wtorek, 19 maja 2009

Sienkiewicz nie podskoczy;)

Się udało!Dosłownie!!!Nie wiem, czy macie ochotę na me przydługawe pewnie streszczenie, ale co tam. Ostrzegam przed;)

Przychodzę na uczelnię ok 12.00(egzam się rozpoczął o 11.30)...biegam z 1 na 3 piętro i z powrotem! Mam jeszcze do zaliczenia 2 teksty i dramta z innego przedmiotu (I p.) (ostatni raz miałam to w ręce 2 tyg. temu i mam czarną pozytywistyczną dziurę)- Doktor z pozytywizmu zwany Łidim (od Wedemann)już magluje kumpelę. Babeczka z dramatu też zajęta. Słucham dłuugiego streszczenia "Ogniem i mieczem" w wykonaniu kumpla i lecę znowu na dół. Zwalnia się pokój ale babeczka informuje że ma tylko 10 minut. No to heja!Czekam na jakieś super łatwe pytanie, to w końcu tylko zaliczenie nieobecności no i jej się spieszy, a tu czy wizja teatru Schillera jest utopijna i jak wpisuje się w filozofię humanitaryzmu...Zrobiłam oczka wielkie, no i zaczynam kombinować, biorę do ręki tekst i cytuję jakieś fragmenty co je wcześniej zaznaczyłam flamastrem. Wychodzi nieźle, no i po 5 minutach materiał zostaje zaliczony. Uff... No to pędem na 3 piętro, bo może już moja kolej. A tu się okazuje, że maglowana kumpela jeszcze nie wyszła...Czekamy, czekamy, czekamy...mija 30, 40, 50, 60 minut... Tusia (piątkowa studentka)z drgawkami podbródka wychodzi i mówi: "Ledwo, 3 minus." No to kolejny na odsiecz. My znów czekamy, czekamy, 10,20,30,40 minut... Kumpel wychodzi a tu się okazuje że nawet jeszcze nie zaczął egzaminu..Podejrzewliśmy od dawna że Łidi jest homo (jako jedyni 4 dostali chłopaki), no ale żeby tak jawnie...;) Jest 13.25, Łidi stwierdza że potrzebuje 10 minut, bo musi coś załatwić. No to moja grupa, jak to "młodzi ludzie" młodszego pokolenia;) stwierdza że oni nie mają czasu w takie kulki sobie grać... Wymyślają, że o 15.00 mamy zajęcia i że pewnie nie zdąrzy nas przepytać. Łidi obiecuje być lada moment i się sprężyć. Puszczamy do siebie oko i grzecznie czekamy, choć jedna kumpela już wymiękła, co miała zdawać przede mną. Od ok. 13.20 już sobie myślałam, że nie zdąrzy mnie przepytać i dałam na luz. Wiecie - cała wiedza nagle się rozprasza z chmurki burzowej na takie małe, co je trudno potem zebrać i nawet deszczu z nich nie ma. Zaplanowałam sobie dziesiejszy wieczór, kiedy co sobie jeszcze powtórzę i doczytam i było mi bardzo błogo. Taki kamlot nagle uwalnia serducho. Zabieram się za interpretację wiersza Miłosza, którą muszę przygotować na dziś na zajęcia. Łidi wraca o 14.00(czyli po 30 a nie 10 minutach). Wchodzi kolejna osoba. Nie ma szans żeby zdąrzył. Do wszystkich dzwoniących telefonów mówię, że trzymanie kciuków przekładamy na jutro! A tu nagle Łidi wypuszcza kumpla po 15 minutach :"Kazał mi się sprężyć, no to się postarałem." Wchodzi kolejny. Zaczynam czuć stresa, przecież trza mi jeszcze minimum jednej nocy... Mija 10, 15 minut..myślę sobie uff...po 18 min.wychodzi Kuba...oblał... Zostało jeszcze 25 minut do 15.00! Nie ma opcji... muszę pukać do drzwi! Będzie co ma być!
Pan W. zadaje pierwsze pytanie. Sachem a Konrad Wallenrod. Spoglądam na niego wzrokiem baaardzo zdziwionym po czym informuje, że nie rozmawialiśmy o tym na zajęciach (pierwsze pytanie z tekstów z zajęć). Na to on, że to u Bujnickiego. A ja że to niemożliwe, że przecież czytałam ten tekst. No i streszczam mu co przeczytałam. PO chwili przypomniało mi się, że przecież nie doczytałam, że zostało mi jeszcze 5 stron z 30 do końca. Oczywiście nie informuje o tym Pana W. i dalej się upieram, że pierwsze słyszę...i co? skutkuje...:) Wzdycha i zadaje mi kolejny tekst o Sachemie...szok..powinien mi już dać pałę na wejściu! To zagadnienie baardzo mi pasuje więc uśmiecham się i notuję, a potem opowiadam duużo:)
Pytanie drugie. O Hymny Kasprowicza...niby niezle...ale ja naprawdę nie byłam przygotowana do tego egzamu. No to mu zaczynam co tylko wiem o Kasprowiczu i epoce w ogóle. Jakoś tam idzie, dopytuje mnie o szczegóły, których po części nie znam. TO już mniej ciekawa część egzamu.
Czas na ocenę. Patrzę- wpisuje do Swego notesu 3, potem dodaje plus, mówi, że całkie nieźle, szczególnie w porównaniu z poprzednikami, ale nie znałam dat i i kilku tytułów Hymnów. Patrzy na moją ocenę z pracy pisemnej - 3plus - podobało mu się ale miało być z dwóch nowel a ja się zajęłam jedną więc ocena też połowiczna. "No dobrze, tu 3 plus, tu 3 plus, podsumowując czwórka!" Wow!!!! Cieszę się że studiuję na wydziale Filologii Polskiej a nie matematyki:)

Głupi ma zawsze szczęście... a do tego taka imponująca obstawa kciukowa!
Dzięki dziewuszki!

Buziul

1 komentarz:

  1. Jak zawsze jestem pod wrażeniem!!!!!!!:) Jak to Pińczul ;) Nie dość, że ma szczęście to jeszcze mądra:))))

    OdpowiedzUsuń