Żabki, żuczki i borsuczki kochane;)!!! No to zaczęło się odliczanie... Za mną waliza- na liczniku 20 kg...niby dobrze ale pot na czoło wstąpił- co zrobić z całą masą drobiazgów uśmiechających się do mnie kusząco z całego pokoju?!?!Ba, mieszkania!A i tak musiałam biedną żółtą kaczuszkę udeptywać coby się w mieściła (dla jasności- Tweetuś to maskotka;)- cóż, sentymentalna ze mnie bestia). Druga liczba nie mniej przerażająca- 3... za tyle godzin wstaję:( Chyba, że się rozmyślę i w ogóle nie położę;) Trzeciej "magicznej" liczby nie napiszę bo trudną mi ją ogarnąć. W każdym razie parę kilometrów jutro muszę przebyć;) Liczby sztuk mięska i kiełbasek uszykowanych przez troskliwą mamę, pozwólcie, nie będę już wymieniać.
Zatem ruszam...jakoś dziwnie bo nawet nerwa nie czuję zbytniego...hmmmm, może przez te grypsko które niespodziewanie złapało wczoraj i tarmosi, męczy, nie puszcza. Ale obiecuję je poskromić. W końcu ruszam w szeroki świat ;). Trza dawać radę. Nawet z beszczelnie i szczelnie włochatym paluchem- trza tym bardziej;)
Dziewuszki, jeszcze raz, z kapiącym nosem, ale nie ulewając wody, prosto z serducha- dzięki za wsparcie:))))))))))))))
P.S. Pińczu, a przed Tobą chylę czoła!!! Piszę dopiero dziś gdyż, mówiąc kolokwialnie, tak mi "opadła kopara" od Twej pomysłowości, że jej pozbieranie trochę zajęło;)
Mam nadzieję, że Twój głodek przestał już burczeć i ciamkać:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz