poniedziałek, 6 lipca 2009

Kolejny weekend sukienkowo-ślubny za nami...Tym razem chyba z 15 oglądałysmy...Najpieknejsza okazała się pechowa-mama niedoszłej panny młodej się wygadała, że chce zobaczyć Martę bo jeszcze nigdy nie widziała sukienki...No i wyszła prawda na jaw-slub sie nie odbył..ale Wam mówię cudeńko! marta już jest zniechęcona..mi wszystkie kiece wydają się takie same, a jak już się wreszcie na coś zdecydowałayśmy i nawet wzięłysmy suknię do domu do przymiarki to tata spuentował że jakaś taka wybiedzona, na buiście źle leży i w ogóle kolor nie ten. Koniec świata!
Mikołaj juz też chodzi nabuzowany bo garniaka chce sobie szyć a nie zacznie nim Marta nie wybierze sukni (musi być w podobnym stylu i kolorze)...
Z tymi ślubami..mam nadzieję, że Paula nie będzie taka wybredna;) Ale mam już wprawę więc z dobrego serca radzę - najlepiej poprzymierzać różne różniaste fasony w salonach a potem próbować szukać tego, w którym Ci najabrdziej do twarzy i ciała.. już na allegro bo wszystkie mężatki żałują wyrzuconej kasy! To minimum podówjna,często nawet potrójna stawka w salonie!Gdybyśmy mogły zacząć od nowa szukałabym już czegoś zupełnie innego..Dlatego apeluję!Różne fasony!!:)

My się wahamy co robić wakacyjnie..jakoś tak zaniedbałam bardzo tę sprawę..poczatkowo chcielismy odpocząć..w zeszłym roku bezwakacyjnie minęło pod szyldem pracy mgr i już czuję duże zmęczenie, ale bieda aż piszczy i jak znajomi opowiadają ile można zarobić, nawet na głupich pomidorach to myślę, że warto się przemęczyć i mieć kasę na następne pół roku żywota...
Będę Wam relacjonować nasze poczynania w tej sprawie na bieżąco!

Czekam na relację z Openera:)

Buziulas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz