piątek, 20 lutego 2009

Podróże- małe i duże...

Ahoj Dziewuszki!Tak sobie siedzę i myślę, że każda z Was gdzieś tam się rozbija! Asik to Warszawa, to Leszno!Paulinka w górach- nie wiedzieć nawet gdzie... Zakopane, Karpacz czy może gdzieś w Alpach? No a Gosiaczek to już w ogóle grubsze wojaże szykuje...Stąd mój apel!!!!!!!!!!!!!! Piszcie, zdawajcie relacje, raportujcie!!! Nawet nie wiecie jaka to dla mnie uczta jest! Bardziej chyba duchowa niż kulinarna ;)A i nawzajem pewnie z chęcią się przeczytacie. Choć pewnie prędzej to sobie poopowiadacie:) Jak tam spotkanko, doszło już do skutku?

Co zatem u mnie?Ja sobie włosy rwę z bezsilności. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a czasem głupi traf coś zmienia. Trzy razy już w banku byłam z prośbą coby mi wyciąg z konta przysłali. Za każdym razem inna odpowiedź. Raz to mi nawet powiedzieli, że 9. lutego już wysłali. Tymczasem dwa dni temu pani z uśiechem oświadczyła, iż nie wysłali i wysłać nie mogą bo żadnych tranzakcji od 1,5 roku nie było. I mówi, że jak mi coś wpłynie to ona nawet na miejscu wydrukuje... Więc żwawym krokiem do kasy podążyliśmy- mężczyzna mój mi funciory przy kasie śle ( dobry sposób na wzbogacenie,hehe;) ) Wracam do niej ze świstkiem- pieniążki są, system już wszystko wie! A ona- w przeciągu czterech dni przyjdzie listem do domu! Masakra jakaś! Nie pogadasz. Przy okazji postanowiłam też sobie opcję internetową załóżyć, jak już tyle do tego banku chadzam. A że pani Polką w okienku była, to się tym razem bez problemu dogadaliśmy. No może nie zupełnie ;). Pani do Jarka "dzień dobry" a on "sorry?" że niby nie zrozumiał. I tak kilka razy. W takim szoku był i mu sie jeszcze mózg z angielskiego nie przestawił na polski;) Tymczasem wyciągu w dalszym ciagu nie ma... Za to dotarł dzis do mnie wytęskniony list z banku. Zgadnijcie z czym? Oczywiście, z potwierdzeniem usługi internetowej! Takie to z nas łąjzy! Czyli jak dobrze pójdzie od dziś powinno ruszyć załatwianie CRB. I dobrze, bo jeszcze trochę a zrobiłabym coś paniom z banku a wtedy... nie byłoby już po co się o niego starać ;)

Na razie znowu nie pracuję. W tamtej firmie póki co mało pracy, szef na wakacje pojechał. Dostałam propozycję ale kawał drogi stąd. Więc majątek wydałabym na same dojazdy. A to znowu pewnie jakaś brygada kryzysowa (szkoda tylko, że nie w znaczeniu psychologicznym;) ). Ciekawam czy do Pińczula mamy ktoś dzwonił- bo wiem, że me referencje sprawdzają. Mam nadzieję, że wielkich kłopotów nie sprawiają.

Staram się wiec nie popadać w depresję i jakoś czas organizować. Choć nie jest to łatwe bo pogoda sprzyja tu smutasom, a i nawet porządnych pączków brak. Coby przy Tłustym Czwartku bezkarnie poziom cukru sobie podnieść do niebotycznych rozmiarów;) Zaczęłam grac w Literaki- może któraś z panienek się skusi i partyjkę ze mną rozegra? Trochę mnie tam obijają, nie ukrywam;) Zazdroszczę Piniu teatrów, ach... Za to jestem na bieżąco z premierami filmowymi:) Zaliczyłam już : Niezwykły przypadek Benjamina Buttona, Oszukaną- czyli Brangelina w dwóch naprwdę godnych uwagi odsłonach ( chyba nawet zauważonych oskarowo?), Slumdog.Milioner- momentami nie do pobicia, Droga do szcęścia- mam nadzieję, że to nie jest metafora na ciąg dalszy Titanica gdyby miał on miejsce. No i nadrabiam też- To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew- niezłe ale chyba nie trafiłąm z dniem na oglądanie.No i jeszcze parę, których sobie nie moge odtworzyć. Chyba, że lubicie sie bać- REC, horror niekonwencjonalny;)
I tym mrocznym akcentem żegnam sie póki co:)

2 komentarze:

  1. Póki co tylko słów kilka wróbla ćwirka...Żeby nie było, że tylko Lewuniakowi ciągle się to "wdepnięcie w kupę słonia" przytrafia...Właśnie weszłam do domku, ale..w mroźne popołudnie pociąg z Leszna miał ponad godzinkę opóźnienia...i już zniechęceni, z minami w podkuwkę siadamy na ławce dworcowej..i nagle obok mnie jedna Pani cup..i dzwoni...:"A to ci psikus(śmiech)!A już tak blisko byłam(śmiech)..No nic,sobie poczytam,pomyślę..a jak poczekacie dłużej to większa radość z mojego przyjazdu(śmiech)!" No i tak jeszcze dwa telefony wykonała..No i rzecz jasna tuż po chwili śmiała się cała ławka..Toć to optymizm pełną gębą..I tak mi serce rozpromieniało..trochę pogadaliśmy,czas szybko zleciał..I tak gotową "ławkową ekipą" wsiadaliśmy w osób pięć do pociągu!Rozsiedliśmy się bo miejsc tak nie było..ale dzięki temu cały przedział rozgadany i roześmiany..I pomyśleć, że gdyby się pociąg nie spóźnił pewnie nie byłoby tej całej frajdy..
    Teraz lecę bo Jarek Jasiński nas na piwko poprosił..Ale obiecuję napisać jutro!

    PS.No a Lewuniak jak ta Pani z ławeczki!Kłopoty z uśmiechem na twarzy traktuje!I tak ma być, a co:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie sobie "Sztuczki" Jakimowskiego obejrzałam i tak jakoś mi się Pińczu skojarzyłaś z małym Stefkiem...ta zdolność do obserwacji otoczenia i wykorzystywania drobnych magicznych sytuacji...nawet w Twych postach to widzę;) Co by dała za taką chwilkę w Twoim świecie tutaj;)

    OdpowiedzUsuń