Żeby było oryginalniej to dziś życzę wszystkiego co naj z okazji dnia dziecka:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Najbardziej zaś, żebyście na zawsze pozostały takimi dzieciaczkami w serduchach:) Żebyście pielęgnowały w sobie spontaniczność, wrażliwość, otwartość i wiarę w drugiego człowieka oraz piękno świata (mimo wszystko;))!!!
Jam chyba ostatnio dziecię niesforne bo dostaję co rusz od Was upomnienia;) Przepraszam, że nie piszę ale naprawdę u mnie trochę chwilowo pokomplikowana sytuacja i krucho z czasem... Od ostatniego mego wpisu nastąpił swego rodzaju postęp... Znaczy wreszcie pracuje jako care worker. Przy czym, nie owijając w bawełnę, nie jest łatwo. Moje doświadczenie w tej dziedzinie jest znikome... Za mną zmagania z podsuwaczami, pieluchami, kaczkami, odleżynami, karmieniem, ubieraniem, myciem a nawet cewnikami...ale przede wszystkim z językiem...Powoli przyswajam specyficzne słownictwo;) No i się nie łamię;) Przyjmuję wszystko na klatę a potem wypłakuję się Jarkowi w rękaw;) Biedak znosi to dzielnie;) Najgorzej, że nie mam jakiegoś grafiku ani nawet jednego miejsca pracy. Co ciut utrudnia zapoznanie sie zpecyfiką miejsca oraz ludźmi i czynnościami z nimi związanymi;) Po prostu z dnia na dzień się dowiaduję gdzie jadę, czasem tego samego dnia, albo nawet po 5godzinnej zmianie dostaję zlecenie w innym miejscu (i robi się jakieś 12h). Na chwilę obecną odwiedziłam trzy domki ze staruszkami. Tylko w jednym oprowadzono mnie i pokazano co i jak... W innym jak przyjechałam czekała na mnie tylko koperta z numerami pokojów i nazwiskami osób oraz ogólny zarys obowiązków. Trochę to dla mnie dziwne i ryzykowne przede wszystkim...A od dziś znowu zmiana- wpisano mnie grafik jednego z tych domów(z tego co się zorientowałam to inne dziewczęta nie chcą tam pracować- a mi to wszystko jedno, tu przynajmniej zapoznano mnie z tym co mam robić).No i wreszcie mogę sobie cokolwiek zaplanowac bo przez ostatni tydzień wszelkie plany upadały (w tym też blogowe;))Dostałam nawet identyfikator;) Więc apeluję o wsparcie paluszkowe-przyda się :)
Ale zeby nie było, ze tu tak strasznie to wypada wspomnieć o miłych akcentach:) Odwiedzili nas byli współlokatorzy Jarka- tzw. Żuki:) Zakończyli swoją przygodę z Anglią i kontynuują studia w Polsce. Ale fajniutko było się tak spotkać, powspominać. Szkoda,że się z nimi minęłam. Zresztą na pewno byście też ich polubiły bo to kochane ludziki:) No i mam jeszcze anegdotkę do sprzedania:) Nie wiem czy wiecie ale mamy tu Polską telewizję-cyfrę. Z którą od samego początku (rok czy dwa) były kłopoty. Po prostu czasem częściowo lub w całości sygnał zanikał i tyle było z oglądania. A talerz powieszony dobrze, wysoko, żadnych drzew... Dzwonił Jarek tysiace razy do Polski ze skargami. Pdejrzenia padały też na sąsiadów- że niby mają jakieś urządzenia, które zakłócają... No i tak się żyło- płacąc rachunki (słone) i oglądając TV wedle kaprysu nie wiadomo kogo lub czego. Aż przyjechałam ja ;) i poczyniłam pewne spostrzeżenie. Dziwne było ale pozytywne w skutkach;) Mianowicie oglądałam jakieś badziewie a Jarek podreptał z "grubszą"potrzebą do ubikatorka;) Az tu słyszę - spuszcza wodę i po chwili sygnał szlag trafił. Chwycił mnie atak śmiechu z tej przedziwnej zależności...Ale była to inspiracja dla mego meżczyzny! Powrócił do miejsca zbrodni i po chwili mogłam znów cieszyć sie serialem:) Zgadnijcie co się stało! Otóż talerz wisiał na ścianie przy oknie od łazienki...i gdy tylko się je szerzej otworzyło szyba stanowiła prawie tarczę antyrakietową;) A na pewno już uniemożliwiała dotarcie sygnału;) Zwłaszcza po "grubszych sprawach";) Takie to z nas łosięta;)
Trzymajcie się kochanięta i łapcie pozytywną energię:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))Postaram się jakoś nadrobic zaległości:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cudnie,przecudnie!!!Roboty ogrom więc komentarz będzie krótki: wiedziałam...(na co zresztą są dowody na blogu;)!
OdpowiedzUsuńA pisząc "wiedziałam", miałam na myśli że Lewuniaku dopniesz swego i wszystko ułoży się, oczywiście z Twoją pomocą, po Twej myśli.
OdpowiedzUsuńA dziś siedziałam nad projektem, siedziałam i siedziałam...zegarek stał się już zuepłnie przezroczysty..aż tu nagle ptaszki zaczęły tak strasznie głośno ćwiergolić, myślę sobie: podejrzane, wyglądam przez okno a tam wszystko jak na dłoni..słońce już wstało..była 5 rano!!