ciężko...Asiku jak tam Twa Malta, przeszkody wszystkie pokonane? Znając Ciebie, na pewno tak:))))Odpisz choć króciutką eskę, bo nawet nie wiem czy te z netu dochodza:( W każdym razie trzymam kciuki za me zuch dziewczyny!!!!
Nie chcę zapeszać. Ale wiecie jak to u mnie- sytuacja ustabilizowana więc trzeba trochę zamieszać. Zaczęłam dopiero pracę a już zgłosiłam chęć bezpłatnego urlopu;) Wiec trzymajcie kciuki- może siię zobaczymy niebawem;) Póki co tylko buziaki z daleka ślę:********
środa, 24 czerwca 2009
joł, joł
co jak co, ale chociaz jeden wpis w tygodniu musi byc:)
hmmm, nie wiem od czego zaczac...moze od tego ze wczoraj bylismy na koncercie Nine Inch Nails( asia, waldi, mat, andzrej, tomek i agnieszka) no i natalka, obecna duchem, bo bidulka niby to na koncercie, ale jednak w pracy, dopiero po koncercie na piwko z nami sie wybrala. Koncert calkiem, calkiem, wybawilam sie:) a musze cwiczyc kondycje, bo za tydzien na heinekena jedziemy, 5 dni szalenstwa,auuuu juz sie boje. Nie mam sil, a nawet i ochoty na openera, ale reszta bandy chciala, wiec wyjscia nie bylo;)ciezko tak zostac, gdy reszta jedzie, tym bardziej ze nasze wakacje polegaja na takiech kilkudniowych wyskokach. no i do wyjazdu trza pozamykac wszystkie sprawy, filmy, tak by odpoczywac , a nie myslec czego to sie nie zrobilo. no i na 3 dni przed wyjazdem dostane material do nastepnego teledysku( tak, tak kolejny robie;) Iwony Węgrowskiej czy jak tam sie zwie, i w 2 doby bede musiala go zrobic. Takze podejrzewam ze w czwratek za tydzien na henia pojade totalnie "wyrąbana". ale ja tak tylko o sobie...Kasienko, jak tam ty dajesz sobie rade?? koniecznie musisz napisac. Duzo pracy??Mam nadzieje ze czas na relaks u boku swego mężczyzny jest! No i Asiu co u cie, bo niby wczoraj sie widzialysmy, ale wiadomo jak to na kocercie, se nie pogadasz, a ostatnio widzialysmy sie 3 tyg temu, wiec tez czekam na sprawozdanie.
buziolaski
hmmm, nie wiem od czego zaczac...moze od tego ze wczoraj bylismy na koncercie Nine Inch Nails( asia, waldi, mat, andzrej, tomek i agnieszka) no i natalka, obecna duchem, bo bidulka niby to na koncercie, ale jednak w pracy, dopiero po koncercie na piwko z nami sie wybrala. Koncert calkiem, calkiem, wybawilam sie:) a musze cwiczyc kondycje, bo za tydzien na heinekena jedziemy, 5 dni szalenstwa,auuuu juz sie boje. Nie mam sil, a nawet i ochoty na openera, ale reszta bandy chciala, wiec wyjscia nie bylo;)ciezko tak zostac, gdy reszta jedzie, tym bardziej ze nasze wakacje polegaja na takiech kilkudniowych wyskokach. no i do wyjazdu trza pozamykac wszystkie sprawy, filmy, tak by odpoczywac , a nie myslec czego to sie nie zrobilo. no i na 3 dni przed wyjazdem dostane material do nastepnego teledysku( tak, tak kolejny robie;) Iwony Węgrowskiej czy jak tam sie zwie, i w 2 doby bede musiala go zrobic. Takze podejrzewam ze w czwratek za tydzien na henia pojade totalnie "wyrąbana". ale ja tak tylko o sobie...Kasienko, jak tam ty dajesz sobie rade?? koniecznie musisz napisac. Duzo pracy??Mam nadzieje ze czas na relaks u boku swego mężczyzny jest! No i Asiu co u cie, bo niby wczoraj sie widzialysmy, ale wiadomo jak to na kocercie, se nie pogadasz, a ostatnio widzialysmy sie 3 tyg temu, wiec tez czekam na sprawozdanie.
buziolaski
sobota, 13 czerwca 2009
Co cię nie zabije, to cię wzmocni...czyżby?;)
Jej, tak czytam Wasze posty,wpisy, skrobnięcia i z podziwu wyjść nie mogę:) Takie z Was mądre i zaradne dziewuszki:) I jakoś to mnie w kupie trzyma i rozkawałkować nie pozwala- bo skoro panienki mogą, to i ja powinnam byc twarda nie miętka;) Siem nie odzywam bo tak energetycznie ostatnio podupadłam... W końcu wkręcam sie w zupełnie nowy zawód. Praca care assistanta tutaj teoretycznie nie jest zła. Jeśli się zna jezyk i ma doświadczenie. No właśnie. I tu zaczynają sie schody;) Ja muszę 3 razy wiecej biegać, 5 razy więcej zajmuje mi wszystko czasu, no i 10 razy mocniej się stresuję;) "Najgorzej" że chyba mama Asi miała rację- muszę robić cholernie dobre pierwsze wrażenie. W jednym miejscu spodobałam się (nie pytajcie o według jakich wytycznych bo nie wiem) i wrzucili mnie na stałe w grafik. Teraz tylko czekam aż sprawa się rypnie bo zielony ze mnie ludek. Ale się nie łamię i staram jak najszybciej przyswajać wiedzę. Wręcz czuję się jak dzieciaczek- w ten sam sposób poznaję świat. Języka choćby w ten sposób sie uczę- podsłuchuję, powtarzam, dopytuję,naśladuję. A że nie mam w pracy styczności w ogóle z językiem polskim więc zostałam rzucona na głęboką wodę. Czasem niestety jakis dziadzio się zirytuje na mą nieudolność językową ale wiekszość jest raczej przychylna a ja nadrabiam uśmiechem i tonem głosu;) Wręcz mam wrażenie jakbym dostałą rekompensate od życia za szybką utrate mych własnych babć- teraz mam ich kilka lub nawet kilkanaście;) Poza tym muszę uzupełniać raporty- więc i pisany angielski mnie nie omija;) Poznałam też w pracy taką Jen, która zaczyna niebawem studia jna nauczyciela języka angielskiego i wykazała niezwykły entuzjazm wobec możliwości potrenowania na mnie:)
Jeśli chodzi o dobre pierwsze wrazenie to jestem też ciut przerażona - mam już swojego podopiecznego. Miły starszy pan- Donald:) Uroczy dziadunio, a ja mam pilnować czy opieka nad nim tak ogólnie przebiega prfawidłowo i jestem odpowiedzialna za kontakty z rodziną. Brr, aż strach się bać czy podołam. Obiecałąm nie łąmać sie i nie narzekać więc Wam póki co raportuję, że staram trzymać sie dzielnie, nadrabiać braki doświadczenia. Ale łatwo mi nie jest. Pewnie niedługo cała osiwieję;) Zwłaszcza dobijają mnie zmiany 12,13 godzinne więc w przyszłosci będę starała sie ich unikać;)
Cięzkie też to, że mój system zmianowy jest zupełnie niekompatybilny z Jarkowym:( Wiec raczej mało sie widzimy. Nie mówiąc już o naszym życiu seksualnym, które umiera śmiercią naturalną:( ;) Teraz mój luby poszedł np na małą imprezkę a ja siedzę w domciu- jutro na rano. Już nie ta forma u mnie;)Ale jakiś czas temu Martula sprzedała mi cytat, który sobie zapisałam i leży na biurku- wystarczy spojrzec i już mały wojownik znów sie we mnie budzi :
świat jest taki jakim Ty go widzisz. Więc spójrz na niego inaczej,
a Twoje życie się zmieni...
Ciekawe czy Wam też się podoba...
A tak w ogóle to brakuje mi Was- ta praca daje mi tyle nowych przemyśleń na temat życia i nie tylko... no takich filozoficznych. A z kim tu pofillozofować jak nie z psiapsiułkami,he?:)
Na deser tylko dodam, że od jutra będę sie "męczyc" nie z jednym a z dwoma z rodu K. Trzymajcie wiec kciuki coby sił mi starczyło i cierpliwości;) A ja dopinguje Waszym małym i dużym "ważnym sprawom" ;)
Jeśli chodzi o dobre pierwsze wrazenie to jestem też ciut przerażona - mam już swojego podopiecznego. Miły starszy pan- Donald:) Uroczy dziadunio, a ja mam pilnować czy opieka nad nim tak ogólnie przebiega prfawidłowo i jestem odpowiedzialna za kontakty z rodziną. Brr, aż strach się bać czy podołam. Obiecałąm nie łąmać sie i nie narzekać więc Wam póki co raportuję, że staram trzymać sie dzielnie, nadrabiać braki doświadczenia. Ale łatwo mi nie jest. Pewnie niedługo cała osiwieję;) Zwłaszcza dobijają mnie zmiany 12,13 godzinne więc w przyszłosci będę starała sie ich unikać;)
Cięzkie też to, że mój system zmianowy jest zupełnie niekompatybilny z Jarkowym:( Wiec raczej mało sie widzimy. Nie mówiąc już o naszym życiu seksualnym, które umiera śmiercią naturalną:( ;) Teraz mój luby poszedł np na małą imprezkę a ja siedzę w domciu- jutro na rano. Już nie ta forma u mnie;)Ale jakiś czas temu Martula sprzedała mi cytat, który sobie zapisałam i leży na biurku- wystarczy spojrzec i już mały wojownik znów sie we mnie budzi :
świat jest taki jakim Ty go widzisz. Więc spójrz na niego inaczej,
a Twoje życie się zmieni...
Ciekawe czy Wam też się podoba...
A tak w ogóle to brakuje mi Was- ta praca daje mi tyle nowych przemyśleń na temat życia i nie tylko... no takich filozoficznych. A z kim tu pofillozofować jak nie z psiapsiułkami,he?:)
Na deser tylko dodam, że od jutra będę sie "męczyc" nie z jednym a z dwoma z rodu K. Trzymajcie wiec kciuki coby sił mi starczyło i cierpliwości;) A ja dopinguje Waszym małym i dużym "ważnym sprawom" ;)
stoje, czekam, boje się oszaleć...
Co jest kurcze flaki? Nawet grupa z Nowych Sytuacji już zdążyła powrócić do łask, a wieści od Was żadnych.. Ja nie wiem.. U mnie po staremu czyli się uczę i pracuję..Festiwal tuż tuż a kilka rzeczy jeszcze niepodopinanych..teoretycznie ode mnie nie zależnych ale kogo to obchodzi..robota ma być zrobiona! I będzie:)Chyba...Sesja posuwa się jak krew z nosa, więc chyba znów muszę się do Was uśmiechnąć po paluszki...
Dajcie znać jak żywoty Wasze?
Buzina sobotnia:)
Dajcie znać jak żywoty Wasze?
Buzina sobotnia:)
poniedziałek, 8 czerwca 2009
No i stało się! Niby nie moja wina ale już żarty chodzą że pecha Festiwalowi przynoszę. Grupa, która robi sobie premierę przed festiwalem w innym teatrze została wyrzucona z programu. Świniaki z nich małe bo przecież 20 tysiaków się zmarnowało na produkcje teatralną a choćby Agatka Elsner też zgłaszała swój całkiem ciekawy projekt do konkursu. Zobaczymy...
A u mnie w mieszkanku małe rewolucje. W ogóle tak sobie myślę, że żadna z Was jeszcze nie widziała Chłodnej in new style! Jak bym miała cyfróweczkę to pewno bym sie pokusiła... Nawet jestem zadowlona, kolorkowo szczególnie... Ale co do rewolucji... Chłodna in new style staje się hostelem.. W piątek wprowadziła się Ewcia, ta moja mała z zajęć teatralnych. Rozstała się z chłopakiem, no i pech chciał że dotknął ją też kryzys gospodarczy i zwolnienia. Aktualnie szuka pracy więc zimuje to tu to tam..jeszcze nie wie czy osiądzie w Poznaniu na dłuzej dlatego zatrzymała się u mnie.. No a dziś przyjechała Gosia, była na ten semestr w Krakowie na moście, a musi u nas zdać sesję więc Chłodna wita ją z otwartymi ramionami. Nawet tak fajnie jest mieć nagle w domu gwar i jakieś urozmaicenie poza Waldemarowym pyszczkiem..a no i bym zapomniała - w weekend była jeszcze Waldemarowa siostra!
Ja tu gadu-gadu a Wy już dawno o przygodach swych milczycie..aż sie wierzyć nie chce że weekend minał bez jaszczurek i zatrzasniętych drzwi! Zdawać relację pliz!!!
Pedzę do gości;)
Ciao dziewczyneczki!
A u mnie w mieszkanku małe rewolucje. W ogóle tak sobie myślę, że żadna z Was jeszcze nie widziała Chłodnej in new style! Jak bym miała cyfróweczkę to pewno bym sie pokusiła... Nawet jestem zadowlona, kolorkowo szczególnie... Ale co do rewolucji... Chłodna in new style staje się hostelem.. W piątek wprowadziła się Ewcia, ta moja mała z zajęć teatralnych. Rozstała się z chłopakiem, no i pech chciał że dotknął ją też kryzys gospodarczy i zwolnienia. Aktualnie szuka pracy więc zimuje to tu to tam..jeszcze nie wie czy osiądzie w Poznaniu na dłuzej dlatego zatrzymała się u mnie.. No a dziś przyjechała Gosia, była na ten semestr w Krakowie na moście, a musi u nas zdać sesję więc Chłodna wita ją z otwartymi ramionami. Nawet tak fajnie jest mieć nagle w domu gwar i jakieś urozmaicenie poza Waldemarowym pyszczkiem..a no i bym zapomniała - w weekend była jeszcze Waldemarowa siostra!
Ja tu gadu-gadu a Wy już dawno o przygodach swych milczycie..aż sie wierzyć nie chce że weekend minał bez jaszczurek i zatrzasniętych drzwi! Zdawać relację pliz!!!
Pedzę do gości;)
Ciao dziewczyneczki!
piątek, 5 czerwca 2009
schudnięta:)
hej dziewuszki, musze sie koniecznie czyms pochwalic...dobrym samopoczuciem,a to za sprawa zrzucenia 5 kg:) ale kg nie wazne...wazne ze mieszcze sie w ciuchy ktore swiatla dziennego nie wiedzialy z rok, bo poprostu w nie sie nie miescilam, a nie ma nic fajniejszego niz włożenie kiecki w tkora sie czlowiek jeszcze nie dawno nie dopinal... takze satysfakcja ogromna i checi do walki ze zbednymi kilogramami ogromne;) tak tylko uspokoje ze nie jest to zadna drastyczna dieta, co to to nie. Zmiany żywieniowe: zero cukru( apotrafilam wypic z piec herbat dziennie z dwoma lyzeczkami cukru), ciemne pieczywo, ruch, rowerek cwiczenia...no i warzywka, owoce, bo teraz tanie w miare.Wiem, wiem wam nie musze zdradzac metod, raczej co jesc by przytyc:)
pozdrawiam
pozdrawiam
czwartek, 4 czerwca 2009
ahoj brygado!!!
odezwała się gumcia z holandii, pewno do was tez ale tak na wszelki wypadek pisze, ze ma się dobrze, tzn.cala i zdrowa, póki co siedzi w domku całymi dniami i poszukuje pracy, netu na razie nie ma wiec na bloogu odezwie sie jak tylko bedzie go miec:) takze dotarly pierwsze info od gumczastej gumy:)
a tak... co u mnie??? hmmm, to ze praca jest pisac nie musze...oo juz wiem, wczoraj mialam przygode. Biorąc poranny prysznic, tak sie zdarzylo ze spedzilam w lazience 2,5 godziny. Mowie wam koszmar. Zatrzasnęłam się!!! pech chcial ze ja w domku sama, komorka w pokoju takze jedna wielka dupa. no ale dlugo myslec nie musialam, chwycilam za depilator i do roboty, do tego maseczka na twarz i jechane, zabiegi pielegnacyjne( wizja spedzenia tam 3 godz, tak mateusz zapowiadal ze wroci). no ale na szczecie po godz. slysze jest mateusz. Wiec dzielnie mnie ratuje, odkreca jakies tam srubki, srubeczki, ale wciaz dupa. wiec kaze mu dzwonic po slusarza. ten ma przyjechac za jakis czas. No wiec lazienke posprzatalam, wymalowana, z wlosem zrobionym, wypachniona czekam na mego wybawce. Rolozylam sobie recznik na ziemi, przykrylam sie szlafrokiem, i sobie leze. ale postanowilam jeszcze raz pokopac troche drzwi, klamka i zamkiem poruszac.... no i jest, dzrwi otwarte...a za 3 min przychodzi slusarz a tu po akcji. wiec tak sie moj dzien wczorajszy zaczal. ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo, odwlekane zabiegi pielęgnacyjne wykonane.
a teraz troszkę relaksu zażyje( moze jakies pifko przed tele), przede mna ciężki weekend, jutro (piatek) big band festiwal w tomyslu(4 godz filmowania, a moze i wiecej) a w sobote weselicho( 13 godz z aparatem). Swoja droga ćwiczę ostatnio mięśnie rąk, ciężarki takie małe mam i jechane, trza mieć naprawdę mocne łapy do tego sprzętu...
buziaki dziewuszki, powodzenia w nauce w pracy
odezwała się gumcia z holandii, pewno do was tez ale tak na wszelki wypadek pisze, ze ma się dobrze, tzn.cala i zdrowa, póki co siedzi w domku całymi dniami i poszukuje pracy, netu na razie nie ma wiec na bloogu odezwie sie jak tylko bedzie go miec:) takze dotarly pierwsze info od gumczastej gumy:)
a tak... co u mnie??? hmmm, to ze praca jest pisac nie musze...oo juz wiem, wczoraj mialam przygode. Biorąc poranny prysznic, tak sie zdarzylo ze spedzilam w lazience 2,5 godziny. Mowie wam koszmar. Zatrzasnęłam się!!! pech chcial ze ja w domku sama, komorka w pokoju takze jedna wielka dupa. no ale dlugo myslec nie musialam, chwycilam za depilator i do roboty, do tego maseczka na twarz i jechane, zabiegi pielegnacyjne( wizja spedzenia tam 3 godz, tak mateusz zapowiadal ze wroci). no ale na szczecie po godz. slysze jest mateusz. Wiec dzielnie mnie ratuje, odkreca jakies tam srubki, srubeczki, ale wciaz dupa. wiec kaze mu dzwonic po slusarza. ten ma przyjechac za jakis czas. No wiec lazienke posprzatalam, wymalowana, z wlosem zrobionym, wypachniona czekam na mego wybawce. Rolozylam sobie recznik na ziemi, przykrylam sie szlafrokiem, i sobie leze. ale postanowilam jeszcze raz pokopac troche drzwi, klamka i zamkiem poruszac.... no i jest, dzrwi otwarte...a za 3 min przychodzi slusarz a tu po akcji. wiec tak sie moj dzien wczorajszy zaczal. ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo, odwlekane zabiegi pielęgnacyjne wykonane.
a teraz troszkę relaksu zażyje( moze jakies pifko przed tele), przede mna ciężki weekend, jutro (piatek) big band festiwal w tomyslu(4 godz filmowania, a moze i wiecej) a w sobote weselicho( 13 godz z aparatem). Swoja droga ćwiczę ostatnio mięśnie rąk, ciężarki takie małe mam i jechane, trza mieć naprawdę mocne łapy do tego sprzętu...
buziaki dziewuszki, powodzenia w nauce w pracy
wtorek, 2 czerwca 2009
Dzieci, dzieciaczki, dzieciątka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Żeby było oryginalniej to dziś życzę wszystkiego co naj z okazji dnia dziecka:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Najbardziej zaś, żebyście na zawsze pozostały takimi dzieciaczkami w serduchach:) Żebyście pielęgnowały w sobie spontaniczność, wrażliwość, otwartość i wiarę w drugiego człowieka oraz piękno świata (mimo wszystko;))!!!
Jam chyba ostatnio dziecię niesforne bo dostaję co rusz od Was upomnienia;) Przepraszam, że nie piszę ale naprawdę u mnie trochę chwilowo pokomplikowana sytuacja i krucho z czasem... Od ostatniego mego wpisu nastąpił swego rodzaju postęp... Znaczy wreszcie pracuje jako care worker. Przy czym, nie owijając w bawełnę, nie jest łatwo. Moje doświadczenie w tej dziedzinie jest znikome... Za mną zmagania z podsuwaczami, pieluchami, kaczkami, odleżynami, karmieniem, ubieraniem, myciem a nawet cewnikami...ale przede wszystkim z językiem...Powoli przyswajam specyficzne słownictwo;) No i się nie łamię;) Przyjmuję wszystko na klatę a potem wypłakuję się Jarkowi w rękaw;) Biedak znosi to dzielnie;) Najgorzej, że nie mam jakiegoś grafiku ani nawet jednego miejsca pracy. Co ciut utrudnia zapoznanie sie zpecyfiką miejsca oraz ludźmi i czynnościami z nimi związanymi;) Po prostu z dnia na dzień się dowiaduję gdzie jadę, czasem tego samego dnia, albo nawet po 5godzinnej zmianie dostaję zlecenie w innym miejscu (i robi się jakieś 12h). Na chwilę obecną odwiedziłam trzy domki ze staruszkami. Tylko w jednym oprowadzono mnie i pokazano co i jak... W innym jak przyjechałam czekała na mnie tylko koperta z numerami pokojów i nazwiskami osób oraz ogólny zarys obowiązków. Trochę to dla mnie dziwne i ryzykowne przede wszystkim...A od dziś znowu zmiana- wpisano mnie grafik jednego z tych domów(z tego co się zorientowałam to inne dziewczęta nie chcą tam pracować- a mi to wszystko jedno, tu przynajmniej zapoznano mnie z tym co mam robić).No i wreszcie mogę sobie cokolwiek zaplanowac bo przez ostatni tydzień wszelkie plany upadały (w tym też blogowe;))Dostałam nawet identyfikator;) Więc apeluję o wsparcie paluszkowe-przyda się :)
Ale zeby nie było, ze tu tak strasznie to wypada wspomnieć o miłych akcentach:) Odwiedzili nas byli współlokatorzy Jarka- tzw. Żuki:) Zakończyli swoją przygodę z Anglią i kontynuują studia w Polsce. Ale fajniutko było się tak spotkać, powspominać. Szkoda,że się z nimi minęłam. Zresztą na pewno byście też ich polubiły bo to kochane ludziki:) No i mam jeszcze anegdotkę do sprzedania:) Nie wiem czy wiecie ale mamy tu Polską telewizję-cyfrę. Z którą od samego początku (rok czy dwa) były kłopoty. Po prostu czasem częściowo lub w całości sygnał zanikał i tyle było z oglądania. A talerz powieszony dobrze, wysoko, żadnych drzew... Dzwonił Jarek tysiace razy do Polski ze skargami. Pdejrzenia padały też na sąsiadów- że niby mają jakieś urządzenia, które zakłócają... No i tak się żyło- płacąc rachunki (słone) i oglądając TV wedle kaprysu nie wiadomo kogo lub czego. Aż przyjechałam ja ;) i poczyniłam pewne spostrzeżenie. Dziwne było ale pozytywne w skutkach;) Mianowicie oglądałam jakieś badziewie a Jarek podreptał z "grubszą"potrzebą do ubikatorka;) Az tu słyszę - spuszcza wodę i po chwili sygnał szlag trafił. Chwycił mnie atak śmiechu z tej przedziwnej zależności...Ale była to inspiracja dla mego meżczyzny! Powrócił do miejsca zbrodni i po chwili mogłam znów cieszyć sie serialem:) Zgadnijcie co się stało! Otóż talerz wisiał na ścianie przy oknie od łazienki...i gdy tylko się je szerzej otworzyło szyba stanowiła prawie tarczę antyrakietową;) A na pewno już uniemożliwiała dotarcie sygnału;) Zwłaszcza po "grubszych sprawach";) Takie to z nas łosięta;)
Trzymajcie się kochanięta i łapcie pozytywną energię:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))Postaram się jakoś nadrobic zaległości:)
Najbardziej zaś, żebyście na zawsze pozostały takimi dzieciaczkami w serduchach:) Żebyście pielęgnowały w sobie spontaniczność, wrażliwość, otwartość i wiarę w drugiego człowieka oraz piękno świata (mimo wszystko;))!!!
Jam chyba ostatnio dziecię niesforne bo dostaję co rusz od Was upomnienia;) Przepraszam, że nie piszę ale naprawdę u mnie trochę chwilowo pokomplikowana sytuacja i krucho z czasem... Od ostatniego mego wpisu nastąpił swego rodzaju postęp... Znaczy wreszcie pracuje jako care worker. Przy czym, nie owijając w bawełnę, nie jest łatwo. Moje doświadczenie w tej dziedzinie jest znikome... Za mną zmagania z podsuwaczami, pieluchami, kaczkami, odleżynami, karmieniem, ubieraniem, myciem a nawet cewnikami...ale przede wszystkim z językiem...Powoli przyswajam specyficzne słownictwo;) No i się nie łamię;) Przyjmuję wszystko na klatę a potem wypłakuję się Jarkowi w rękaw;) Biedak znosi to dzielnie;) Najgorzej, że nie mam jakiegoś grafiku ani nawet jednego miejsca pracy. Co ciut utrudnia zapoznanie sie zpecyfiką miejsca oraz ludźmi i czynnościami z nimi związanymi;) Po prostu z dnia na dzień się dowiaduję gdzie jadę, czasem tego samego dnia, albo nawet po 5godzinnej zmianie dostaję zlecenie w innym miejscu (i robi się jakieś 12h). Na chwilę obecną odwiedziłam trzy domki ze staruszkami. Tylko w jednym oprowadzono mnie i pokazano co i jak... W innym jak przyjechałam czekała na mnie tylko koperta z numerami pokojów i nazwiskami osób oraz ogólny zarys obowiązków. Trochę to dla mnie dziwne i ryzykowne przede wszystkim...A od dziś znowu zmiana- wpisano mnie grafik jednego z tych domów(z tego co się zorientowałam to inne dziewczęta nie chcą tam pracować- a mi to wszystko jedno, tu przynajmniej zapoznano mnie z tym co mam robić).No i wreszcie mogę sobie cokolwiek zaplanowac bo przez ostatni tydzień wszelkie plany upadały (w tym też blogowe;))Dostałam nawet identyfikator;) Więc apeluję o wsparcie paluszkowe-przyda się :)
Ale zeby nie było, ze tu tak strasznie to wypada wspomnieć o miłych akcentach:) Odwiedzili nas byli współlokatorzy Jarka- tzw. Żuki:) Zakończyli swoją przygodę z Anglią i kontynuują studia w Polsce. Ale fajniutko było się tak spotkać, powspominać. Szkoda,że się z nimi minęłam. Zresztą na pewno byście też ich polubiły bo to kochane ludziki:) No i mam jeszcze anegdotkę do sprzedania:) Nie wiem czy wiecie ale mamy tu Polską telewizję-cyfrę. Z którą od samego początku (rok czy dwa) były kłopoty. Po prostu czasem częściowo lub w całości sygnał zanikał i tyle było z oglądania. A talerz powieszony dobrze, wysoko, żadnych drzew... Dzwonił Jarek tysiace razy do Polski ze skargami. Pdejrzenia padały też na sąsiadów- że niby mają jakieś urządzenia, które zakłócają... No i tak się żyło- płacąc rachunki (słone) i oglądając TV wedle kaprysu nie wiadomo kogo lub czego. Aż przyjechałam ja ;) i poczyniłam pewne spostrzeżenie. Dziwne było ale pozytywne w skutkach;) Mianowicie oglądałam jakieś badziewie a Jarek podreptał z "grubszą"potrzebą do ubikatorka;) Az tu słyszę - spuszcza wodę i po chwili sygnał szlag trafił. Chwycił mnie atak śmiechu z tej przedziwnej zależności...Ale była to inspiracja dla mego meżczyzny! Powrócił do miejsca zbrodni i po chwili mogłam znów cieszyć sie serialem:) Zgadnijcie co się stało! Otóż talerz wisiał na ścianie przy oknie od łazienki...i gdy tylko się je szerzej otworzyło szyba stanowiła prawie tarczę antyrakietową;) A na pewno już uniemożliwiała dotarcie sygnału;) Zwłaszcza po "grubszych sprawach";) Takie to z nas łosięta;)
Trzymajcie się kochanięta i łapcie pozytywną energię:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))Postaram się jakoś nadrobic zaległości:)
niedziela, 31 maja 2009
No, w domu ogloszone o naszych zaślubinach 7 listopada, wiec juz nie ma odwrotu...:)takze wpisac do kalendarzykow date i szykowac kondyche do tancow i pijanstwa
co tam u was dziewuszki?? asia slyszalam ze na bukowskiej ostatnio balowaliscie, fajno ze udalo wam sie styknac, ja ostanio( tu do kasi info ze z asienką i michalina na pifko sie wybralysmy) z michasia do 4 siedzialysmy, oczywiscie zwiozlam sie niesamowicie, ale na sczescie mateuszek byl tak wspanialy i po mnie przyjechal, swoja droga bidulka z niego ze musi takie zwloki zwozic na chate;) ale takie life:) ze mna:)
a kasienko, co u cie?? brakuje mi info od ciebie, koniecznie znajdz chwilke i skrobnij choc 2 zdania, bardzom ciekaw co u cie....pewno zapracowana jestes wiec rozumiem ze ciezko przed kompem jeszcze siedziec, ale czekam z niecierpliwoscia na wiesci
buuuuuuuuuuuuuuziaki
co tam u was dziewuszki?? asia slyszalam ze na bukowskiej ostatnio balowaliscie, fajno ze udalo wam sie styknac, ja ostanio( tu do kasi info ze z asienką i michalina na pifko sie wybralysmy) z michasia do 4 siedzialysmy, oczywiscie zwiozlam sie niesamowicie, ale na sczescie mateuszek byl tak wspanialy i po mnie przyjechal, swoja droga bidulka z niego ze musi takie zwloki zwozic na chate;) ale takie life:) ze mna:)
a kasienko, co u cie?? brakuje mi info od ciebie, koniecznie znajdz chwilke i skrobnij choc 2 zdania, bardzom ciekaw co u cie....pewno zapracowana jestes wiec rozumiem ze ciezko przed kompem jeszcze siedziec, ale czekam z niecierpliwoscia na wiesci
buuuuuuuuuuuuuuziaki
sobota, 30 maja 2009
Ukłon dla paluszków
Egzam zdany na piąteczkę. Dziękuję za kciuki!Za chwil kilka jadę odwieźć mojego belgijskiego gościa na lotnisko stąd brak wypowiedzi bardziej rozbudowanej. Ale pewnie się niebawem pojawi... a co Lewuniak taki milczący? Pewnie spracowana! Buziak zatem w oczekiwaniu na słów kilka! Dla Paulinki też rzecz jasna!No i Gumicia, która otrzyma buziaka pewnie za czas jaaaakiś, na pewno go potrzebuje! Zatem buziak x 3 idzie w świat:)
wtorek, 26 maja 2009
Alarm paluszkowy II
Tak mocno trzymałyście, że aż babeczka egzam odwołała... Ale jutro "zaciskania" część druga. Ładnie proszę!!Pora ta sama.
Buziula poniedziałkowa
Buziula poniedziałkowa
poniedziałek, 25 maja 2009
Alarm paluszkowy
Do wszystkich palczastych stworzeń odezwa... Proszę paluszki za mnie jutro mocno ściskać - kolejny egzam na mej drodze! Początek-godzina 11.45!Relację (no, może już nie aż tak dokładną)obiecuję zdać:)
A co tam słychać u Lewuniaka?Znów weekend hardcorowy?
A co tam słychać u Lewuniaka?Znów weekend hardcorowy?
piątek, 22 maja 2009
środa, 20 maja 2009
a ku ku:)
hej najdrozsze me dziewuszki!!!!
tyle sie u was dzieje,a ja nawet nie racze odpowiedziec, odpisac, wiem, wiem nieladnie wstydze sie tego:)
Kasiula- ciesze sie niezmiernie z ciaglych zmian pracy, nowych propozycji i podziwiam za to co robisz,chcesz robic. Ja po przygodach z sasiadami wiem ze nie nadaje sie do pracy przy starszych ludziach, mam tylko nadzieje ze mi sie kiedys to odmieni...
Asiula- ty to jestes!!! bystrzacha...i fuksiara:) gratuluje 4!!!!!!! i powodzenia w dalszej sesyji
a u mnie po staremu...no moze nie calkiem, bo pomiedzy weselami, a fotkami komunie trza robic, ale nie ma co narzekac, tylko cieszyc sie ze praca jest, duuuzo pracy.Takze patrze w kalendarz i ze łzami strwierdzam ze nici z wakacji, no chyba ze takie weekendowe wypady np.woodstock:) co roku sie zarzekam ze juz nie jade( pijane, brudne panczury....bleeee, mocz w powietzru i takie tam) ale zawsze jade(od 7 lat bodajże juz). 3 dni odmóżdzające...chyba warto ...
koncze, wracam do pracy, jak cos fajnego sie wydarzy napisze;)
tyle sie u was dzieje,a ja nawet nie racze odpowiedziec, odpisac, wiem, wiem nieladnie wstydze sie tego:)
Kasiula- ciesze sie niezmiernie z ciaglych zmian pracy, nowych propozycji i podziwiam za to co robisz,chcesz robic. Ja po przygodach z sasiadami wiem ze nie nadaje sie do pracy przy starszych ludziach, mam tylko nadzieje ze mi sie kiedys to odmieni...
Asiula- ty to jestes!!! bystrzacha...i fuksiara:) gratuluje 4!!!!!!! i powodzenia w dalszej sesyji
a u mnie po staremu...no moze nie calkiem, bo pomiedzy weselami, a fotkami komunie trza robic, ale nie ma co narzekac, tylko cieszyc sie ze praca jest, duuuzo pracy.Takze patrze w kalendarz i ze łzami strwierdzam ze nici z wakacji, no chyba ze takie weekendowe wypady np.woodstock:) co roku sie zarzekam ze juz nie jade( pijane, brudne panczury....bleeee, mocz w powietzru i takie tam) ale zawsze jade(od 7 lat bodajże juz). 3 dni odmóżdzające...chyba warto ...
koncze, wracam do pracy, jak cos fajnego sie wydarzy napisze;)
wtorek, 19 maja 2009
Sienkiewicz nie podskoczy;)
Się udało!Dosłownie!!!Nie wiem, czy macie ochotę na me przydługawe pewnie streszczenie, ale co tam. Ostrzegam przed;)
Przychodzę na uczelnię ok 12.00(egzam się rozpoczął o 11.30)...biegam z 1 na 3 piętro i z powrotem! Mam jeszcze do zaliczenia 2 teksty i dramta z innego przedmiotu (I p.) (ostatni raz miałam to w ręce 2 tyg. temu i mam czarną pozytywistyczną dziurę)- Doktor z pozytywizmu zwany Łidim (od Wedemann)już magluje kumpelę. Babeczka z dramatu też zajęta. Słucham dłuugiego streszczenia "Ogniem i mieczem" w wykonaniu kumpla i lecę znowu na dół. Zwalnia się pokój ale babeczka informuje że ma tylko 10 minut. No to heja!Czekam na jakieś super łatwe pytanie, to w końcu tylko zaliczenie nieobecności no i jej się spieszy, a tu czy wizja teatru Schillera jest utopijna i jak wpisuje się w filozofię humanitaryzmu...Zrobiłam oczka wielkie, no i zaczynam kombinować, biorę do ręki tekst i cytuję jakieś fragmenty co je wcześniej zaznaczyłam flamastrem. Wychodzi nieźle, no i po 5 minutach materiał zostaje zaliczony. Uff... No to pędem na 3 piętro, bo może już moja kolej. A tu się okazuje, że maglowana kumpela jeszcze nie wyszła...Czekamy, czekamy, czekamy...mija 30, 40, 50, 60 minut... Tusia (piątkowa studentka)z drgawkami podbródka wychodzi i mówi: "Ledwo, 3 minus." No to kolejny na odsiecz. My znów czekamy, czekamy, 10,20,30,40 minut... Kumpel wychodzi a tu się okazuje że nawet jeszcze nie zaczął egzaminu..Podejrzewliśmy od dawna że Łidi jest homo (jako jedyni 4 dostali chłopaki), no ale żeby tak jawnie...;) Jest 13.25, Łidi stwierdza że potrzebuje 10 minut, bo musi coś załatwić. No to moja grupa, jak to "młodzi ludzie" młodszego pokolenia;) stwierdza że oni nie mają czasu w takie kulki sobie grać... Wymyślają, że o 15.00 mamy zajęcia i że pewnie nie zdąrzy nas przepytać. Łidi obiecuje być lada moment i się sprężyć. Puszczamy do siebie oko i grzecznie czekamy, choć jedna kumpela już wymiękła, co miała zdawać przede mną. Od ok. 13.20 już sobie myślałam, że nie zdąrzy mnie przepytać i dałam na luz. Wiecie - cała wiedza nagle się rozprasza z chmurki burzowej na takie małe, co je trudno potem zebrać i nawet deszczu z nich nie ma. Zaplanowałam sobie dziesiejszy wieczór, kiedy co sobie jeszcze powtórzę i doczytam i było mi bardzo błogo. Taki kamlot nagle uwalnia serducho. Zabieram się za interpretację wiersza Miłosza, którą muszę przygotować na dziś na zajęcia. Łidi wraca o 14.00(czyli po 30 a nie 10 minutach). Wchodzi kolejna osoba. Nie ma szans żeby zdąrzył. Do wszystkich dzwoniących telefonów mówię, że trzymanie kciuków przekładamy na jutro! A tu nagle Łidi wypuszcza kumpla po 15 minutach :"Kazał mi się sprężyć, no to się postarałem." Wchodzi kolejny. Zaczynam czuć stresa, przecież trza mi jeszcze minimum jednej nocy... Mija 10, 15 minut..myślę sobie uff...po 18 min.wychodzi Kuba...oblał... Zostało jeszcze 25 minut do 15.00! Nie ma opcji... muszę pukać do drzwi! Będzie co ma być!
Pan W. zadaje pierwsze pytanie. Sachem a Konrad Wallenrod. Spoglądam na niego wzrokiem baaardzo zdziwionym po czym informuje, że nie rozmawialiśmy o tym na zajęciach (pierwsze pytanie z tekstów z zajęć). Na to on, że to u Bujnickiego. A ja że to niemożliwe, że przecież czytałam ten tekst. No i streszczam mu co przeczytałam. PO chwili przypomniało mi się, że przecież nie doczytałam, że zostało mi jeszcze 5 stron z 30 do końca. Oczywiście nie informuje o tym Pana W. i dalej się upieram, że pierwsze słyszę...i co? skutkuje...:) Wzdycha i zadaje mi kolejny tekst o Sachemie...szok..powinien mi już dać pałę na wejściu! To zagadnienie baardzo mi pasuje więc uśmiecham się i notuję, a potem opowiadam duużo:)
Pytanie drugie. O Hymny Kasprowicza...niby niezle...ale ja naprawdę nie byłam przygotowana do tego egzamu. No to mu zaczynam co tylko wiem o Kasprowiczu i epoce w ogóle. Jakoś tam idzie, dopytuje mnie o szczegóły, których po części nie znam. TO już mniej ciekawa część egzamu.
Czas na ocenę. Patrzę- wpisuje do Swego notesu 3, potem dodaje plus, mówi, że całkie nieźle, szczególnie w porównaniu z poprzednikami, ale nie znałam dat i i kilku tytułów Hymnów. Patrzy na moją ocenę z pracy pisemnej - 3plus - podobało mu się ale miało być z dwóch nowel a ja się zajęłam jedną więc ocena też połowiczna. "No dobrze, tu 3 plus, tu 3 plus, podsumowując czwórka!" Wow!!!! Cieszę się że studiuję na wydziale Filologii Polskiej a nie matematyki:)
Głupi ma zawsze szczęście... a do tego taka imponująca obstawa kciukowa!
Dzięki dziewuszki!
Buziul
Przychodzę na uczelnię ok 12.00(egzam się rozpoczął o 11.30)...biegam z 1 na 3 piętro i z powrotem! Mam jeszcze do zaliczenia 2 teksty i dramta z innego przedmiotu (I p.) (ostatni raz miałam to w ręce 2 tyg. temu i mam czarną pozytywistyczną dziurę)- Doktor z pozytywizmu zwany Łidim (od Wedemann)już magluje kumpelę. Babeczka z dramatu też zajęta. Słucham dłuugiego streszczenia "Ogniem i mieczem" w wykonaniu kumpla i lecę znowu na dół. Zwalnia się pokój ale babeczka informuje że ma tylko 10 minut. No to heja!Czekam na jakieś super łatwe pytanie, to w końcu tylko zaliczenie nieobecności no i jej się spieszy, a tu czy wizja teatru Schillera jest utopijna i jak wpisuje się w filozofię humanitaryzmu...Zrobiłam oczka wielkie, no i zaczynam kombinować, biorę do ręki tekst i cytuję jakieś fragmenty co je wcześniej zaznaczyłam flamastrem. Wychodzi nieźle, no i po 5 minutach materiał zostaje zaliczony. Uff... No to pędem na 3 piętro, bo może już moja kolej. A tu się okazuje, że maglowana kumpela jeszcze nie wyszła...Czekamy, czekamy, czekamy...mija 30, 40, 50, 60 minut... Tusia (piątkowa studentka)z drgawkami podbródka wychodzi i mówi: "Ledwo, 3 minus." No to kolejny na odsiecz. My znów czekamy, czekamy, 10,20,30,40 minut... Kumpel wychodzi a tu się okazuje że nawet jeszcze nie zaczął egzaminu..Podejrzewliśmy od dawna że Łidi jest homo (jako jedyni 4 dostali chłopaki), no ale żeby tak jawnie...;) Jest 13.25, Łidi stwierdza że potrzebuje 10 minut, bo musi coś załatwić. No to moja grupa, jak to "młodzi ludzie" młodszego pokolenia;) stwierdza że oni nie mają czasu w takie kulki sobie grać... Wymyślają, że o 15.00 mamy zajęcia i że pewnie nie zdąrzy nas przepytać. Łidi obiecuje być lada moment i się sprężyć. Puszczamy do siebie oko i grzecznie czekamy, choć jedna kumpela już wymiękła, co miała zdawać przede mną. Od ok. 13.20 już sobie myślałam, że nie zdąrzy mnie przepytać i dałam na luz. Wiecie - cała wiedza nagle się rozprasza z chmurki burzowej na takie małe, co je trudno potem zebrać i nawet deszczu z nich nie ma. Zaplanowałam sobie dziesiejszy wieczór, kiedy co sobie jeszcze powtórzę i doczytam i było mi bardzo błogo. Taki kamlot nagle uwalnia serducho. Zabieram się za interpretację wiersza Miłosza, którą muszę przygotować na dziś na zajęcia. Łidi wraca o 14.00(czyli po 30 a nie 10 minutach). Wchodzi kolejna osoba. Nie ma szans żeby zdąrzył. Do wszystkich dzwoniących telefonów mówię, że trzymanie kciuków przekładamy na jutro! A tu nagle Łidi wypuszcza kumpla po 15 minutach :"Kazał mi się sprężyć, no to się postarałem." Wchodzi kolejny. Zaczynam czuć stresa, przecież trza mi jeszcze minimum jednej nocy... Mija 10, 15 minut..myślę sobie uff...po 18 min.wychodzi Kuba...oblał... Zostało jeszcze 25 minut do 15.00! Nie ma opcji... muszę pukać do drzwi! Będzie co ma być!
Pan W. zadaje pierwsze pytanie. Sachem a Konrad Wallenrod. Spoglądam na niego wzrokiem baaardzo zdziwionym po czym informuje, że nie rozmawialiśmy o tym na zajęciach (pierwsze pytanie z tekstów z zajęć). Na to on, że to u Bujnickiego. A ja że to niemożliwe, że przecież czytałam ten tekst. No i streszczam mu co przeczytałam. PO chwili przypomniało mi się, że przecież nie doczytałam, że zostało mi jeszcze 5 stron z 30 do końca. Oczywiście nie informuje o tym Pana W. i dalej się upieram, że pierwsze słyszę...i co? skutkuje...:) Wzdycha i zadaje mi kolejny tekst o Sachemie...szok..powinien mi już dać pałę na wejściu! To zagadnienie baardzo mi pasuje więc uśmiecham się i notuję, a potem opowiadam duużo:)
Pytanie drugie. O Hymny Kasprowicza...niby niezle...ale ja naprawdę nie byłam przygotowana do tego egzamu. No to mu zaczynam co tylko wiem o Kasprowiczu i epoce w ogóle. Jakoś tam idzie, dopytuje mnie o szczegóły, których po części nie znam. TO już mniej ciekawa część egzamu.
Czas na ocenę. Patrzę- wpisuje do Swego notesu 3, potem dodaje plus, mówi, że całkie nieźle, szczególnie w porównaniu z poprzednikami, ale nie znałam dat i i kilku tytułów Hymnów. Patrzy na moją ocenę z pracy pisemnej - 3plus - podobało mu się ale miało być z dwóch nowel a ja się zajęłam jedną więc ocena też połowiczna. "No dobrze, tu 3 plus, tu 3 plus, podsumowując czwórka!" Wow!!!! Cieszę się że studiuję na wydziale Filologii Polskiej a nie matematyki:)
Głupi ma zawsze szczęście... a do tego taka imponująca obstawa kciukowa!
Dzięki dziewuszki!
Buziul
poniedziałek, 18 maja 2009
Witam dziewczeta, to moj pozegnalny wpis, jutro rano, skoro swit jade do Holandii. A tam, bede miala internet dopiero za jakies trzy tygodnie, poniewaz moja mama wynajela nowe mieszkanie i jest w trakcie zalatwiania neta.
Wreszcie moge coś napisac, bo znalazlam kartke z haslem, ktora mi sie zagubila w trakcie pakowania. A dziewczeta tj. Asia i Paulinka nie chciały mi powiedziec czym zajmuje sie Lewunia! Byłam tak ciekawa, ze po przyjezdzie do domu od razu przerzuciłam rzeczy i karteczka sie znalazła. A warto było, bo opis zajęcia Lewuni jes naprawde interesujący!
Cieszę się, że Lewuniu zaczęło Ci się układać z pracą tj. masz coraz ciekawsze propozycje. Ja jeszcze nie wiem co bede robic, ale na poczatku na pewno nic rozwijajacego. Ale jak wiadomo poczatki zawsze sa trudne. Zycze Wam wszystkiego co dl;a kazdej z Was najlepsze, do następnego razu, napiszę jak tylko bede miała taka możliwosc!
Buziaki!
Wreszcie moge coś napisac, bo znalazlam kartke z haslem, ktora mi sie zagubila w trakcie pakowania. A dziewczeta tj. Asia i Paulinka nie chciały mi powiedziec czym zajmuje sie Lewunia! Byłam tak ciekawa, ze po przyjezdzie do domu od razu przerzuciłam rzeczy i karteczka sie znalazła. A warto było, bo opis zajęcia Lewuni jes naprawde interesujący!
Cieszę się, że Lewuniu zaczęło Ci się układać z pracą tj. masz coraz ciekawsze propozycje. Ja jeszcze nie wiem co bede robic, ale na poczatku na pewno nic rozwijajacego. Ale jak wiadomo poczatki zawsze sa trudne. Zycze Wam wszystkiego co dl;a kazdej z Was najlepsze, do następnego razu, napiszę jak tylko bede miała taka możliwosc!
Buziaki!
niedziela, 17 maja 2009
Sama tego chciałam...
Dziewczęcia me jak ja za Wami tęsknię!!!!
U mnie cisza bom.... zapracowana;) Serio;) Cały tydzień pokornie "obciągałam". Aż tu w piątek telefon nie mógł przestać dzwonić... Że pracy w fabryce ciąg dalszy, a że może bym i w weekend jeszcze do innej poszła... Odmówiłam oczywiście. Bez obaw, nie z lenistwa- w końcu jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję- niczym Irenka przecie!;) No ale w sobotę od rana miałam się stawić na szkolenie unoszenia ludzisk (w wolnym tłumaczeniu;) ). Dopiero odmówiłam w jednej agencji a zadzwonili z drugiej. Tym razem niby dobrze, bo w końcu mnie do domu staruszków chcieli:) Tyle tylko, że jeszcze w piątek na 17:30... a ja w tej pracy do 16... Skłonności samobójczych nie wykazuje więc i z tego musiałam zrezygnować:( No ale chociaż na szkoleniu stawiłam się z samego rana rześka i zdrowa. Oprócz mnie same Angielki i kilka zanglicyzowanych murzynek- angielski aż wisiał w powietrzu. Na szczęście na koniec nie było egzaminu w tym nieszczęsnym języku;) Ale na pewno jesteście ciekawe jakie efekty- powiem tak: z teorii moze za dużo nie zrozumiałam, za to praktykę uważam za opanowaną;) (co niestety niedługo później było mi dane udowodnić...) . Po kursie przekonywałam panią, że naprawdę na pracy mi zależy i ze głupio wyszło, że musiałam odmówić... Uwierzyła mi. Do tego stopnia, że zapronowała tego samego dnia "szychtę" w domu staruszków! Szok! Zgodziłam się oczywiście (no może nie tak całkiem oczywiscie bo po tym tygodniu już na twarz padałam;) ). I tu się zaczyna cała historia... Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa żeby o niej pisać;) Całą noc miałam koszmary;) A dzis umieram z wyczerpania. Nie wiem czy bardziej fizycznego czy psychicznego. Praca całkiem przyjemna. Problem w tym, że nikt mi nie powiedział co należy DOKŁADNIE do zakresu moich obowiązków, co robic, gdzie i jak:( A więc dostałam dostałam listę ze zleceniami i hajda! na dziaduńciów;)! Czas pracy: 16-23... Wszystko szło zgodnie z planem i byłam nawet z siebie dumna... Do czasu gdy trafiłam do mieszkanka pewnego małżeństwa gdzie zgłupiałam i zupełnie nie wiedziałam co robić... Ostatecznie wsadziłam dziadzia na maszynę i przetransportowałam do łóżka dźwigiem- a powinny to robic dwie osoby...dobrze, że nie ma ofiar w ludziach... Chciał też mieć zmienioną pieluchę, posmarowane odleżyny- a ja do teraz nie wiem czy to należało do zakresu moich obowiązków... Najgorzej, ze nie było nawet kogo spytać... Ten dom to moloch- jakieś 100 mieszkań- prawidzwy labirynt (zgubiłam się tam jakieś 3 razy)... Zatem emocji było aż nadto...a ja sierotka sama, do tego ze szczątkowym angielskim (swoją drogą część pensjonariuszy głuchawa więc i tak dogadywaliśmy się mową ciała;) ). Pani na koniec co prawda powiedziała, ze było ok... ale ona też dziwna była więc nie wiadomo co przekaże przełożonym ... Możliwe, że już mnie nie będą chieli... Zresztą nieważne, byle mi nic w kartotece nie zapisali;) I taki ze mnie care worker... ;)
U mnie cisza bom.... zapracowana;) Serio;) Cały tydzień pokornie "obciągałam". Aż tu w piątek telefon nie mógł przestać dzwonić... Że pracy w fabryce ciąg dalszy, a że może bym i w weekend jeszcze do innej poszła... Odmówiłam oczywiście. Bez obaw, nie z lenistwa- w końcu jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję- niczym Irenka przecie!;) No ale w sobotę od rana miałam się stawić na szkolenie unoszenia ludzisk (w wolnym tłumaczeniu;) ). Dopiero odmówiłam w jednej agencji a zadzwonili z drugiej. Tym razem niby dobrze, bo w końcu mnie do domu staruszków chcieli:) Tyle tylko, że jeszcze w piątek na 17:30... a ja w tej pracy do 16... Skłonności samobójczych nie wykazuje więc i z tego musiałam zrezygnować:( No ale chociaż na szkoleniu stawiłam się z samego rana rześka i zdrowa. Oprócz mnie same Angielki i kilka zanglicyzowanych murzynek- angielski aż wisiał w powietrzu. Na szczęście na koniec nie było egzaminu w tym nieszczęsnym języku;) Ale na pewno jesteście ciekawe jakie efekty- powiem tak: z teorii moze za dużo nie zrozumiałam, za to praktykę uważam za opanowaną;) (co niestety niedługo później było mi dane udowodnić...) . Po kursie przekonywałam panią, że naprawdę na pracy mi zależy i ze głupio wyszło, że musiałam odmówić... Uwierzyła mi. Do tego stopnia, że zapronowała tego samego dnia "szychtę" w domu staruszków! Szok! Zgodziłam się oczywiście (no może nie tak całkiem oczywiscie bo po tym tygodniu już na twarz padałam;) ). I tu się zaczyna cała historia... Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa żeby o niej pisać;) Całą noc miałam koszmary;) A dzis umieram z wyczerpania. Nie wiem czy bardziej fizycznego czy psychicznego. Praca całkiem przyjemna. Problem w tym, że nikt mi nie powiedział co należy DOKŁADNIE do zakresu moich obowiązków, co robic, gdzie i jak:( A więc dostałam dostałam listę ze zleceniami i hajda! na dziaduńciów;)! Czas pracy: 16-23... Wszystko szło zgodnie z planem i byłam nawet z siebie dumna... Do czasu gdy trafiłam do mieszkanka pewnego małżeństwa gdzie zgłupiałam i zupełnie nie wiedziałam co robić... Ostatecznie wsadziłam dziadzia na maszynę i przetransportowałam do łóżka dźwigiem- a powinny to robic dwie osoby...dobrze, że nie ma ofiar w ludziach... Chciał też mieć zmienioną pieluchę, posmarowane odleżyny- a ja do teraz nie wiem czy to należało do zakresu moich obowiązków... Najgorzej, ze nie było nawet kogo spytać... Ten dom to moloch- jakieś 100 mieszkań- prawidzwy labirynt (zgubiłam się tam jakieś 3 razy)... Zatem emocji było aż nadto...a ja sierotka sama, do tego ze szczątkowym angielskim (swoją drogą część pensjonariuszy głuchawa więc i tak dogadywaliśmy się mową ciała;) ). Pani na koniec co prawda powiedziała, ze było ok... ale ona też dziwna była więc nie wiadomo co przekaże przełożonym ... Możliwe, że już mnie nie będą chieli... Zresztą nieważne, byle mi nic w kartotece nie zapisali;) I taki ze mnie care worker... ;)
weekndowa cisza na morzu
Ej baby!Nie bawimy sie w grę: "Cisza na morzu, cisza w kościele, kto się odezwie ten głupie cielę!";)
U mnie kompletnie bez zmian...weekend mija pod znakiem pozytywistyczno-młodopolskim..No prawie, byłam na wernisażu Zetki tkaniny!Całkiem ciekawa praca...tkana częściowo metalem..ale też przestrzenna..niestety nie mieliśmy aparatu ale jak wydobędę od Zety zdjęcie to je umieszczę na blogu. Przypominam o treningu paluszkowym!Czas zero już we wtorek o 13.00!
Cmokam niewyspanie chcąc podłapać energii ciut:)
U mnie kompletnie bez zmian...weekend mija pod znakiem pozytywistyczno-młodopolskim..No prawie, byłam na wernisażu Zetki tkaniny!Całkiem ciekawa praca...tkana częściowo metalem..ale też przestrzenna..niestety nie mieliśmy aparatu ale jak wydobędę od Zety zdjęcie to je umieszczę na blogu. Przypominam o treningu paluszkowym!Czas zero już we wtorek o 13.00!
Cmokam niewyspanie chcąc podłapać energii ciut:)
piątek, 15 maja 2009
Proszę, proszę... ;)
...jakie to z panienek świntuszki;) Niby to zajęte, zapracowane, na bloga nie wchodzi.... napisz tylko dwuznacznego posta a odzew że hoho ;) Żeby było jasne- pracuje teraz chwilowo w takiej firmie, która robi takie gadżety jak teczki, torby, segregatory itp. Większą cześć czasu spędzam jednak na przygotowaniu portfolio- wkładam czarne kartoniki (w naszym slangu obciągam ;) ) do koszulek. Pomocny w tym jest gumowy naparstek, który jest bardzo przydatny, a zakłada się go na paluszek;) A w ogóle to tu się wszędzie świntuszy- prace są takie odmóżdżające, że nawet kobitki nobliwe zaczynają gadać jak faceci na budowie;) I stąd krótki wycinek;)
Nie będę pisać, że tęsknię... bo się zupełnie rozkleję... a muszę tu być twarda, nie miętka ... ;) Zresztą już kombinuję jakby tu znów do Polski kochanej zawitać:) Niestety nie będę mogła jutro wspólnie Gumci pożegnać... choć nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo bym chciała:) Zatem Asiku i Paulinko- przerzucam chwilowo na Was obowiązek wyściskania Gosi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ojejku, ale od razu cieplej na serduszku, gdy tak choc ciut jestem na biężąco co tam u Was (dzięki superaśnemu blogowi oczywiście;) )Ściskam Was kochane stworki, bawcie się jutro dobrze:))))))))
Nie będę pisać, że tęsknię... bo się zupełnie rozkleję... a muszę tu być twarda, nie miętka ... ;) Zresztą już kombinuję jakby tu znów do Polski kochanej zawitać:) Niestety nie będę mogła jutro wspólnie Gumci pożegnać... choć nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo bym chciała:) Zatem Asiku i Paulinko- przerzucam chwilowo na Was obowiązek wyściskania Gosi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ojejku, ale od razu cieplej na serduszku, gdy tak choc ciut jestem na biężąco co tam u Was (dzięki superaśnemu blogowi oczywiście;) )Ściskam Was kochane stworki, bawcie się jutro dobrze:))))))))
czwartek, 14 maja 2009
Gumciowe baju baj
Jutro przedwyjazdowe spotkanie z Gumcią... Kurcze, dziwne to takie... Ta piosnka to moje pierwsze skojarzenie : http://www.youtube.com/watch?v=d11PkbPobcA
Ostatnio tak refleksyjnie mi, młodzieńczo-szaleńczo-naiwnie-pięknie-smutno-egzystencjalnie-zabawnie-zakochanie-rozkochanie-przyjaźnie: takie były nasze wspólne lata...
Mam nadzieję, że przyjazną roślinkę weźmiemy w swoje ręce i będziem ją podlewać nowościami, by nie uschła Boże broń!!!
Tęskno mi... do Was!!!
Ostatnio tak refleksyjnie mi, młodzieńczo-szaleńczo-naiwnie-pięknie-smutno-egzystencjalnie-zabawnie-zakochanie-rozkochanie-przyjaźnie: takie były nasze wspólne lata...
Mam nadzieję, że przyjazną roślinkę weźmiemy w swoje ręce i będziem ją podlewać nowościami, by nie uschła Boże broń!!!
Tęskno mi... do Was!!!
środa, 13 maja 2009
Zagladam, zaglądam;)
hej dziewuszki !!! jak to milo sobie poczytac wasze relacje, az mordka boli od smiania sie:) lewunia przeszla sama siebie z tym opisem nowej profesji;) rewelacja...a asiuli to jestem baaardzo wdzieczna ze pomyslalas o mej siostrzyczce, tak jak pisalas takie fuszki łapie sie przez polcecenie,wiec super ze tak to wszystko wyszlo, bo duzo o natalce myslalam( w zwiazku z brakiem pracy) i niejedna nocke od myslenia zarwalam. A tak jestem spokojniejsza...a na bloogo milcze bo nic u mnie ciekawego,nowego...czas komunii i wesel intensywnie ruszyl,wiec praca,praca,praca. widze ze wojewodzki w tym tygodniu mial duza ogladalnosc, wszystkie przed telewizorem, ja tez;)
caluje was moooocno, sciskam, i tesknie:)
caluje was moooocno, sciskam, i tesknie:)
I co mi tu przyszło...;)
Coby już Pińczula więcej nie karać;) a i zrelaksować dziewczęta, zamieszczam krótki wycinek z żywota mego bieżącego...
Pracuję dla agencji. Stałam się panienką na telefon... Dzwonią do mnie gdy pojawia się klient. Od półtora tygodnia regularnie, codziennie w okolicach ósmej, razem z dwoma innymi polskimi dziewczęciami, jedziemy realizować zlecenie. "Obciągamy". Wszystkie rozmiary. Jak mam trochę szczęścia trafiają się małe, gdy ciut mniej- duże gabaryty, aż ręce bolą... Najgorzej, że to takie monotonne- wszystkie czarne... Pracodawca zapewnia nam gumki- bez tego nie dałoby chyba rady. Czasem gdy kierowca czeka trzeba naprawdę solidnie się sprężyć, żadnej przerwy wówczas. Za to ciut wcześniej mogę jechać wtedy do domu. Nie jest źle, tylko trzeba uważać, bo można wrócić pociętym...no i ten posmak folii w ustach... Ale wspieramy sie z babeczkami jak możemy- w końcu o pieniążki chodzi;) Dobrze, że są do rzeczy bo i pośmiać się można z naszego marnego losu pracownicy fabryki materiałów biurowych:)))))))))))))))))))))))))))))))).
Pracuję dla agencji. Stałam się panienką na telefon... Dzwonią do mnie gdy pojawia się klient. Od półtora tygodnia regularnie, codziennie w okolicach ósmej, razem z dwoma innymi polskimi dziewczęciami, jedziemy realizować zlecenie. "Obciągamy". Wszystkie rozmiary. Jak mam trochę szczęścia trafiają się małe, gdy ciut mniej- duże gabaryty, aż ręce bolą... Najgorzej, że to takie monotonne- wszystkie czarne... Pracodawca zapewnia nam gumki- bez tego nie dałoby chyba rady. Czasem gdy kierowca czeka trzeba naprawdę solidnie się sprężyć, żadnej przerwy wówczas. Za to ciut wcześniej mogę jechać wtedy do domu. Nie jest źle, tylko trzeba uważać, bo można wrócić pociętym...no i ten posmak folii w ustach... Ale wspieramy sie z babeczkami jak możemy- w końcu o pieniążki chodzi;) Dobrze, że są do rzeczy bo i pośmiać się można z naszego marnego losu pracownicy fabryki materiałów biurowych:)))))))))))))))))))))))))))))))).
Na gorącym uczynku;)
Ha,ha! Mam cynka, że Paulinka tu zajrzała;) W smsku napisałaś mi, że trzymasz kciuki w piątek...niezły ze mnie Scherlock, co? Bo Lewuniak daleko i trza mu rozjaśnić co i jak. Moja kumpelka z pracy, główny PR-owiec Fundacji Malta nagle straciła swą "prawą rękę", czyli chłopaczka, który podobnie jak ja, od miesiąca wspierał ją w tym najgorętszym przedfestiwalowym okresie. Wchodzę do biura a tu Julka z chusteczką i pociąga nosem: "Kurwa, takiego numeru to jeszcze nikt mi nie wyciął!" Na miesiąc przed Festiwalem gość jej rzekł Sorry Winnetu, ale się nie wyrabiam..i odszedł. No i trza było kogoś nowego załatwić...no to nie musiałam się długo zastanawiać, chwyciłam za telefon i do Natalki:) No i się udało! Też się strasznie cieszę! Sobie pomyślałam... nie no kurcze taka sytuacja nie zdarza się co dzień, że możesz znajomka do fajnej pracy polecić... Dziewczyny stwierdziły, że w takim miejscu nigdy nikogo nie przyjmują z ogłoszenia, zawsze z polecenia! No i teraz już jasne dlaczego Natalka tak się boryka z pracą, bo w ogłoszeniach takich prac po prostu nie ma!
Właśnie napisałam do mojego Doktorka, z prośbą o przełożenie egzamu na tydzień następny...to jest nie do przerobienia w 3 dni...więc chyba możecie jeszcze weekendowo odprężyć paluszki..o ile się zgodzi, jeszcze nie mówię "hop", żeby nie było!
Podobno genialny film: "Walc z Baszirem" - pierwsza nominowana do Oscara w kategorii długometrażowy film zagraniczny animacja!!! Sama chcę się na niego wybrać! Wspomnienia z wojny izraelsko-libańskiej z lat 80-tych. Reżyser sam w niej uczestniczył będąc młodym chłopakiem. W Izraelu wszyscy (kobiety i mężczyzni) muszą odbyć raz w roku szkolenia wojskowe. Reżyser by tego uniknąć wybrał się do psychiatry by stwierdzono u niego traumę powojenną. Okazało się, że jego mechanizmy obronne całkowicie wymazały to zdarzenie z pamięci, to go zainispirowało by zrobić ten film.
No i jeszcze mała niespodzianka kulturalna, Vera Lutter, fotografka, robi zdjęcia wielką na kilka metrów kamerą obscurą. Wyobrażacie sobie jak to musi dziwacznie wyglądać jak ona idzie zrobić zdjęcie?link:
http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.bombsite.com/images/attachments/0001/7523/lutter02_body.jpg&imgrefurl=http://www.bombsite.com/issues/85/articles/2584&usg=__AwGMm6NerZIOXrb2lqgRCFaMGd0=&h=896&w=548&sz=183&hl=pl&start=2&um=1&tbnid=fZXDYG_M8hIiKM:&tbnh=146&tbnw=89&prev=/images%3Fq%3Dvera%2Blutter%26hl%3Dpl%26lr%3Dlang_pl%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26sa%3DN%26um%3D1
Ekstra, wyglądają jakby zrobione w XIX wieku! Same fotografie też są tak dużych rozmiarów.
Dosyć wrażeń, wracam do Orzeszkowej;)
Napiszcie co u Was!!!Bardzom ciekawa, a odprężenia mi trza!
Właśnie napisałam do mojego Doktorka, z prośbą o przełożenie egzamu na tydzień następny...to jest nie do przerobienia w 3 dni...więc chyba możecie jeszcze weekendowo odprężyć paluszki..o ile się zgodzi, jeszcze nie mówię "hop", żeby nie było!
Podobno genialny film: "Walc z Baszirem" - pierwsza nominowana do Oscara w kategorii długometrażowy film zagraniczny animacja!!! Sama chcę się na niego wybrać! Wspomnienia z wojny izraelsko-libańskiej z lat 80-tych. Reżyser sam w niej uczestniczył będąc młodym chłopakiem. W Izraelu wszyscy (kobiety i mężczyzni) muszą odbyć raz w roku szkolenia wojskowe. Reżyser by tego uniknąć wybrał się do psychiatry by stwierdzono u niego traumę powojenną. Okazało się, że jego mechanizmy obronne całkowicie wymazały to zdarzenie z pamięci, to go zainispirowało by zrobić ten film.
No i jeszcze mała niespodzianka kulturalna, Vera Lutter, fotografka, robi zdjęcia wielką na kilka metrów kamerą obscurą. Wyobrażacie sobie jak to musi dziwacznie wyglądać jak ona idzie zrobić zdjęcie?link:
http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.bombsite.com/images/attachments/0001/7523/lutter02_body.jpg&imgrefurl=http://www.bombsite.com/issues/85/articles/2584&usg=__AwGMm6NerZIOXrb2lqgRCFaMGd0=&h=896&w=548&sz=183&hl=pl&start=2&um=1&tbnid=fZXDYG_M8hIiKM:&tbnh=146&tbnw=89&prev=/images%3Fq%3Dvera%2Blutter%26hl%3Dpl%26lr%3Dlang_pl%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26sa%3DN%26um%3D1
Ekstra, wyglądają jakby zrobione w XIX wieku! Same fotografie też są tak dużych rozmiarów.
Dosyć wrażeń, wracam do Orzeszkowej;)
Napiszcie co u Was!!!Bardzom ciekawa, a odprężenia mi trza!
wtorek, 12 maja 2009
Jestem coraz blizej pierwszego małego sukcesu w pracy na Malcie. Dziś rano miałam spotkanie z kilkoma przedstwicielami spółek PKP jednoczesnie (sami się tak dobrze zorganizowali) i wszyscy stawili się na czas, a do tego byli bardzo przychylni naszemu projektowi, mimo, że nie spełnia on wszytkich wymogów bezpieczeństwa, zmusza ich do reorganizacji terenu... Myślę, że się skusili by dostać kilka darmowych biletów na spektakle. Wiecie, teraz patronowanie artystom jest niezłym chwytem marketingowym.
A propos mej pracy jeszcze pytanko mam, czy przychodzi Wam do głowy ktoś warty polecenia, kto ma już jakieś doświadczenie na stanowisku sekretarki i ma chociaż jakiś kurs księgowości? Jeśli to jest ktoś, kto szybko się uczy pewnie brak doświadczenia też dałoby się pominąć. W Fundacji Malta zrobiło się jedno wolne miejsce!
W piątek mam egzam i najbliższe dni spędzę z mym ukochanym doktorem Judymem...mały romansik z fikcyjną postacią nikomu jeszcze nie zaszkodził,hem? No i to jest właśnie moment, w których chcę Was bardzo serdecznie wyprosić o komplet kciukowy!Może być zbawienny!
Ej, a dziś była u Wojewódzkiego Ania Przybylska i ten głupek sobie nalał wodę ze szklanki w majtasy swe! Wcześniej je w ogóle pokazał publicznie! Odcinek obciachowy, ale idealny na odstersowujący śmiech do łez! Chyba sam Wojewódzki był zaskoczony tym co się stało!!
Teraz czas na odrobinkę snu...Już 2.00 nastała. Paulinka pewnie dopiero zabiera się do roboty...Mój móżdżek powolutku przestaje pracować...Dlatego pisanie tez juz czas skonczyc!
Całusiak (z nadzieją, że me blogowe odkupywanie win nie potrwa już długo i ktoś wreszcie coś ładnego napisze - miast czytać moje bzduraki!)
A propos mej pracy jeszcze pytanko mam, czy przychodzi Wam do głowy ktoś warty polecenia, kto ma już jakieś doświadczenie na stanowisku sekretarki i ma chociaż jakiś kurs księgowości? Jeśli to jest ktoś, kto szybko się uczy pewnie brak doświadczenia też dałoby się pominąć. W Fundacji Malta zrobiło się jedno wolne miejsce!
W piątek mam egzam i najbliższe dni spędzę z mym ukochanym doktorem Judymem...mały romansik z fikcyjną postacią nikomu jeszcze nie zaszkodził,hem? No i to jest właśnie moment, w których chcę Was bardzo serdecznie wyprosić o komplet kciukowy!Może być zbawienny!
Ej, a dziś była u Wojewódzkiego Ania Przybylska i ten głupek sobie nalał wodę ze szklanki w majtasy swe! Wcześniej je w ogóle pokazał publicznie! Odcinek obciachowy, ale idealny na odstersowujący śmiech do łez! Chyba sam Wojewódzki był zaskoczony tym co się stało!!
Teraz czas na odrobinkę snu...Już 2.00 nastała. Paulinka pewnie dopiero zabiera się do roboty...Mój móżdżek powolutku przestaje pracować...Dlatego pisanie tez juz czas skonczyc!
Całusiak (z nadzieją, że me blogowe odkupywanie win nie potrwa już długo i ktoś wreszcie coś ładnego napisze - miast czytać moje bzduraki!)
niedziela, 10 maja 2009
Blinkowe urodzinowanie
poniedziałek, 4 maja 2009
Dla Lewuniaka Całusiak należny
Lewuniaku!!!
Dziś zaglądam do skrzyneczki na Chłodnej a tam małe "conieco" wzruszające dla Pinczula... Się nie spodziewałam w natłoku zdarzeń w żywocie Twym... Wielkie fenk ju! No i napisz co u Cię? Coś się ruszyło, wiosenka daje się wreszcie we znaki samopoczuciowo? U nas ptaszęta ćwiergolą. Ja spędziłam cudny rodzinny weekend w Blinaskowie!Tylu nas było, że aż tatko musiał spać w stodole. Udało mi się nawet obydwie babuncie ściągnąć. Wymarzony czas... już nie wspomnę, ze od razu i Was tam dziewuszki widziałam, jak za starych dobrych...No! Może w te wakacje? Aj no...Paulę z chłopakami chyba ściągnę, trza się będzie pozytywnie wspierać, na wpół osierocone...A teraz ruszam w wir, niestety już egzaminowy...niekończący się aż do września (o ile Pani Dziekan zgodę przyzna dzielnej pracującej studentce)! Proszę już rozgrzewać paluszki! Przydadzą się:)
A niech będzie i całusiak dla całej reszty "bandy":)
Dziś zaglądam do skrzyneczki na Chłodnej a tam małe "conieco" wzruszające dla Pinczula... Się nie spodziewałam w natłoku zdarzeń w żywocie Twym... Wielkie fenk ju! No i napisz co u Cię? Coś się ruszyło, wiosenka daje się wreszcie we znaki samopoczuciowo? U nas ptaszęta ćwiergolą. Ja spędziłam cudny rodzinny weekend w Blinaskowie!Tylu nas było, że aż tatko musiał spać w stodole. Udało mi się nawet obydwie babuncie ściągnąć. Wymarzony czas... już nie wspomnę, ze od razu i Was tam dziewuszki widziałam, jak za starych dobrych...No! Może w te wakacje? Aj no...Paulę z chłopakami chyba ściągnę, trza się będzie pozytywnie wspierać, na wpół osierocone...A teraz ruszam w wir, niestety już egzaminowy...niekończący się aż do września (o ile Pani Dziekan zgodę przyzna dzielnej pracującej studentce)! Proszę już rozgrzewać paluszki! Przydadzą się:)
A niech będzie i całusiak dla całej reszty "bandy":)
niedziela, 26 kwietnia 2009
Moralniak
Tak mnie cały tydzień suszyło i nie mogłam zlokalizować przyczyny-loguję się na blogu i wszystko staje się jasne...Tego, kto mnie przeklął obiecuje doprowadzić do kaca alkoholowego;)Dziś już późno więc tylko melduję przybycie, co by się uwolnić od wiecznego pragnienia! Powróciałam z krainy Smoka Wawelskiego a relacja będzie lada dzień!
Wiosna ach to Ty!
Dla pogryzionej tyle buziakow ile bąbelków!
Wiosna ach to Ty!
Dla pogryzionej tyle buziakow ile bąbelków!
wtorek, 21 kwietnia 2009
oj, Lewuniu droga, trzeba to było wyjezdzać, zeby tam jakies stwory Cię pogryzły! niebezpiecznie tam macie! Widocznie nie jestes odporna na jad obcych stworów:) Mam nadzieję, ze już Ci lepiej.
Ja ostatnio byłam wyłączona z zycia wirtualnego, ponieważ padł mi komputer. Sama nie wiem dlaczego, próbowałam sciagnąć tylko program do rozliczania pitów!
Czas tak szybko leci, nawet nie wiem kiedy minęły święta a tu już prawie maj!
Ps. Ale slicznie Lilka wyglądała na ślubie!
Pozdrawiam:) Buziaki.
Ja ostatnio byłam wyłączona z zycia wirtualnego, ponieważ padł mi komputer. Sama nie wiem dlaczego, próbowałam sciagnąć tylko program do rozliczania pitów!
Czas tak szybko leci, nawet nie wiem kiedy minęły święta a tu już prawie maj!
Ps. Ale slicznie Lilka wyglądała na ślubie!
Pozdrawiam:) Buziaki.
czwartek, 16 kwietnia 2009
Fenk ju wery macz ;)!!!
Dziewuszki, nawet sobie nie wyobrażacie jak przez trzy dni nawet, można sobie podładować akumulatorki:) Dlatego wszystkim, którym udało się znaleźć choćby chwilkę z całego serduszka dziękuję:) I z daleka już buziaki ślę:) Nie zdawałam sobie sprawy, że mi Was tak brakuje...A z drugiej strony czułam się tak, jakbym w ogóle nie wyjeżdżała... Dziwne no nie? Jakby "oksymoron" a jednak;)
I chodziłabym tak z tym rogalem na papuni gdyby nie straszliwa rzecz jedna...horror...tragedia...mówię Wam...Znów mnie coś gryzie...jestem w bąblach odkąd wróciłam...trzymajcie kciuki coby to pluskwiaki podłe nie były!!! Jestem przerażona i zdesperowana:( Mój związek z Jarkiem przetrwał różne burze i zawirowania. No i kilka lat na odległości... ale te małe potwory przyprawiają mnie o takie dreszcze (nie mówiąc już o swedzeniu...), że gotowa jestem spakoqwać się i wyjechać choćby dziś... Póki co gorąco wierzę, że to jakie uczulenie lub krwiożerczy zabłąkany komar... No bo niby skąd znowu pluskwy??? Po półtora roku???? I dlaczego mszczą się tylko na mnie?????? (inni oznak tortur nie mają....)..................................
to be continued.........
I chodziłabym tak z tym rogalem na papuni gdyby nie straszliwa rzecz jedna...horror...tragedia...mówię Wam...Znów mnie coś gryzie...jestem w bąblach odkąd wróciłam...trzymajcie kciuki coby to pluskwiaki podłe nie były!!! Jestem przerażona i zdesperowana:( Mój związek z Jarkiem przetrwał różne burze i zawirowania. No i kilka lat na odległości... ale te małe potwory przyprawiają mnie o takie dreszcze (nie mówiąc już o swedzeniu...), że gotowa jestem spakoqwać się i wyjechać choćby dziś... Póki co gorąco wierzę, że to jakie uczulenie lub krwiożerczy zabłąkany komar... No bo niby skąd znowu pluskwy??? Po półtora roku???? I dlaczego mszczą się tylko na mnie?????? (inni oznak tortur nie mają....)..................................
to be continued.........
wtorek, 14 kwietnia 2009
środa, 8 kwietnia 2009
Wiadomość z ostatniej chwili!!!
Uwaga! Uwaga! Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... proszony jest o znalezienie chwilki! Poszukiwana Katarzyna L. niespodziewanie zamierza opuścić terytorium UK i przedrzeć się przez granice Polski. Jeśli zatem komukolwiek uda się wyrwać z przedświąteczno/świątecznego rozgardiaszu proszony jest o kontakt pod wszystkim dobrze znanym numerem;) Dla łowcy głów, któremu uda się namierzyć zbiega, przewidziana wysoka nagroda- wypłacona w uściskach oczywiście:) *
* wskazany pośpiech gdyż poszukiwana szybko się przemieszcza i ma do zagospodarowania tylko piątek, sobotę, niedzielę!!!;)
Z góry dziękuję za współpracę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
* wskazany pośpiech gdyż poszukiwana szybko się przemieszcza i ma do zagospodarowania tylko piątek, sobotę, niedzielę!!!;)
Z góry dziękuję za współpracę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
poniedziałek, 30 marca 2009
Spotkankowo
Przesilenie wiosenne albo starość nie radość, na dwoje babka wróżyła...bo tak patrzę, tyle tu ważnych postów, ciekawych, krzyczących o odpowiedź a ja nie zareagowałam.. się nie poznaję..niby dużo na głowie, ale na przyjaciół zawsze trza znaleźć chwilkę, toż to relaks przecie!Dlatego postuluję spotkanko!Z Lewuniakiem troszku wczoraj przegadane, a co do reszty zaległości nam się mnożą. Koniecznie przed Wielkanocą trza je nadrobić!Wprawdzie tatko mój zakazał spotkań wszelkich podczas remontu(bo to on jest chwilowo największym pożeraczem czasu-myślę, że Paula jest na świeżo),ale coś wymyślimy!Czy w tym tygodniu ktorys z dni(sroda, piatek, niedziela)by Wam odpowiadały?
Znaka dajcie!
Posyłam wiosenne promyki słonka:)
Znaka dajcie!
Posyłam wiosenne promyki słonka:)
niedziela, 22 marca 2009
Jej dziewczęta, jak bardzo chciałabym być z Wami. Tak po troszku egoistycznie- by samej móc się wygadać, wyżalić, pośmiać, przytulić, poradzić... Ale przede wszystkim by móć uczestniczyć w Waszym życiu... Wiem ile dla Asiaczka znaczy rodzina wiec tym bardziej mi źle, że nie mogę być teraz w Poznaniu i wmeldować się na Chłodną choć na herbatę. I pod tym pretekstem wyściskać lub nawet w ciszy posiedzieć z Pińczulkiem... Asiu, wiesz że jestem z Tobą serduszkiem...
Zresztą jak z Wami wszystkimi. Ni dudu nie znam się na dotacjach unijnych więc pewnie nie byłabym zbyt pomocnym doradcą ale burza mózgów daje czasem niezłe efekty.Wierzę, że kryteria mają pewnie ostre ale jak ostatnio opowiadałaś o Waszych pomysłach to brzmiało to tak, że konkurencja będzie miała twardy orzech do zgryzienia z Wami;) Mi z kolei spadł trochę kamień z serca- bo coraz mniejsze widziałam szanse na przyjazd w kwietniu;) Mam nadzieję, że coś tam się w końcu wykluje w związku z Waszymi małżeńskimi planami;) Zwłaszcza, że rodzina Wam się gwałtownie powiększa;) Ślimak, a teraz Bagietka. Do tego cierpiąca na dogos nervosos;) No, no, coraz większa odpowiedzialność na Waszych muszych barkach;)
Widzę, że Gumiaczek też zapracowana... Tak sobie pomyślałam, że może zbieraj ostro doświadczenia, zwłaszcza pod nieobecnosć Konrada, z prowadzenia knajpki... Jakby nam inne plany życiowe poszły na panewce jestem chętna do inwestycji w jakąś restauracyjkę czy kafejke z klimatem;) A gdyby jeszcze w przyjacielskim gronie... Cos na kształt Schwarzeneggera i innych hollywoodzkich znakomitości;) W końcu niezłe z nas gwiazdy;) A same wiecie, że w Poznaniu z tym kiepsko- zero miejscówek na tańce-hulańce, śluby;) a nawet piątkowe piwko;)
Wybaczcie, ze mnie ostatnio tu tak mało. Ale wreszcie w miarę regularnie pracuje. Znów ekipa powypadkowa;) 9h dźwigam kartony, telewizory i takie tam. Szoruję ściany z dymu, grzyba- czasem w masce nawet;)Rozładowuję się rozwalając szafy;) Dobrze, ze noga się ustabilizowała i sie za mocno nie buntuje. Powolutku wychodzę na prostą z pieniążkami... Znaczy moge się do rachunków dorzucić. Uroczyście też oświadczam, że nie mam na swym koncie żadnych pedofilskich skłonności, naduzyć wobec starszych czy chorych;) Sprawdzenie przeszłośći kryminalnej wypadło pomyślnie. Wydawać by się mogło, że teraz z górki skoro nic nie stoi na przeszkodzie by pracować w opiece... Ale oczywiście nie w moim przypadku;) Teraz muszę sobie jakiś kurs zrobic- z podnoszenia leżących i takie tam... Póki co to oni wciąż leżącego zamiast podnosić to kopią. A tym leżącym jestem ja;) Aż się boje co jeszcze wymyślą;)
Dlatego z utęsknieniem czekam na wiosnę... Promyki słońca tańczące na twarzy, świergot ptaków, zapach świeżo koszonej trawy, bzu, powiew ciepłego wiatru, letni deszcz... Ach... coby wreszcie chiało się biegac, skakać, góry przenosić... Ale przede wszystkim na taką wiosnę w serduszku i w główce... Na przypływ energii i pomysłów. Wczoraj w chińskiej ciasteczkowej wróżbie miałam, że niedługo nowe możliwości zapukają do drzwi... no to czekam,wypatruję... Pełna nadziei oczywiście bo wokół coraz cieplej i tysiące żonkili przypomina, że kalendarzowa wiosna juz tu jest!!! Wiecie co lubię w Anglii?Właśnie te żółte kwiaty, które czają się na każym klombie, skwerku, poboczu... :) Zatem i reszta MUSI w końcu się pojawić:) Prawda, Asiku?:))))
Zresztą jak z Wami wszystkimi. Ni dudu nie znam się na dotacjach unijnych więc pewnie nie byłabym zbyt pomocnym doradcą ale burza mózgów daje czasem niezłe efekty.Wierzę, że kryteria mają pewnie ostre ale jak ostatnio opowiadałaś o Waszych pomysłach to brzmiało to tak, że konkurencja będzie miała twardy orzech do zgryzienia z Wami;) Mi z kolei spadł trochę kamień z serca- bo coraz mniejsze widziałam szanse na przyjazd w kwietniu;) Mam nadzieję, że coś tam się w końcu wykluje w związku z Waszymi małżeńskimi planami;) Zwłaszcza, że rodzina Wam się gwałtownie powiększa;) Ślimak, a teraz Bagietka. Do tego cierpiąca na dogos nervosos;) No, no, coraz większa odpowiedzialność na Waszych muszych barkach;)
Widzę, że Gumiaczek też zapracowana... Tak sobie pomyślałam, że może zbieraj ostro doświadczenia, zwłaszcza pod nieobecnosć Konrada, z prowadzenia knajpki... Jakby nam inne plany życiowe poszły na panewce jestem chętna do inwestycji w jakąś restauracyjkę czy kafejke z klimatem;) A gdyby jeszcze w przyjacielskim gronie... Cos na kształt Schwarzeneggera i innych hollywoodzkich znakomitości;) W końcu niezłe z nas gwiazdy;) A same wiecie, że w Poznaniu z tym kiepsko- zero miejscówek na tańce-hulańce, śluby;) a nawet piątkowe piwko;)
Wybaczcie, ze mnie ostatnio tu tak mało. Ale wreszcie w miarę regularnie pracuje. Znów ekipa powypadkowa;) 9h dźwigam kartony, telewizory i takie tam. Szoruję ściany z dymu, grzyba- czasem w masce nawet;)Rozładowuję się rozwalając szafy;) Dobrze, ze noga się ustabilizowała i sie za mocno nie buntuje. Powolutku wychodzę na prostą z pieniążkami... Znaczy moge się do rachunków dorzucić. Uroczyście też oświadczam, że nie mam na swym koncie żadnych pedofilskich skłonności, naduzyć wobec starszych czy chorych;) Sprawdzenie przeszłośći kryminalnej wypadło pomyślnie. Wydawać by się mogło, że teraz z górki skoro nic nie stoi na przeszkodzie by pracować w opiece... Ale oczywiście nie w moim przypadku;) Teraz muszę sobie jakiś kurs zrobic- z podnoszenia leżących i takie tam... Póki co to oni wciąż leżącego zamiast podnosić to kopią. A tym leżącym jestem ja;) Aż się boje co jeszcze wymyślą;)
Dlatego z utęsknieniem czekam na wiosnę... Promyki słońca tańczące na twarzy, świergot ptaków, zapach świeżo koszonej trawy, bzu, powiew ciepłego wiatru, letni deszcz... Ach... coby wreszcie chiało się biegac, skakać, góry przenosić... Ale przede wszystkim na taką wiosnę w serduszku i w główce... Na przypływ energii i pomysłów. Wczoraj w chińskiej ciasteczkowej wróżbie miałam, że niedługo nowe możliwości zapukają do drzwi... no to czekam,wypatruję... Pełna nadziei oczywiście bo wokół coraz cieplej i tysiące żonkili przypomina, że kalendarzowa wiosna juz tu jest!!! Wiecie co lubię w Anglii?Właśnie te żółte kwiaty, które czają się na każym klombie, skwerku, poboczu... :) Zatem i reszta MUSI w końcu się pojawić:) Prawda, Asiku?:))))
Asiu, bardzo mi przykro z powodu Twojego dziadka, zdaję sobie sprawę, że dla Ciebie to bardzo trudne. Ja sama nie wyobrazam sobie, jakby któreś z moich dziadków ze strony mamy miało umrzeć, jestem z nimi bardzo związana, więc...
Paulinka, nie poddawaj się z tymi dopłatami z Unii, ten pomysł z zameldowaniem w Nowym Tomyślu jest dobry, przeciez jesteś tam legalnie zameldowana, więc nie mają się czego doczepić, a lepiej spełniać wymienione przez nich kryteria, bo oni strasznie zwracają uwagę na formalności. Może Twoje szanse nie są aż tak duże, ale myślę, że warto próbować. Przeciez komuś muszą przyznać te dotacje, a dlaczego nie Tobie! ja w każdym razie życzę Ci powodzenia!
Lewuniu, a co u Ciebie? Tęsknię!
Buziaki dla wszystkich!
Paulinka, nie poddawaj się z tymi dopłatami z Unii, ten pomysł z zameldowaniem w Nowym Tomyślu jest dobry, przeciez jesteś tam legalnie zameldowana, więc nie mają się czego doczepić, a lepiej spełniać wymienione przez nich kryteria, bo oni strasznie zwracają uwagę na formalności. Może Twoje szanse nie są aż tak duże, ale myślę, że warto próbować. Przeciez komuś muszą przyznać te dotacje, a dlaczego nie Tobie! ja w każdym razie życzę Ci powodzenia!
Lewuniu, a co u Ciebie? Tęsknię!
Buziaki dla wszystkich!
Przepraszam za moje milczenie...Zmarł mój dziadek z Leszna, tata mojej mamy...Powinnam napisać już wcześniej, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Dziadek miał 87 lat i był już bardzo schorowany, cierpiał, od pewnego czasu już nawet nie wstawał z łóżka, dlatego wiem, że opuszczając swoje ciało na pewno czuł ogromną ulgę. No a teraz czeka go życie wieczne w niebie:) Ksiądz powiedział podczas kazania, że powinniśmy się cieszyć, bo śmierć to jest wielki dzień człowieka, w którym dusza wyzwala się z więzów ciała i łączy się z Bogiem. Te słowa bardzo pomogły babci, mamie i cioci. No ale i tak babunia odczuwa ogromną pustkę, bo przecież nasze życie ma sens, kiedy znajdujemy sobie cel naszego działania, moja babuncia żyła dla dziadka. Pod koniec lutego obchodzili 60-lecie ślubu! Babunia i tak była bardzo dzielna, ale myślę, że najgorsze dni dopiero przed nią - kiedy cały szum wokół pogrzebu już przycichnie, i nagle nie będzie dla kogo zrobić obiadu, z kim obejrzeć wiadomości...Zastanawiamy się, czy wziąć babunię do siebie(tzn. na Krzywińską), ale tak gwałtownie zmieniać środowisko to też nie do końca dobre... Czas pokaże..
Postaram się jakoś w najbliższych dnia napisać coś więcej, skomentować Paulinkowe, dzielne posty..
Tymczasem pozdrawiam wszystkich pilnie pracujących!
Postaram się jakoś w najbliższych dnia napisać coś więcej, skomentować Paulinkowe, dzielne posty..
Tymczasem pozdrawiam wszystkich pilnie pracujących!
sobota, 21 marca 2009
środa, 18 marca 2009
:)
ahoj
ale tu nudy na tym bloogu;) Cichosza taka że aż boli....a ja piszę by się pochwalić naszym nowym lokatorem (chyba na stałe,to się jeszcze zobaczy jak się będzie sprawować;)
Pojechaliśmy wczoraj na bukowską (do nat i andrezja) i wróciliśmy z bagietką( dla niewtajemniczonych tudzież niepamiętających- zieloną papużką falistą).
Tam u nich biedactwo zdziczało, zasługa w tym Pogo, wiec wzielismy ptaszka pod nasze skrzydła. Zobaczymy czy z Bagietka da sie cos jeszcze zrobic:)
ale tu nudy na tym bloogu;) Cichosza taka że aż boli....a ja piszę by się pochwalić naszym nowym lokatorem (chyba na stałe,to się jeszcze zobaczy jak się będzie sprawować;)
Pojechaliśmy wczoraj na bukowską (do nat i andrezja) i wróciliśmy z bagietką( dla niewtajemniczonych tudzież niepamiętających- zieloną papużką falistą).
Tam u nich biedactwo zdziczało, zasługa w tym Pogo, wiec wzielismy ptaszka pod nasze skrzydła. Zobaczymy czy z Bagietka da sie cos jeszcze zrobic:)
piątek, 13 marca 2009
przesilenie czy jak, czy co??
oj dziewuszki,dziewuszki...sama nie wiem co ze mną, brak energii,ospałość, czyżby to ta pogoda na mnie tak wpływała.
ale nie ważne...u mnie wszystko po staremu, dzień w dzień przed kompem, czas niemiłosiernie ucieka. A do tego wszystkiego niechęć do pracy, co dziwnym jest, bo nigdy nie miałam z tym problemu. Teraz walczę z weselem Ani i Darka(siostry Mateusza), po 2 latach może dostaną swój film weselny;) tak to jest z tymi rodzinnymi weselami, ciężko się za nie zabrać. A w tym roku kolejne 2 rodzinne wesela.aaaauuuu. Naprawdę wolałabym dać im kasę w kopercie i mieć spokój. ale co zrobić jak proszą. Choć gdzieś tam sobie w środku myślę ze to nie fair. Zero luzu, zero zabawy bo tak naprawdę jest się w pracy, czy oni tego nie rozumieją.???( no a potem obróbka zdjęć i filmu gdzieś tak z 2 tygodnie, najmniej;( ech...Dlatego je robię z takim opóźnieniem, by inni członkowie rodziny mający w planach się hajtać, się wystraszyli. Ale chyba bez skutku mój przebiegły plan zważywszy na te tegoroczne wesela.
W końcu ruszyła sprawa z tym dofinansowaniem z Unii Europejskiej, w poniedziałek będę się dowiadywać więcej. Choć jestem złej myśli,wyczytałam jakie grupy społeczne mogą się o nie starać i w żadnej nie pasuje. Albo to młode matki chcące wrócić na rynek pracy, albo osoby do 25 roku życia, tudzież po 45 no i jeszcze osoby mieszkające w gminach do 25 tys. mieszkańców. I tak sobie myślę...póki co jestem zameldowana w Tomyślu (do czerwca), gdybym sobie to przedłużyła to mogłabym się podpiąć do tej grupy. Tylko czy to nie za duże naciągnięcie...bo urząd pracy w Tomyślu tak porobić mogłam,a unie?? czy to jakoś sprawdzają...tego muszę się dowiedzieć. Udział w tym całym szkoleniu mogą wziąć 45 osoby, a dotacje(40 tys.) otrzyma 12 osób. Więc kurcze prawdopodobieństwo, że mnie się trafi, hmmmm, takie jakieś małe;)
Jeszcze poruszę jedną sprawę, choć nie chce zapeszać, chyba udało mi się znaleźć coś na nasze wesele. Bo jaki ja miałam największy problem przy wcześniejszych poszukiwaniach... te wszystkie pałace, sale weselne mnie się porostu nie podobają. A ostatnio trafiłam na nowy trop...gospodarstwo agroturystyczne, taki Blinek:) tylko z większymi możliwościami na imprezkę:) Pierwsze na co trafiłam to na to http://www.boruja.eu/ ale tata mateusza podsunął mi namiary na bardziej exlusive:) typu http://www.klimkowaosada.pl/. Przede wszystkim trza tam pojechać, zobaczyć co i jak. Ale najważniejsze, że już wiem czego chce;) No i oczywiście weselicho nie w kwietniu:) Myślę że gdzieś tak na późna jesień, choć jest to wytyczony kolejny(pewnie gdzieś tak 5 termin) wiec nie bierzcie tego na poważnie:)
No nic, trzymajcie sie cieplutko, czekam na wiesci od was
ale nie ważne...u mnie wszystko po staremu, dzień w dzień przed kompem, czas niemiłosiernie ucieka. A do tego wszystkiego niechęć do pracy, co dziwnym jest, bo nigdy nie miałam z tym problemu. Teraz walczę z weselem Ani i Darka(siostry Mateusza), po 2 latach może dostaną swój film weselny;) tak to jest z tymi rodzinnymi weselami, ciężko się za nie zabrać. A w tym roku kolejne 2 rodzinne wesela.aaaauuuu. Naprawdę wolałabym dać im kasę w kopercie i mieć spokój. ale co zrobić jak proszą. Choć gdzieś tam sobie w środku myślę ze to nie fair. Zero luzu, zero zabawy bo tak naprawdę jest się w pracy, czy oni tego nie rozumieją.???( no a potem obróbka zdjęć i filmu gdzieś tak z 2 tygodnie, najmniej;( ech...Dlatego je robię z takim opóźnieniem, by inni członkowie rodziny mający w planach się hajtać, się wystraszyli. Ale chyba bez skutku mój przebiegły plan zważywszy na te tegoroczne wesela.
W końcu ruszyła sprawa z tym dofinansowaniem z Unii Europejskiej, w poniedziałek będę się dowiadywać więcej. Choć jestem złej myśli,wyczytałam jakie grupy społeczne mogą się o nie starać i w żadnej nie pasuje. Albo to młode matki chcące wrócić na rynek pracy, albo osoby do 25 roku życia, tudzież po 45 no i jeszcze osoby mieszkające w gminach do 25 tys. mieszkańców. I tak sobie myślę...póki co jestem zameldowana w Tomyślu (do czerwca), gdybym sobie to przedłużyła to mogłabym się podpiąć do tej grupy. Tylko czy to nie za duże naciągnięcie...bo urząd pracy w Tomyślu tak porobić mogłam,a unie?? czy to jakoś sprawdzają...tego muszę się dowiedzieć. Udział w tym całym szkoleniu mogą wziąć 45 osoby, a dotacje(40 tys.) otrzyma 12 osób. Więc kurcze prawdopodobieństwo, że mnie się trafi, hmmmm, takie jakieś małe;)
Jeszcze poruszę jedną sprawę, choć nie chce zapeszać, chyba udało mi się znaleźć coś na nasze wesele. Bo jaki ja miałam największy problem przy wcześniejszych poszukiwaniach... te wszystkie pałace, sale weselne mnie się porostu nie podobają. A ostatnio trafiłam na nowy trop...gospodarstwo agroturystyczne, taki Blinek:) tylko z większymi możliwościami na imprezkę:) Pierwsze na co trafiłam to na to http://www.boruja.eu/ ale tata mateusza podsunął mi namiary na bardziej exlusive:) typu http://www.klimkowaosada.pl/. Przede wszystkim trza tam pojechać, zobaczyć co i jak. Ale najważniejsze, że już wiem czego chce;) No i oczywiście weselicho nie w kwietniu:) Myślę że gdzieś tak na późna jesień, choć jest to wytyczony kolejny(pewnie gdzieś tak 5 termin) wiec nie bierzcie tego na poważnie:)
No nic, trzymajcie sie cieplutko, czekam na wiesci od was
środa, 11 marca 2009
hej,
dopiero teraz znalazłam trochę czasu, żeby coś napisać, i to nie z lenistwa nie pisałam ( Asia robi się bardziej złośliwa ode mnie!), ale dlatego, że miałam dużo pracy. Konrad był na urlopie i prawie cała knajpa była na mojej głowie, a szef rzadko przyjezdzał. (Wiem, że to wydaje się nieprawdopodobne, ale w ciągu całego tygodnia nawet komputera nie otworzyłam , nie miałam po prostu do tego głowy).
Fajny pomysł z tymi przepisami, chętnie skorzystam z Waszego doświadczenia, ale na mnie nie liczcie bo ja potrafię wodę na herbatę przypalić! chyba nigdy nie ugotowałam niczego, co nie byłoby z paczki albo słoika!
Cieszę się Lewuniu, że nie nudzisz się tam na obczyźnie - basen, audiobooki! Przynajmniej masz okazję robić rzeczy, na które nie miałaś w Polsce czasu albo ochoty!
Obecuję, że postaram się częściej tu zaglądać!
Trzymajcie się! Buziaki.
dopiero teraz znalazłam trochę czasu, żeby coś napisać, i to nie z lenistwa nie pisałam ( Asia robi się bardziej złośliwa ode mnie!), ale dlatego, że miałam dużo pracy. Konrad był na urlopie i prawie cała knajpa była na mojej głowie, a szef rzadko przyjezdzał. (Wiem, że to wydaje się nieprawdopodobne, ale w ciągu całego tygodnia nawet komputera nie otworzyłam , nie miałam po prostu do tego głowy).
Fajny pomysł z tymi przepisami, chętnie skorzystam z Waszego doświadczenia, ale na mnie nie liczcie bo ja potrafię wodę na herbatę przypalić! chyba nigdy nie ugotowałam niczego, co nie byłoby z paczki albo słoika!
Cieszę się Lewuniu, że nie nudzisz się tam na obczyźnie - basen, audiobooki! Przynajmniej masz okazję robić rzeczy, na które nie miałaś w Polsce czasu albo ochoty!
Obecuję, że postaram się częściej tu zaglądać!
Trzymajcie się! Buziaki.
sobota, 7 marca 2009
piątek, 6 marca 2009
poniedziałek, 2 marca 2009
Zapracowani,schorowani,leniwi
Hejoska:)
Cicho wszędzie, głucho wszędzie...chyba zbliża się wiosna:)A do tego co niektórzy zapracowani(znów udało mi się złapać posadkę na targach - kokosów nie zbijam ale grosz do grosza i na rachunek zimowy za prąd jakoś się uzbiera;)! Paulinka dała się rozłożyć na łopatki grypsku..a umawiałyśmy się, że to ona powali go na kolana...nieusłuchana;) Teraz ma dziewczynka wymówkę,że zdjęć nie wrzuca, bo w łóżku musi się wygrzewać..
Co do Lewuniaka nie wiem, jak się ma..i to mi daje do myślunku, bo może bezzębny Polak ją wessał(skoro pogryźć nie mógł)...Miałam nadzieję , że moje kciuki bardziej skuteczne są od Lewuniakowych(mam tu na myśli Lechitów, którzy na nią liczyli zamiast na siebie)..i że te moje kciuki uleczą rozkraczony samochodzik...Dajcie znaka czy nadal mam je tak obsesyjnie zaciskać!
Dziś się dowiedziałam, że przez godzinę planowania można zaoszczędzić 20 godzin realizacji!Biorę to sobie do serca i zabieram się za zaplanowanie mojej pracy o której już piszę i którą już klecę tak na łapu capu..
Pozdrawiam Was w ten miły dzionek marcowy!
Ps-Rozmawiałam dziś z Asią Bzdręga i rześmy się na 14 marca zmówiły na piwko jakie - Lewuniaku, jak zawsze będziesz nas wspierać duchem!
Ps2-Pisząc o leniwych w tytule miałąm rzecz jasna na myśli Gumcię;)
Cicho wszędzie, głucho wszędzie...chyba zbliża się wiosna:)A do tego co niektórzy zapracowani(znów udało mi się złapać posadkę na targach - kokosów nie zbijam ale grosz do grosza i na rachunek zimowy za prąd jakoś się uzbiera;)! Paulinka dała się rozłożyć na łopatki grypsku..a umawiałyśmy się, że to ona powali go na kolana...nieusłuchana;) Teraz ma dziewczynka wymówkę,że zdjęć nie wrzuca, bo w łóżku musi się wygrzewać..
Co do Lewuniaka nie wiem, jak się ma..i to mi daje do myślunku, bo może bezzębny Polak ją wessał(skoro pogryźć nie mógł)...Miałam nadzieję , że moje kciuki bardziej skuteczne są od Lewuniakowych(mam tu na myśli Lechitów, którzy na nią liczyli zamiast na siebie)..i że te moje kciuki uleczą rozkraczony samochodzik...Dajcie znaka czy nadal mam je tak obsesyjnie zaciskać!
Dziś się dowiedziałam, że przez godzinę planowania można zaoszczędzić 20 godzin realizacji!Biorę to sobie do serca i zabieram się za zaplanowanie mojej pracy o której już piszę i którą już klecę tak na łapu capu..
Pozdrawiam Was w ten miły dzionek marcowy!
Ps-Rozmawiałam dziś z Asią Bzdręga i rześmy się na 14 marca zmówiły na piwko jakie - Lewuniaku, jak zawsze będziesz nas wspierać duchem!
Ps2-Pisząc o leniwych w tytule miałąm rzecz jasna na myśli Gumcię;)
czwartek, 26 lutego 2009
witam dziewczęta! Postanowiłam coś napisać, żeby Asia przestała mnie wyzywać przy każdej okazji, że nie korzystam z naszego bloga, ale przede wszystkim dlatego, żeby Lewunia wiedziała co u mnie słychać.
Nareszcie wczoraj miałam okazję spotkać się z dziewczynami (czytaj Asią i Paulinką) i z nieukrywaną radością muszę stwierdzić, że było bardzo sympatycznie a co ważniejsze ;)dostałam od nich kamerkę internetową:) Urządzenie to sprawiło mi mnóstwo radości, gdyż teraz możemy umawiać się czasami na telekonferencje na skype! Ach, ten rozwój techniki!
Może wypadałoby trochę się usprawiedliwić z tak rzadkich postów na naszym blogu, ale ja ostatnio naprawdę mam mało wolnego czasu, zdarza mi się nawet przez kilka dni nie włączać komputera. Nie, żebym więcej pracowała! Ogólnie oddaję się rozrywkom, tj. chodzę na koncerty, balety i do fitness clubu! Postanowiłam trochę o siebie zadbać, żeby jak już wyjadę poderwać jakiegoś Holendra i nie musieć szukać pracy:) z relacji Lewuni wynika, że znalezienie pracy nie jest łatwe, więc sposób na podryw może może okazać się całkiem trafiony!
Buziaczki!
Nareszcie wczoraj miałam okazję spotkać się z dziewczynami (czytaj Asią i Paulinką) i z nieukrywaną radością muszę stwierdzić, że było bardzo sympatycznie a co ważniejsze ;)dostałam od nich kamerkę internetową:) Urządzenie to sprawiło mi mnóstwo radości, gdyż teraz możemy umawiać się czasami na telekonferencje na skype! Ach, ten rozwój techniki!
Może wypadałoby trochę się usprawiedliwić z tak rzadkich postów na naszym blogu, ale ja ostatnio naprawdę mam mało wolnego czasu, zdarza mi się nawet przez kilka dni nie włączać komputera. Nie, żebym więcej pracowała! Ogólnie oddaję się rozrywkom, tj. chodzę na koncerty, balety i do fitness clubu! Postanowiłam trochę o siebie zadbać, żeby jak już wyjadę poderwać jakiegoś Holendra i nie musieć szukać pracy:) z relacji Lewuni wynika, że znalezienie pracy nie jest łatwe, więc sposób na podryw może może okazać się całkiem trafiony!
Buziaczki!
środa, 25 lutego 2009
Ukłon w stronę kciuków
Oficjalnie chciałabym wszystkim kciukom i ich właścicielom z całego serca mego serdecznego całusiaka posłać. Się udało :) Egzam zdany na czwóreczkę i do tego z plusiakiem! Mało tego, gdyby nie ostatnie pytanko z lektury spoza listy może byłoby i więcej...aż strach pomyśleć;) Niemniej na piwko zasłużyłam.
Planowałam się rozpisać, ale powieki same opadają...
Ściski dziś wyjątkowo silne dla Lewuniaka:)
Planowałam się rozpisać, ale powieki same opadają...
Ściski dziś wyjątkowo silne dla Lewuniaka:)
wtorek, 24 lutego 2009
Ludzie silnie zdeterminowani wyglądają brzydko... Tak się dziś przyglądałam wsiadającym do tramwaju..Ci, którzy wchodzili od tak, do nowego miejsca, rozglądali się,albo zamyśleni przystawali gdzieś, by móc ponownie oddać się w ręce wyobraźni mieli twarze spokojne. Ci, których determinowała myśl o wolnym miejscu, rozglądali się nerwowo i pędzili do celu; twarze tych były autentycznie brzydkie, odrażające...Zastanawiałyście się kiedyś? To moje małe odkrycie dnia;)
Jam od dniu paru w ferworze walki stąd moja niespełniona obietnica. Jutro mam kobylasty egzamin, do którego nie podeszłam bo mnie grypsko dopadło. Mimo mojej gołosłowności(mam nadzieję tylko chwilowej)wdzięcznam będę za Wasze kciukasy!!! Jak już zdam to mnie jeszcze praca pisemna czeka ale to już chleb z masłem przy teorii literatury, więc może wtedy zdam sensowniejszą relację z żywota mego.
Dziś się spotykamy...i tak se myślę, że może następnom razom zorganizujemy jakie skypowe zusammen pogaduchy we czwóreczkę,hem? Nasze brzuszki miałyby z tego nie lada ucztę:)
Oki, jak Lewuniaku, procedura rozpoczęta?Nic nie piszesz o tym stowarzyszeniu psychologów...Będziesz do nich uderzać czy wolisz poczekać na stabliniejszą sytuację "zawodową"?
Wracam do tekstów,
cmokanko:)
Jam od dniu paru w ferworze walki stąd moja niespełniona obietnica. Jutro mam kobylasty egzamin, do którego nie podeszłam bo mnie grypsko dopadło. Mimo mojej gołosłowności(mam nadzieję tylko chwilowej)wdzięcznam będę za Wasze kciukasy!!! Jak już zdam to mnie jeszcze praca pisemna czeka ale to już chleb z masłem przy teorii literatury, więc może wtedy zdam sensowniejszą relację z żywota mego.
Dziś się spotykamy...i tak se myślę, że może następnom razom zorganizujemy jakie skypowe zusammen pogaduchy we czwóreczkę,hem? Nasze brzuszki miałyby z tego nie lada ucztę:)
Oki, jak Lewuniaku, procedura rozpoczęta?Nic nie piszesz o tym stowarzyszeniu psychologów...Będziesz do nich uderzać czy wolisz poczekać na stabliniejszą sytuację "zawodową"?
Wracam do tekstów,
cmokanko:)
niedziela, 22 lutego 2009
Sto lat!!!
Dla kogo??? Oczywiscie dla naszej drogiej solenizantki!!!! Wszystkiego najlepszego Gosiu:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
sobota, 21 lutego 2009
Hej panienki
ciesze sie ze zyjecie:) tydzien tu nie bylam,wiec oko swe nacieszylam waszymi tekstami.
Kasienko caly czas trzymam kciukasy me za ciebie, podziwiam twa wytrwalosc bo sporo tego zalatwiania formalnosci itd.
ja wczoraj powrocilam ze Szczyrku. Bylam tam w towarzystwie mateuszka;) Ukiego,michaliny (jego dziewczyny) Nicoli(michaliny siostra) Wojtka(Ukiego kuzyn),andrzeja natalki.
Bylismy na zaproszenie Michaliny kolegi- Jędrka. Mieszkalimy w chacie prawie na szcycie góry(godzina drogi w sniegu metrowym jak nie wiekszym- i tak codziennie sie wspinalismy jak nie raz to nawet dwa). Po wode chodzilo sie do strumyka...brrrr..jak sobie przypomne...a co najtrudniejszym bylo wszelkie potrzeby zalatwialo sie w wychodku;) Ale wszelkie te niedogodnosci szybko okazaly sie atrakcja,pewnie gdyby nie "spartańskie" warunki wyjazd niebylby tak udany. Ogolnie pojechalismy tam na narty...w tym roku udalo mi sie pokonac bariere ma i na stoku czulam sie jak ryba w wodzie. Bylismy raptem 5 dni,wiec nie dlugo,ale nie wiem czy dluzszy pobyt bylby mozliwy, ostaniego dnia niemiłosiernie smierdzielismy, zabiegi pielegnacyjne w naszej pseudo łazience(miska za szmata- wspomnne ze w chacie byla jedna izba) byly ograniczone do minimum;)
A teraz robie sobie poludnie pieknosci bo wieczorem filmowanie bankietu dla aptekarzy w sheratonie;) trza jakos wygladac,heheh,choc nie wiem czy skorupa ze mnie po kilku prysznicach zeszla
trzymajta sie , do nastepnego razu:)
ciesze sie ze zyjecie:) tydzien tu nie bylam,wiec oko swe nacieszylam waszymi tekstami.
Kasienko caly czas trzymam kciukasy me za ciebie, podziwiam twa wytrwalosc bo sporo tego zalatwiania formalnosci itd.
ja wczoraj powrocilam ze Szczyrku. Bylam tam w towarzystwie mateuszka;) Ukiego,michaliny (jego dziewczyny) Nicoli(michaliny siostra) Wojtka(Ukiego kuzyn),andrzeja natalki.
Bylismy na zaproszenie Michaliny kolegi- Jędrka. Mieszkalimy w chacie prawie na szcycie góry(godzina drogi w sniegu metrowym jak nie wiekszym- i tak codziennie sie wspinalismy jak nie raz to nawet dwa). Po wode chodzilo sie do strumyka...brrrr..jak sobie przypomne...a co najtrudniejszym bylo wszelkie potrzeby zalatwialo sie w wychodku;) Ale wszelkie te niedogodnosci szybko okazaly sie atrakcja,pewnie gdyby nie "spartańskie" warunki wyjazd niebylby tak udany. Ogolnie pojechalismy tam na narty...w tym roku udalo mi sie pokonac bariere ma i na stoku czulam sie jak ryba w wodzie. Bylismy raptem 5 dni,wiec nie dlugo,ale nie wiem czy dluzszy pobyt bylby mozliwy, ostaniego dnia niemiłosiernie smierdzielismy, zabiegi pielegnacyjne w naszej pseudo łazience(miska za szmata- wspomnne ze w chacie byla jedna izba) byly ograniczone do minimum;)
A teraz robie sobie poludnie pieknosci bo wieczorem filmowanie bankietu dla aptekarzy w sheratonie;) trza jakos wygladac,heheh,choc nie wiem czy skorupa ze mnie po kilku prysznicach zeszla
trzymajta sie , do nastepnego razu:)
piątek, 20 lutego 2009
Podróże- małe i duże...
Ahoj Dziewuszki!Tak sobie siedzę i myślę, że każda z Was gdzieś tam się rozbija! Asik to Warszawa, to Leszno!Paulinka w górach- nie wiedzieć nawet gdzie... Zakopane, Karpacz czy może gdzieś w Alpach? No a Gosiaczek to już w ogóle grubsze wojaże szykuje...Stąd mój apel!!!!!!!!!!!!!! Piszcie, zdawajcie relacje, raportujcie!!! Nawet nie wiecie jaka to dla mnie uczta jest! Bardziej chyba duchowa niż kulinarna ;)A i nawzajem pewnie z chęcią się przeczytacie. Choć pewnie prędzej to sobie poopowiadacie:) Jak tam spotkanko, doszło już do skutku?
Co zatem u mnie?Ja sobie włosy rwę z bezsilności. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a czasem głupi traf coś zmienia. Trzy razy już w banku byłam z prośbą coby mi wyciąg z konta przysłali. Za każdym razem inna odpowiedź. Raz to mi nawet powiedzieli, że 9. lutego już wysłali. Tymczasem dwa dni temu pani z uśiechem oświadczyła, iż nie wysłali i wysłać nie mogą bo żadnych tranzakcji od 1,5 roku nie było. I mówi, że jak mi coś wpłynie to ona nawet na miejscu wydrukuje... Więc żwawym krokiem do kasy podążyliśmy- mężczyzna mój mi funciory przy kasie śle ( dobry sposób na wzbogacenie,hehe;) ) Wracam do niej ze świstkiem- pieniążki są, system już wszystko wie! A ona- w przeciągu czterech dni przyjdzie listem do domu! Masakra jakaś! Nie pogadasz. Przy okazji postanowiłam też sobie opcję internetową załóżyć, jak już tyle do tego banku chadzam. A że pani Polką w okienku była, to się tym razem bez problemu dogadaliśmy. No może nie zupełnie ;). Pani do Jarka "dzień dobry" a on "sorry?" że niby nie zrozumiał. I tak kilka razy. W takim szoku był i mu sie jeszcze mózg z angielskiego nie przestawił na polski;) Tymczasem wyciągu w dalszym ciagu nie ma... Za to dotarł dzis do mnie wytęskniony list z banku. Zgadnijcie z czym? Oczywiście, z potwierdzeniem usługi internetowej! Takie to z nas łąjzy! Czyli jak dobrze pójdzie od dziś powinno ruszyć załatwianie CRB. I dobrze, bo jeszcze trochę a zrobiłabym coś paniom z banku a wtedy... nie byłoby już po co się o niego starać ;)
Na razie znowu nie pracuję. W tamtej firmie póki co mało pracy, szef na wakacje pojechał. Dostałam propozycję ale kawał drogi stąd. Więc majątek wydałabym na same dojazdy. A to znowu pewnie jakaś brygada kryzysowa (szkoda tylko, że nie w znaczeniu psychologicznym;) ). Ciekawam czy do Pińczula mamy ktoś dzwonił- bo wiem, że me referencje sprawdzają. Mam nadzieję, że wielkich kłopotów nie sprawiają.
Staram się wiec nie popadać w depresję i jakoś czas organizować. Choć nie jest to łatwe bo pogoda sprzyja tu smutasom, a i nawet porządnych pączków brak. Coby przy Tłustym Czwartku bezkarnie poziom cukru sobie podnieść do niebotycznych rozmiarów;) Zaczęłam grac w Literaki- może któraś z panienek się skusi i partyjkę ze mną rozegra? Trochę mnie tam obijają, nie ukrywam;) Zazdroszczę Piniu teatrów, ach... Za to jestem na bieżąco z premierami filmowymi:) Zaliczyłam już : Niezwykły przypadek Benjamina Buttona, Oszukaną- czyli Brangelina w dwóch naprwdę godnych uwagi odsłonach ( chyba nawet zauważonych oskarowo?), Slumdog.Milioner- momentami nie do pobicia, Droga do szcęścia- mam nadzieję, że to nie jest metafora na ciąg dalszy Titanica gdyby miał on miejsce. No i nadrabiam też- To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew- niezłe ale chyba nie trafiłąm z dniem na oglądanie.No i jeszcze parę, których sobie nie moge odtworzyć. Chyba, że lubicie sie bać- REC, horror niekonwencjonalny;)
I tym mrocznym akcentem żegnam sie póki co:)
Co zatem u mnie?Ja sobie włosy rwę z bezsilności. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a czasem głupi traf coś zmienia. Trzy razy już w banku byłam z prośbą coby mi wyciąg z konta przysłali. Za każdym razem inna odpowiedź. Raz to mi nawet powiedzieli, że 9. lutego już wysłali. Tymczasem dwa dni temu pani z uśiechem oświadczyła, iż nie wysłali i wysłać nie mogą bo żadnych tranzakcji od 1,5 roku nie było. I mówi, że jak mi coś wpłynie to ona nawet na miejscu wydrukuje... Więc żwawym krokiem do kasy podążyliśmy- mężczyzna mój mi funciory przy kasie śle ( dobry sposób na wzbogacenie,hehe;) ) Wracam do niej ze świstkiem- pieniążki są, system już wszystko wie! A ona- w przeciągu czterech dni przyjdzie listem do domu! Masakra jakaś! Nie pogadasz. Przy okazji postanowiłam też sobie opcję internetową załóżyć, jak już tyle do tego banku chadzam. A że pani Polką w okienku była, to się tym razem bez problemu dogadaliśmy. No może nie zupełnie ;). Pani do Jarka "dzień dobry" a on "sorry?" że niby nie zrozumiał. I tak kilka razy. W takim szoku był i mu sie jeszcze mózg z angielskiego nie przestawił na polski;) Tymczasem wyciągu w dalszym ciagu nie ma... Za to dotarł dzis do mnie wytęskniony list z banku. Zgadnijcie z czym? Oczywiście, z potwierdzeniem usługi internetowej! Takie to z nas łąjzy! Czyli jak dobrze pójdzie od dziś powinno ruszyć załatwianie CRB. I dobrze, bo jeszcze trochę a zrobiłabym coś paniom z banku a wtedy... nie byłoby już po co się o niego starać ;)
Na razie znowu nie pracuję. W tamtej firmie póki co mało pracy, szef na wakacje pojechał. Dostałam propozycję ale kawał drogi stąd. Więc majątek wydałabym na same dojazdy. A to znowu pewnie jakaś brygada kryzysowa (szkoda tylko, że nie w znaczeniu psychologicznym;) ). Ciekawam czy do Pińczula mamy ktoś dzwonił- bo wiem, że me referencje sprawdzają. Mam nadzieję, że wielkich kłopotów nie sprawiają.
Staram się wiec nie popadać w depresję i jakoś czas organizować. Choć nie jest to łatwe bo pogoda sprzyja tu smutasom, a i nawet porządnych pączków brak. Coby przy Tłustym Czwartku bezkarnie poziom cukru sobie podnieść do niebotycznych rozmiarów;) Zaczęłam grac w Literaki- może któraś z panienek się skusi i partyjkę ze mną rozegra? Trochę mnie tam obijają, nie ukrywam;) Zazdroszczę Piniu teatrów, ach... Za to jestem na bieżąco z premierami filmowymi:) Zaliczyłam już : Niezwykły przypadek Benjamina Buttona, Oszukaną- czyli Brangelina w dwóch naprwdę godnych uwagi odsłonach ( chyba nawet zauważonych oskarowo?), Slumdog.Milioner- momentami nie do pobicia, Droga do szcęścia- mam nadzieję, że to nie jest metafora na ciąg dalszy Titanica gdyby miał on miejsce. No i nadrabiam też- To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew- niezłe ale chyba nie trafiłąm z dniem na oglądanie.No i jeszcze parę, których sobie nie moge odtworzyć. Chyba, że lubicie sie bać- REC, horror niekonwencjonalny;)
I tym mrocznym akcentem żegnam sie póki co:)
sobota, 14 lutego 2009
Zabawnie masz tam Lewuniu w tym Londynie! Muszę uważnie czytać informacje o życiu na emigracji, bo niedługo też mnie to pewnie czeka. Aż boję się myśleć o załatwianiu tych wszystkich spraw związanych z pracą w obcym kraju.
Ps. Tak właściwie to mi też nie pasuje ta środa, zapomniałam, że idę na koncert. Ja z kolei nie mogę za bardzo w weekend, więc w grę wchodzi dopiero następny tydzień. Rzucę propozycję pod koniec tygodnia, to uzgodnimy dokładnie dzień. Pozdrawiam. Buziaki.
Ps. Tak właściwie to mi też nie pasuje ta środa, zapomniałam, że idę na koncert. Ja z kolei nie mogę za bardzo w weekend, więc w grę wchodzi dopiero następny tydzień. Rzucę propozycję pod koniec tygodnia, to uzgodnimy dokładnie dzień. Pozdrawiam. Buziaki.
czwartek, 12 lutego 2009
A co tam, niech będzie i tutaj; wszystkiego najlepszego dla najbardziej zakręconej Gumci jaką znam:)))) I fajniastej rzecz jasna:)
Ciekawam co tam u Was bo jakoś tu pustawo ostatnio. Zaglądałam i lookałam, a tu cichosza. I tu mnie macie- też nic nie napisałam;) Ale to tak celowo bo w jakąś niemoc popadłam. To przez tutejszą pogodę chyba;) No i nie chciałam tak smęcić w kosmos... Wystarczy, że mój luby zasypany jest smutaskami i mrukami z mojej strony;) Ale warto mieć czasami gorsze dni. Zgadnijcie dlaczego? Nic nie pozwala tak docenić sztabu antykryzysowago jaki się ma:) Dziękuję dziewuszki, jesteście niezastąpione!!! A jak myślicie, co najlepiej bezpośredni działa na chandrę? Praca oczywiś cie!!! Od dwóch dni jestem tak zmęczona, że J. prawie musi mnie karmić;) Bo to nie jest tak, że ja nic nie robię... Tutaj naprawdę jest kryzys i ciężko o pracę, dużo ludzi zwalniają. Po przedszkolach i szkołach póki co nie szukam bo to miałoby być dorywcze. A głupio tak zostawiać dzieciaczki jak sie przyzwyczają już. Zresztą i tak znalezienie jakiejś rodzinki trochę by zajęło. Zarejestrowałam się narazie we wszelkich tutejszych agencjach i pośredniakach. Takich od prostych prac fizycznych w fabrykach i magazynach. Miało być na przeczekanie, coby wyżyc jakoś do znalezienia lepszej pracy. Przecie nie będę utrzymanką Jarka;) Trza miec pieniążki, ot, choćby na waciki;) Tymczasem wszędzie biednie- takie uroki stycznia i lutego.
Dcelowo stawiam na care workera. Delikatnie zahacza to o moją działkę. Ale i tu wszytsko pokomplikowane. Bo zeby bezpo średnio dostać pracę- muszę mieć przynajmniej 6 miesięcy doświadczenia tutaj. A mój experience tutaj wiecie jaki jest;) No więc skoro drzwiami nie można- walę oknem... Przez agencje pośredniczace. Wysłałam do kilku polskich cv. Nawet z jednej już chcieli mnie na rozmowy kwalifikacyjne umawiać. Tylko jeden warunek....muszę się przeprowadzic do takiego domu opieki bądź w jego pobliże...czyli wróciłąbym do punktu wyjścia- znów związek na odległość. No, może teraz widzielibyśmy się częściej- co tydzień lub dwa;) Znalazłam też jedną agencję angielską w Grays. Tylko takiej pracy szukają. I prawie się w niej zarejestrowałam...Ale żeby cokolwiek u nich robić muszę wyrobić sobie CRB...Kosztuje, bagatela, prawie 50 fuciorów. A cóż to sspytacie? To papierek potwierdzający, że mam czystą kartotekę kryminalną. (mam taką nadzieję, bo nie przypominam sobie zatargów z prawem i moją osobą;) )Bez tego ani rusz w tym zawodzie tutaj. No i na niego czeka się właśnie 6 tygodni. A to nie koniec schodów- bo żeby go dostac muszę mieć pisemne potwierdzenie miejsca zamieszkania (proof of adress). I znów kombinowanie skąd takowe wziąć, uff. Ale oznajmiam, żeśmy główkami ruszyli i będą na mnie rachunki przychodzić;)Trzymajcie więc kciuki, coby współlokatorzy za dużo nie rozmawiali przez telefon;) Teraz czekam tylko aż pan listowy dostarczy mi rachunki.
Bym zapomniała- pisałam, że pracę jednak mam. Nie uwierzycie co robie. Załapałam się na tydzień do pewnej firmy, która sprząta, czyści i dezynfekuje. Ale nie byle co- zalane tudzież popożarowe domki. Jest co robić, dobrze że dojazdy zajmuja połowę prawie czasu pracy. Wczoraj na przykład ratowaliśmi zalanego Hindusa. Dziś byliśmy u ortodoksyjknych Żydów, z lekka nadpalonych. Aż boję myśleć, co będzie jutro;) Istne multikulturowe przeżycie;) A najzabawniejszy jest nasz team: starsza pani, dziewczę w ciąży i ja- kuternoga:) Świat jest tak mały, że tym kobieciątkiem jest pani z JAbłonnej. Tak, tak- okołoblinkowej:)
Muszę częściej pisać bo widzicie co tu ponawyrabiałam dzisiaj. Nabawicie się jeszcze niestrawnośći przeze mnie (coby w "slangu" Pinia pozostać;) )
Całuję Was mocniutko i ściskam gorąco:) Albo odwrotnie;)
PS. Piszcie proszę też co u Was. Choćby ciut. Jeśli o mój wolny czas chodzi to angielski, książeczki, gotowanie, sprzątanie, dobre filmiki (nadrabiam zaległości- następnym razem przekażę swe filmowe rekomendacje). Jedna imprezka nawet się trafiła. Tak, że mój przyjazd ochcrzszczony został. Nawet za bardzo- 3 rodzaje alkoholu narobiły mi niezłego rozgardiaszu w brzuszku;)
Ciekawam co tam u Was bo jakoś tu pustawo ostatnio. Zaglądałam i lookałam, a tu cichosza. I tu mnie macie- też nic nie napisałam;) Ale to tak celowo bo w jakąś niemoc popadłam. To przez tutejszą pogodę chyba;) No i nie chciałam tak smęcić w kosmos... Wystarczy, że mój luby zasypany jest smutaskami i mrukami z mojej strony;) Ale warto mieć czasami gorsze dni. Zgadnijcie dlaczego? Nic nie pozwala tak docenić sztabu antykryzysowago jaki się ma:) Dziękuję dziewuszki, jesteście niezastąpione!!! A jak myślicie, co najlepiej bezpośredni działa na chandrę? Praca oczywiś cie!!! Od dwóch dni jestem tak zmęczona, że J. prawie musi mnie karmić;) Bo to nie jest tak, że ja nic nie robię... Tutaj naprawdę jest kryzys i ciężko o pracę, dużo ludzi zwalniają. Po przedszkolach i szkołach póki co nie szukam bo to miałoby być dorywcze. A głupio tak zostawiać dzieciaczki jak sie przyzwyczają już. Zresztą i tak znalezienie jakiejś rodzinki trochę by zajęło. Zarejestrowałam się narazie we wszelkich tutejszych agencjach i pośredniakach. Takich od prostych prac fizycznych w fabrykach i magazynach. Miało być na przeczekanie, coby wyżyc jakoś do znalezienia lepszej pracy. Przecie nie będę utrzymanką Jarka;) Trza miec pieniążki, ot, choćby na waciki;) Tymczasem wszędzie biednie- takie uroki stycznia i lutego.
Dcelowo stawiam na care workera. Delikatnie zahacza to o moją działkę. Ale i tu wszytsko pokomplikowane. Bo zeby bezpo średnio dostać pracę- muszę mieć przynajmniej 6 miesięcy doświadczenia tutaj. A mój experience tutaj wiecie jaki jest;) No więc skoro drzwiami nie można- walę oknem... Przez agencje pośredniczace. Wysłałam do kilku polskich cv. Nawet z jednej już chcieli mnie na rozmowy kwalifikacyjne umawiać. Tylko jeden warunek....muszę się przeprowadzic do takiego domu opieki bądź w jego pobliże...czyli wróciłąbym do punktu wyjścia- znów związek na odległość. No, może teraz widzielibyśmy się częściej- co tydzień lub dwa;) Znalazłam też jedną agencję angielską w Grays. Tylko takiej pracy szukają. I prawie się w niej zarejestrowałam...Ale żeby cokolwiek u nich robić muszę wyrobić sobie CRB...Kosztuje, bagatela, prawie 50 fuciorów. A cóż to sspytacie? To papierek potwierdzający, że mam czystą kartotekę kryminalną. (mam taką nadzieję, bo nie przypominam sobie zatargów z prawem i moją osobą;) )Bez tego ani rusz w tym zawodzie tutaj. No i na niego czeka się właśnie 6 tygodni. A to nie koniec schodów- bo żeby go dostac muszę mieć pisemne potwierdzenie miejsca zamieszkania (proof of adress). I znów kombinowanie skąd takowe wziąć, uff. Ale oznajmiam, żeśmy główkami ruszyli i będą na mnie rachunki przychodzić;)Trzymajcie więc kciuki, coby współlokatorzy za dużo nie rozmawiali przez telefon;) Teraz czekam tylko aż pan listowy dostarczy mi rachunki.
Bym zapomniała- pisałam, że pracę jednak mam. Nie uwierzycie co robie. Załapałam się na tydzień do pewnej firmy, która sprząta, czyści i dezynfekuje. Ale nie byle co- zalane tudzież popożarowe domki. Jest co robić, dobrze że dojazdy zajmuja połowę prawie czasu pracy. Wczoraj na przykład ratowaliśmi zalanego Hindusa. Dziś byliśmy u ortodoksyjknych Żydów, z lekka nadpalonych. Aż boję myśleć, co będzie jutro;) Istne multikulturowe przeżycie;) A najzabawniejszy jest nasz team: starsza pani, dziewczę w ciąży i ja- kuternoga:) Świat jest tak mały, że tym kobieciątkiem jest pani z JAbłonnej. Tak, tak- okołoblinkowej:)
Muszę częściej pisać bo widzicie co tu ponawyrabiałam dzisiaj. Nabawicie się jeszcze niestrawnośći przeze mnie (coby w "slangu" Pinia pozostać;) )
Całuję Was mocniutko i ściskam gorąco:) Albo odwrotnie;)
PS. Piszcie proszę też co u Was. Choćby ciut. Jeśli o mój wolny czas chodzi to angielski, książeczki, gotowanie, sprzątanie, dobre filmiki (nadrabiam zaległości- następnym razem przekażę swe filmowe rekomendacje). Jedna imprezka nawet się trafiła. Tak, że mój przyjazd ochcrzszczony został. Nawet za bardzo- 3 rodzaje alkoholu narobiły mi niezłego rozgardiaszu w brzuszku;)
Witam dziewdzęta, widzę, ze nie tylko mnie zmogła grypa.
Ale już na szczęście wszystko dobrze.
Wiem Lewuniu, że z pracą teraz trudno, ale nie poddawaj się! Wśród tylu milionów ludzi musi się znaleźć miejsce dla jednej małej Kasi!
Ps. Może w przyszłym tygodniu małe spotkanie. Chętnie zorganizuję małe urodzinowo-imieninowe spotkanie. Proponuję środę. Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam, duże buziaki dla Lewuni ( bo jest dalej) oraz troszkę mniejsze dla Was dziewczęta!
Ale już na szczęście wszystko dobrze.
Wiem Lewuniu, że z pracą teraz trudno, ale nie poddawaj się! Wśród tylu milionów ludzi musi się znaleźć miejsce dla jednej małej Kasi!
Ps. Może w przyszłym tygodniu małe spotkanie. Chętnie zorganizuję małe urodzinowo-imieninowe spotkanie. Proponuję środę. Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam, duże buziaki dla Lewuni ( bo jest dalej) oraz troszkę mniejsze dla Was dziewczęta!
wtorek, 10 lutego 2009
sobota, 7 lutego 2009
W odezwie na ciszę...
Mam nadzieję, że grypa Was dziewczęta nie zmogła...tak cichutko tu, że aż się wystraszyłam...
Puk,puk zatem ... Żyjecie? Ja tak, ale co to za życie;) Staram się nie popadać w depresję alem znerwowana sytuacją- ten cholerny kryzys!!! Nie mógłby się tak gdzieś cichutko schować do norki i zapaść w głęboki sen,he? Z pracą cinko jak z barszczem (a w ogóle to skąd to powiedzenie?!).Póki co energię pożytkuję poznając nowe słówka i drążąc gramatykę... Tęsknię już za Wami i w ogóle...
Puk,puk zatem ... Żyjecie? Ja tak, ale co to za życie;) Staram się nie popadać w depresję alem znerwowana sytuacją- ten cholerny kryzys!!! Nie mógłby się tak gdzieś cichutko schować do norki i zapaść w głęboki sen,he? Z pracą cinko jak z barszczem (a w ogóle to skąd to powiedzenie?!).Póki co energię pożytkuję poznając nowe słówka i drążąc gramatykę... Tęsknię już za Wami i w ogóle...
środa, 4 lutego 2009
już po W-wie
hej dziewuszki!!!
ja już po moich wojażach, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej;)
po raz kolejny przekonałam się ze warszawka nie dla mnie, nie ma to ja nasz kochany Poznań. Nie żeby imprezka się nie udała bo było w mare,w mare, ale te budynki, ludzie w codziennej pogoni za kasą,taka jedna wielka "fabryka".Takie są moje odczucia.
Kilka dni odpoczynku a teraz zabieram się do pracy.
Trzymajta się, nie dajcie się żadnemu choróbskowi, bo grypsko panuje. W sumie nie kieruje tego do Lewuni bo ona już po;)
a jeszcze pytanko...jak się wysyła esemeski na angielski nr, do Kasi to płaci się jak w Polsce??::::)))))
ja już po moich wojażach, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej;)
po raz kolejny przekonałam się ze warszawka nie dla mnie, nie ma to ja nasz kochany Poznań. Nie żeby imprezka się nie udała bo było w mare,w mare, ale te budynki, ludzie w codziennej pogoni za kasą,taka jedna wielka "fabryka".Takie są moje odczucia.
Kilka dni odpoczynku a teraz zabieram się do pracy.
Trzymajta się, nie dajcie się żadnemu choróbskowi, bo grypsko panuje. W sumie nie kieruje tego do Lewuni bo ona już po;)
a jeszcze pytanko...jak się wysyła esemeski na angielski nr, do Kasi to płaci się jak w Polsce??::::)))))
poniedziałek, 2 lutego 2009
Powrót do świata żywych;)
No tak....solidaryzuję się z wszystkimi, którym napisanie pierwszego posta zajęło ciut czasu;) Nie zdradzę ile mi to zabrało;) w każdym razie pomysł pisania w noc przed odlotem nie był chyba najtrafniejszy... Za to jak już położyłam się do łóżeczka to do głowy mej nieszczęsnej zaczęły dobijać się słowa, zdania, akapity, które chciałam Wam przekazać. I te w związku z wyjazdem... Istne szaleństwo. Tak, że w nocy z wtorku na środę nie zmrużyłam nawet oka... Na własnym posłaniu jeszcze a już czułam się jak na lotnisku- z tym, że lądowały, wznosiły się do lotu, kołowały....moje myśli....Już teraz wiem dlaczego ludzie z kontroli lotów mają jeden z najbardziej stresujących zawodów świata;)No i stało się- budzik przebił się do mej świadomości niczym Dzień Ostateczny- o wiele za wcześnie...Szybkie dokończenie pakowania- oczywiście z pomocą stóp i łokci;), podróż na lotnisko, pożegnania i czekanie. Jak zwykle musiałam ściągać buty i pokazywać co w plecaku... Koszmar! Chyba powtórne pakowanie doprowadziło mnie do gorączki!Tak się zgrzałam. Jak się doczołgałam do samolotu to marzyłam już tylko o drzemce. Podróż była spokojna za to lądowanie przeciągało się w nieskończoność- mgła i opady chyba u nie sprzyjały. Mnie jednak już tak sponiewierało, że było mi wszystko jedno (uda się, nie uda )- byle się skończyło;) Na deser musiałam czekać na mego lubego godzinę- utknął w korkach;)
...................................................................................................................................................................
Później jest czarna dziura. Z jakimiś przebłyskami tylko świadomości. Na szczęście w weekend zaczęłam powoli wracać do świata żywych. Rozpakowałam się i staram ogarnąć. Jak powinnyście się już zorientować mam nowy numer angielski. Wczoraj rozpracowywałam CV po angielsku. No i zaraz chce się rozejrzeć w necie jak rzecz się ma- tak na rozgrzewkę:)
W międzyczasie trza upichcić jakiś obiadek- szef kuchni planuje pyszną karkóweczkę. W końcu ma biedna chłopaczyna zasłużyła sobie- pielęgnowała mnie jak się patrzy:)))Póki co siedzę sobie w pokoiku- nie chcę przeskadzać. Współlokatorzy szykują się do pracy. Mają same popołudniowe zmaiany. Karolina i Mateusz. Wydają się być całkiem mili:)Czas pokaże;) W drogę sobie wchodzić nie powinniśmy. Mieszkanko całkiem spore jak dla czterech osób. Na parterze nasz pokój- niezbyt duży ale przytulny i z kominkiem;)Później minisalon z TV (polską rzecz jasna;) ).Kuchnia i ubikatorek. Dalej ogródek- bez kwiatków ale można tam pacyfikować jakby co uciążliwych lokatorów;) Aktualnie pełni funkcję palarnii. Na pięterku parka ma swój pokój- zupełnie nad nami;) No i przestronna łazienka. A, i pokój w którym chwilowo urzęduje Mały. Nie wiedziec czemu marudzi, że pachnie mu tam kebabami?!
A teraz słowo na niedzielę;)
Pińczu, kawał o kotach i kuwecie doprowadził mnie do ataku kaszlu. Ale to od śmiechu:) Trzymam kciuki za sesyję choć wiem, że dajesz radę bystrzacho:)
Gumuś, pamiętałam o prawku, pamiętałam....i zapomniałam:(Wybacz, następnym razem będę trzymać kciuki i co tam jeszcze - obiecuję nie przespać w kwietniu. Mam tylko nadzieję, ze to nie o 6 znowu?;)Zresztą w kwietniu już wiosna! Od razu lepiej się wstaje:)
Paulinkuś, jak tam stolicowe wypady?Imprezka udana? Mam nadzieję, że i za mnie się wybawiłaś i pozytywnej energii nazbierałaś:)
Ściskam całym serduchem:) Mam nadzieję, ze Polska nie została zasypana... W wiadomościach nic nie mówili... Choć kto wie, jeśli nawet tutaj leży puchowa kołderka i pada, cały czas pada :)
PS. To się rozpisałam;) Macie już dosyć?;)
...................................................................................................................................................................
Później jest czarna dziura. Z jakimiś przebłyskami tylko świadomości. Na szczęście w weekend zaczęłam powoli wracać do świata żywych. Rozpakowałam się i staram ogarnąć. Jak powinnyście się już zorientować mam nowy numer angielski. Wczoraj rozpracowywałam CV po angielsku. No i zaraz chce się rozejrzeć w necie jak rzecz się ma- tak na rozgrzewkę:)
W międzyczasie trza upichcić jakiś obiadek- szef kuchni planuje pyszną karkóweczkę. W końcu ma biedna chłopaczyna zasłużyła sobie- pielęgnowała mnie jak się patrzy:)))Póki co siedzę sobie w pokoiku- nie chcę przeskadzać. Współlokatorzy szykują się do pracy. Mają same popołudniowe zmaiany. Karolina i Mateusz. Wydają się być całkiem mili:)Czas pokaże;) W drogę sobie wchodzić nie powinniśmy. Mieszkanko całkiem spore jak dla czterech osób. Na parterze nasz pokój- niezbyt duży ale przytulny i z kominkiem;)Później minisalon z TV (polską rzecz jasna;) ).Kuchnia i ubikatorek. Dalej ogródek- bez kwiatków ale można tam pacyfikować jakby co uciążliwych lokatorów;) Aktualnie pełni funkcję palarnii. Na pięterku parka ma swój pokój- zupełnie nad nami;) No i przestronna łazienka. A, i pokój w którym chwilowo urzęduje Mały. Nie wiedziec czemu marudzi, że pachnie mu tam kebabami?!
A teraz słowo na niedzielę;)
Pińczu, kawał o kotach i kuwecie doprowadził mnie do ataku kaszlu. Ale to od śmiechu:) Trzymam kciuki za sesyję choć wiem, że dajesz radę bystrzacho:)
Gumuś, pamiętałam o prawku, pamiętałam....i zapomniałam:(Wybacz, następnym razem będę trzymać kciuki i co tam jeszcze - obiecuję nie przespać w kwietniu. Mam tylko nadzieję, ze to nie o 6 znowu?;)Zresztą w kwietniu już wiosna! Od razu lepiej się wstaje:)
Paulinkuś, jak tam stolicowe wypady?Imprezka udana? Mam nadzieję, że i za mnie się wybawiłaś i pozytywnej energii nazbierałaś:)
Ściskam całym serduchem:) Mam nadzieję, ze Polska nie została zasypana... W wiadomościach nic nie mówili... Choć kto wie, jeśli nawet tutaj leży puchowa kołderka i pada, cały czas pada :)
PS. To się rozpisałam;) Macie już dosyć?;)
niedziela, 1 lutego 2009
Sesyja
Jutro egzam...brr...A jak to dzień przed: panika, syndrom-"przecież ja wiem, że nic nie wiem", stos nieprzeczytanych jeszcze artykułów na biurku, poddenerowanie (czyt. nadmierna potliwośc;), głód! "Jakoś to będzie, nie pierwszy, niestety nie ostatni..."-jasne, ale objawy nie mijają! Jeśli wierzyć powiedzeniu, że radości się mnoży, a smutki dzieli, jak wstanę od kompa, będę lżejsza i mniej spocona;) Trzymajcie paluszki a ja...Uwaga, próbuję!
PS. Lewuniaku, jestem dumna z pierwszego ważnego kroku na obczyźnie (nr tel.) i ciszę się że leki już dotarły do obłożnie chorej:) Daj tylko znaka, jak się masz i jakie plany na najbliższy(oby pierwszy zdrowy) tydzień?
PS. Lewuniaku, jestem dumna z pierwszego ważnego kroku na obczyźnie (nr tel.) i ciszę się że leki już dotarły do obłożnie chorej:) Daj tylko znaka, jak się masz i jakie plany na najbliższy(oby pierwszy zdrowy) tydzień?
środa, 28 stycznia 2009
29.01-Dniem Powrotu
Skoro nie mogę od Cię jeszcze wymagać powrotu do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie..,ekhmm..dosyć mądrości..., to mogę chociaż postulować powrót Twój do zdrowia!!!Co niniejszym czynię.STOP!Proszę się ściśle wywiązać!
Podobno herbatka malinowa dobra na gorączkę, wykorzystaj "długowłosego";) No i jakaś polopiryna czy cóś to chyba do kupienia w Anglii,hem?
Przywołuję Gumcię do zabrania głosu w tej, bądź jakiejkolwiek sprawie;)
Dostałam dziś dobry kawał: Idą dwa koty przez pustynie i nagle jeden mówi do drugiego: "Kurwa, nie ogarniam tej kuwety"!
To tak dla pobudzenia mięśni brzucha wieczorową porą...
Paula, chciałam Was poindoktrynować trochę teatralnie, z racji że odwiedzacie Warszawkę lada dzień, ale jak na złość nic ciekawego się nie dzieje... No chyba, że możecie sobie pozwolić na Teatr Polonia Jandy...osobiście jeszcze nie byłam..
Dobrej nocy dziewczęta!
Podobno herbatka malinowa dobra na gorączkę, wykorzystaj "długowłosego";) No i jakaś polopiryna czy cóś to chyba do kupienia w Anglii,hem?
Przywołuję Gumcię do zabrania głosu w tej, bądź jakiejkolwiek sprawie;)
Dostałam dziś dobry kawał: Idą dwa koty przez pustynie i nagle jeden mówi do drugiego: "Kurwa, nie ogarniam tej kuwety"!
To tak dla pobudzenia mięśni brzucha wieczorową porą...
Paula, chciałam Was poindoktrynować trochę teatralnie, z racji że odwiedzacie Warszawkę lada dzień, ale jak na złość nic ciekawego się nie dzieje... No chyba, że możecie sobie pozwolić na Teatr Polonia Jandy...osobiście jeszcze nie byłam..
Dobrej nocy dziewczęta!
Dzień zbijania :(
Dziewczątka drogie, wiem, wiem czekacie na długi opis podróży i spotkania z długowłosym;)A także obiecane zdjątka i takie tam;) Obiecuję wywiązać się z tego, a nawet i z nawiązką;) Ale dziś wybaczcie, walczę z temperaturą- okładam się skarpetkami zimno-mokrymi;) Tylko to mi przyszło do głowy i siły pozwoliły na taką autopomoc;) Ale mam pierwsze sukcesy- już jest 38,5.....Jarek zrobił pyszny obiadek ale musiał jechać do pracy. A ja oprócz zbijania gorączki wykorzystuję ten czas na zbijanie bąków;) Czyli nie jest tak źle- cały dzionek pod kołderką:)Zatem trzymajcie kciuki za swego pomysłowego Dobromirka coby jak najszybciej mógł zdać relację:))))
wtorek, 27 stycznia 2009
Dzień farolej "-1"
Żabki, żuczki i borsuczki kochane;)!!! No to zaczęło się odliczanie... Za mną waliza- na liczniku 20 kg...niby dobrze ale pot na czoło wstąpił- co zrobić z całą masą drobiazgów uśmiechających się do mnie kusząco z całego pokoju?!?!Ba, mieszkania!A i tak musiałam biedną żółtą kaczuszkę udeptywać coby się w mieściła (dla jasności- Tweetuś to maskotka;)- cóż, sentymentalna ze mnie bestia). Druga liczba nie mniej przerażająca- 3... za tyle godzin wstaję:( Chyba, że się rozmyślę i w ogóle nie położę;) Trzeciej "magicznej" liczby nie napiszę bo trudną mi ją ogarnąć. W każdym razie parę kilometrów jutro muszę przebyć;) Liczby sztuk mięska i kiełbasek uszykowanych przez troskliwą mamę, pozwólcie, nie będę już wymieniać.
Zatem ruszam...jakoś dziwnie bo nawet nerwa nie czuję zbytniego...hmmmm, może przez te grypsko które niespodziewanie złapało wczoraj i tarmosi, męczy, nie puszcza. Ale obiecuję je poskromić. W końcu ruszam w szeroki świat ;). Trza dawać radę. Nawet z beszczelnie i szczelnie włochatym paluchem- trza tym bardziej;)
Dziewuszki, jeszcze raz, z kapiącym nosem, ale nie ulewając wody, prosto z serducha- dzięki za wsparcie:))))))))))))))
P.S. Pińczu, a przed Tobą chylę czoła!!! Piszę dopiero dziś gdyż, mówiąc kolokwialnie, tak mi "opadła kopara" od Twej pomysłowości, że jej pozbieranie trochę zajęło;)
Mam nadzieję, że Twój głodek przestał już burczeć i ciamkać:)
Zatem ruszam...jakoś dziwnie bo nawet nerwa nie czuję zbytniego...hmmmm, może przez te grypsko które niespodziewanie złapało wczoraj i tarmosi, męczy, nie puszcza. Ale obiecuję je poskromić. W końcu ruszam w szeroki świat ;). Trza dawać radę. Nawet z beszczelnie i szczelnie włochatym paluchem- trza tym bardziej;)
Dziewuszki, jeszcze raz, z kapiącym nosem, ale nie ulewając wody, prosto z serducha- dzięki za wsparcie:))))))))))))))
P.S. Pińczu, a przed Tobą chylę czoła!!! Piszę dopiero dziś gdyż, mówiąc kolokwialnie, tak mi "opadła kopara" od Twej pomysłowości, że jej pozbieranie trochę zajęło;)
Mam nadzieję, że Twój głodek przestał już burczeć i ciamkać:)
Mniami
yupiii... wreszcie będę mogła zasnąć:) Paulinkuś, jak sobie golniesz jednego, to będzie Ci łatwiej...przecie nic lepiej nie rozgrzewa!A tak w ogóle to meczyk widziały panny?Tym razem panowie płakali ze szczęścia...Polska górą!!!
No nic...czas napisać pierwszego posta mego;)
A więc...Kasiula za parę godzinek rusza, nic jeszcze na blogu nie skrobnęła, ale jej to wybaczam...pakowanie, pożegnania(no i przeziębionko do tego wszystkiego) więc nie ma co się dziwić, że czasu nie znalazła.
ale za to jutro z niecierpliwością czekam na relacje z lotu i z pierwszych godzin pobytu, a jakby dało rade to zdjęcia mieszkanka, okolicy;) no może te zdjęcia niekoniecznie już jutro ale za jakiś czas.
tymczasem trzymam kciuki za lot...
kurcze dziewczyny starałam się jak mogłam by coś więcej skrobnąć ale musicie mi dać czas by się "rozgrzać";)
A więc...Kasiula za parę godzinek rusza, nic jeszcze na blogu nie skrobnęła, ale jej to wybaczam...pakowanie, pożegnania(no i przeziębionko do tego wszystkiego) więc nie ma co się dziwić, że czasu nie znalazła.
ale za to jutro z niecierpliwością czekam na relacje z lotu i z pierwszych godzin pobytu, a jakby dało rade to zdjęcia mieszkanka, okolicy;) no może te zdjęcia niekoniecznie już jutro ale za jakiś czas.
tymczasem trzymam kciuki za lot...
kurcze dziewczyny starałam się jak mogłam by coś więcej skrobnąć ale musicie mi dać czas by się "rozgrzać";)
W brzuchu mi burczy, dostaję skurczy...
Tracę entuzjazm...nikt się nie troszczy o zgłodniałego Pinczula...i to do tego sesyjną porą! Choć pierwsze zaliczenie już za mną, cudem wybronione...
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Danio
Coś mi się zdaje, że ofiarowanie Wam Danio nie było pomysłem najlepszym... Objadły się babsztyle, potrzeba zaspokojona i nie trza już dziś info słać... Jeden tylko problem... Je sobie Danio nie kupiłam i cierpię już dzień cały, czekając, czekając...
niedziela, 25 stycznia 2009
Nasycić głodka!
"Po grecku powrót brzmi nostos. Algos oznacza cierpienie. Nostalgia jest zatem cierpieniem spowodowanym przez niespełnione pragnienie powrotu. W każdym języku słowa te maj własne zabarwienie. Często oznaczają jedynie smutek wywołany niemożnością powrotu do kraju. Tęsknotę za krajem. Tęsknotę za domem. Co po angielsku wyraża się słowem: homesickness. (...)W hiszpańskim anoranza pochodzi od czasownika anorar (czuć tęsknotę), który pochodzi od katalońskiego ignorare (nie wiedzieć). W takim etymologicznym oświetleniu tęsknota wydaje się cierpieniem z powodu niewiedzy." - Milan Kundera Niewiedza
No i właśnie dlatego potrzebny jest nam blog. Potrzebny jest nam wszytkim, mimo że to Lewuniak pogna w świat lada dzień. W ciele każdej z nas(jak sobie tylko domniemam) objawi się mała forma głodu(zwanego potocznie głodkiem), będąca oznaką uzależnienia od "współbycia" bliskiego człowieczka, którego nagle braknie. Jeśli by uwierzyć rozumowaniu Kundery, ów głodek można zaspokoić wiedzą. Wiedzą, co temu człowieczkowi, który tylko pozornie jest hen daleko, w duszy gra! Oczywiście głodek jest pewną formą szantażu;) Pomysleć tylko, że bez odpowiedniej dawki informacji przyczyniamy się do czyjegoś skurczu mięśni tęskonotowo-nostalgicznych... Proszę sobie to do serca przygarnąć!STOP!Sugeruję także, byśmy w te szare, zimowe dni troszkę się smakowo porozpieszczały... Mam na mysli tzw. bonusy, podsłuchane ciekawostki, nowinki, mogą być nawet o astrologii Gumuś;)
I nie myśl sobie Lewuniaku, że to zamach na Twą dietę cud... Dokarmiamy głównie optymizmem i miłością(a te, o ile mi wiadomo są niskokaloryczne), przy okazji podlewamy naszą kwitnącą przyjaźń z obrazka:)
Jak zauważycie blog jest zamknięty tylko dla nas. Wejście na hasło!Blog jest naszym wspólnym dzieciątkiem, każda z nas ma mozliwość nawigacji, ubierania, przekształcania... Także hulaj wyobraźni, hulaj!!!
Już zacieram rączki... Niech się dzieje!!!
No i właśnie dlatego potrzebny jest nam blog. Potrzebny jest nam wszytkim, mimo że to Lewuniak pogna w świat lada dzień. W ciele każdej z nas(jak sobie tylko domniemam) objawi się mała forma głodu(zwanego potocznie głodkiem), będąca oznaką uzależnienia od "współbycia" bliskiego człowieczka, którego nagle braknie. Jeśli by uwierzyć rozumowaniu Kundery, ów głodek można zaspokoić wiedzą. Wiedzą, co temu człowieczkowi, który tylko pozornie jest hen daleko, w duszy gra! Oczywiście głodek jest pewną formą szantażu;) Pomysleć tylko, że bez odpowiedniej dawki informacji przyczyniamy się do czyjegoś skurczu mięśni tęskonotowo-nostalgicznych... Proszę sobie to do serca przygarnąć!STOP!Sugeruję także, byśmy w te szare, zimowe dni troszkę się smakowo porozpieszczały... Mam na mysli tzw. bonusy, podsłuchane ciekawostki, nowinki, mogą być nawet o astrologii Gumuś;)
I nie myśl sobie Lewuniaku, że to zamach na Twą dietę cud... Dokarmiamy głównie optymizmem i miłością(a te, o ile mi wiadomo są niskokaloryczne), przy okazji podlewamy naszą kwitnącą przyjaźń z obrazka:)
Jak zauważycie blog jest zamknięty tylko dla nas. Wejście na hasło!Blog jest naszym wspólnym dzieciątkiem, każda z nas ma mozliwość nawigacji, ubierania, przekształcania... Także hulaj wyobraźni, hulaj!!!
Już zacieram rączki... Niech się dzieje!!!
sobota, 24 stycznia 2009
Na dzień dobry :)
Tylko sprawdzam sobie jak to będzie wyglądało...Kombinuję tu i kombinuję...Jak dziecko pielęgnuję...Chce żeby się pozostałym mamuniom podobało, się wie;)
No dobra...czas zacząć!!!
No dobra...czas zacząć!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





