niedziela, 31 maja 2009

No, w domu ogloszone o naszych zaślubinach 7 listopada, wiec juz nie ma odwrotu...:)takze wpisac do kalendarzykow date i szykowac kondyche do tancow i pijanstwa
co tam u was dziewuszki?? asia slyszalam ze na bukowskiej ostatnio balowaliscie, fajno ze udalo wam sie styknac, ja ostanio( tu do kasi info ze z asienką i michalina na pifko sie wybralysmy) z michasia do 4 siedzialysmy, oczywiscie zwiozlam sie niesamowicie, ale na sczescie mateuszek byl tak wspanialy i po mnie przyjechal, swoja droga bidulka z niego ze musi takie zwloki zwozic na chate;) ale takie life:) ze mna:)
a kasienko, co u cie?? brakuje mi info od ciebie, koniecznie znajdz chwilke i skrobnij choc 2 zdania, bardzom ciekaw co u cie....pewno zapracowana jestes wiec rozumiem ze ciezko przed kompem jeszcze siedziec, ale czekam z niecierpliwoscia na wiesci
buuuuuuuuuuuuuuziaki

sobota, 30 maja 2009

Ukłon dla paluszków

Egzam zdany na piąteczkę. Dziękuję za kciuki!Za chwil kilka jadę odwieźć mojego belgijskiego gościa na lotnisko stąd brak wypowiedzi bardziej rozbudowanej. Ale pewnie się niebawem pojawi... a co Lewuniak taki milczący? Pewnie spracowana! Buziak zatem w oczekiwaniu na słów kilka! Dla Paulinki też rzecz jasna!No i Gumicia, która otrzyma buziaka pewnie za czas jaaaakiś, na pewno go potrzebuje! Zatem buziak x 3 idzie w świat:)

wtorek, 26 maja 2009

Alarm paluszkowy II

Tak mocno trzymałyście, że aż babeczka egzam odwołała... Ale jutro "zaciskania" część druga. Ładnie proszę!!Pora ta sama.

Buziula poniedziałkowa

poniedziałek, 25 maja 2009

Alarm paluszkowy

Do wszystkich palczastych stworzeń odezwa... Proszę paluszki za mnie jutro mocno ściskać - kolejny egzam na mej drodze! Początek-godzina 11.45!Relację (no, może już nie aż tak dokładną)obiecuję zdać:)

A co tam słychać u Lewuniaka?Znów weekend hardcorowy?

piątek, 22 maja 2009

http://osw.e-wyjazd.pl/
7 listopada :)
ale cichosza, zwłaszcza asia przed natalka bo poki co w domu nie wiedza...
wstepnie termin zaklepany, do potwierdzenia w ciagu miesiaca, takze szykowac kiecki...

środa, 20 maja 2009

Lewuniaku, subtelny komentarzyk do Twego postu. Szukaj blisko niego:)

a ku ku:)

hej najdrozsze me dziewuszki!!!!
tyle sie u was dzieje,a ja nawet nie racze odpowiedziec, odpisac, wiem, wiem nieladnie wstydze sie tego:)
Kasiula- ciesze sie niezmiernie z ciaglych zmian pracy, nowych propozycji i podziwiam za to co robisz,chcesz robic. Ja po przygodach z sasiadami wiem ze nie nadaje sie do pracy przy starszych ludziach, mam tylko nadzieje ze mi sie kiedys to odmieni...
Asiula- ty to jestes!!! bystrzacha...i fuksiara:) gratuluje 4!!!!!!! i powodzenia w dalszej sesyji
a u mnie po staremu...no moze nie calkiem, bo pomiedzy weselami, a fotkami komunie trza robic, ale nie ma co narzekac, tylko cieszyc sie ze praca jest, duuuzo pracy.Takze patrze w kalendarz i ze łzami strwierdzam ze nici z wakacji, no chyba ze takie weekendowe wypady np.woodstock:) co roku sie zarzekam ze juz nie jade( pijane, brudne panczury....bleeee, mocz w powietzru i takie tam) ale zawsze jade(od 7 lat bodajże juz). 3 dni odmóżdzające...chyba warto ...
koncze, wracam do pracy, jak cos fajnego sie wydarzy napisze;)

wtorek, 19 maja 2009

Sienkiewicz nie podskoczy;)

Się udało!Dosłownie!!!Nie wiem, czy macie ochotę na me przydługawe pewnie streszczenie, ale co tam. Ostrzegam przed;)

Przychodzę na uczelnię ok 12.00(egzam się rozpoczął o 11.30)...biegam z 1 na 3 piętro i z powrotem! Mam jeszcze do zaliczenia 2 teksty i dramta z innego przedmiotu (I p.) (ostatni raz miałam to w ręce 2 tyg. temu i mam czarną pozytywistyczną dziurę)- Doktor z pozytywizmu zwany Łidim (od Wedemann)już magluje kumpelę. Babeczka z dramatu też zajęta. Słucham dłuugiego streszczenia "Ogniem i mieczem" w wykonaniu kumpla i lecę znowu na dół. Zwalnia się pokój ale babeczka informuje że ma tylko 10 minut. No to heja!Czekam na jakieś super łatwe pytanie, to w końcu tylko zaliczenie nieobecności no i jej się spieszy, a tu czy wizja teatru Schillera jest utopijna i jak wpisuje się w filozofię humanitaryzmu...Zrobiłam oczka wielkie, no i zaczynam kombinować, biorę do ręki tekst i cytuję jakieś fragmenty co je wcześniej zaznaczyłam flamastrem. Wychodzi nieźle, no i po 5 minutach materiał zostaje zaliczony. Uff... No to pędem na 3 piętro, bo może już moja kolej. A tu się okazuje, że maglowana kumpela jeszcze nie wyszła...Czekamy, czekamy, czekamy...mija 30, 40, 50, 60 minut... Tusia (piątkowa studentka)z drgawkami podbródka wychodzi i mówi: "Ledwo, 3 minus." No to kolejny na odsiecz. My znów czekamy, czekamy, 10,20,30,40 minut... Kumpel wychodzi a tu się okazuje że nawet jeszcze nie zaczął egzaminu..Podejrzewliśmy od dawna że Łidi jest homo (jako jedyni 4 dostali chłopaki), no ale żeby tak jawnie...;) Jest 13.25, Łidi stwierdza że potrzebuje 10 minut, bo musi coś załatwić. No to moja grupa, jak to "młodzi ludzie" młodszego pokolenia;) stwierdza że oni nie mają czasu w takie kulki sobie grać... Wymyślają, że o 15.00 mamy zajęcia i że pewnie nie zdąrzy nas przepytać. Łidi obiecuje być lada moment i się sprężyć. Puszczamy do siebie oko i grzecznie czekamy, choć jedna kumpela już wymiękła, co miała zdawać przede mną. Od ok. 13.20 już sobie myślałam, że nie zdąrzy mnie przepytać i dałam na luz. Wiecie - cała wiedza nagle się rozprasza z chmurki burzowej na takie małe, co je trudno potem zebrać i nawet deszczu z nich nie ma. Zaplanowałam sobie dziesiejszy wieczór, kiedy co sobie jeszcze powtórzę i doczytam i było mi bardzo błogo. Taki kamlot nagle uwalnia serducho. Zabieram się za interpretację wiersza Miłosza, którą muszę przygotować na dziś na zajęcia. Łidi wraca o 14.00(czyli po 30 a nie 10 minutach). Wchodzi kolejna osoba. Nie ma szans żeby zdąrzył. Do wszystkich dzwoniących telefonów mówię, że trzymanie kciuków przekładamy na jutro! A tu nagle Łidi wypuszcza kumpla po 15 minutach :"Kazał mi się sprężyć, no to się postarałem." Wchodzi kolejny. Zaczynam czuć stresa, przecież trza mi jeszcze minimum jednej nocy... Mija 10, 15 minut..myślę sobie uff...po 18 min.wychodzi Kuba...oblał... Zostało jeszcze 25 minut do 15.00! Nie ma opcji... muszę pukać do drzwi! Będzie co ma być!
Pan W. zadaje pierwsze pytanie. Sachem a Konrad Wallenrod. Spoglądam na niego wzrokiem baaardzo zdziwionym po czym informuje, że nie rozmawialiśmy o tym na zajęciach (pierwsze pytanie z tekstów z zajęć). Na to on, że to u Bujnickiego. A ja że to niemożliwe, że przecież czytałam ten tekst. No i streszczam mu co przeczytałam. PO chwili przypomniało mi się, że przecież nie doczytałam, że zostało mi jeszcze 5 stron z 30 do końca. Oczywiście nie informuje o tym Pana W. i dalej się upieram, że pierwsze słyszę...i co? skutkuje...:) Wzdycha i zadaje mi kolejny tekst o Sachemie...szok..powinien mi już dać pałę na wejściu! To zagadnienie baardzo mi pasuje więc uśmiecham się i notuję, a potem opowiadam duużo:)
Pytanie drugie. O Hymny Kasprowicza...niby niezle...ale ja naprawdę nie byłam przygotowana do tego egzamu. No to mu zaczynam co tylko wiem o Kasprowiczu i epoce w ogóle. Jakoś tam idzie, dopytuje mnie o szczegóły, których po części nie znam. TO już mniej ciekawa część egzamu.
Czas na ocenę. Patrzę- wpisuje do Swego notesu 3, potem dodaje plus, mówi, że całkie nieźle, szczególnie w porównaniu z poprzednikami, ale nie znałam dat i i kilku tytułów Hymnów. Patrzy na moją ocenę z pracy pisemnej - 3plus - podobało mu się ale miało być z dwóch nowel a ja się zajęłam jedną więc ocena też połowiczna. "No dobrze, tu 3 plus, tu 3 plus, podsumowując czwórka!" Wow!!!! Cieszę się że studiuję na wydziale Filologii Polskiej a nie matematyki:)

Głupi ma zawsze szczęście... a do tego taka imponująca obstawa kciukowa!
Dzięki dziewuszki!

Buziul

poniedziałek, 18 maja 2009

Witam dziewczeta, to moj pozegnalny wpis, jutro rano, skoro swit jade do Holandii. A tam, bede miala internet dopiero za jakies trzy tygodnie, poniewaz moja mama wynajela nowe mieszkanie i jest w trakcie zalatwiania neta.
Wreszcie moge coś napisac, bo znalazlam kartke z haslem, ktora mi sie zagubila w trakcie pakowania. A dziewczeta tj. Asia i Paulinka nie chciały mi powiedziec czym zajmuje sie Lewunia! Byłam tak ciekawa, ze po przyjezdzie do domu od razu przerzuciłam rzeczy i karteczka sie znalazła. A warto było, bo opis zajęcia Lewuni jes naprawde interesujący!
Cieszę się, że Lewuniu zaczęło Ci się układać z pracą tj. masz coraz ciekawsze propozycje. Ja jeszcze nie wiem co bede robic, ale na poczatku na pewno nic rozwijajacego. Ale jak wiadomo poczatki zawsze sa trudne. Zycze Wam wszystkiego co dl;a kazdej z Was najlepsze, do następnego razu, napiszę jak tylko bede miała taka możliwosc!
Buziaki!

niedziela, 17 maja 2009

Sama tego chciałam...

Dziewczęcia me jak ja za Wami tęsknię!!!!

U mnie cisza bom.... zapracowana;) Serio;) Cały tydzień pokornie "obciągałam". Aż tu w piątek telefon nie mógł przestać dzwonić... Że pracy w fabryce ciąg dalszy, a że może bym i w weekend jeszcze do innej poszła... Odmówiłam oczywiście. Bez obaw, nie z lenistwa- w końcu jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję- niczym Irenka przecie!;) No ale w sobotę od rana miałam się stawić na szkolenie unoszenia ludzisk (w wolnym tłumaczeniu;) ). Dopiero odmówiłam w jednej agencji a zadzwonili z drugiej. Tym razem niby dobrze, bo w końcu mnie do domu staruszków chcieli:) Tyle tylko, że jeszcze w piątek na 17:30... a ja w tej pracy do 16... Skłonności samobójczych nie wykazuje więc i z tego musiałam zrezygnować:( No ale chociaż na szkoleniu stawiłam się z samego rana rześka i zdrowa. Oprócz mnie same Angielki i kilka zanglicyzowanych murzynek- angielski aż wisiał w powietrzu. Na szczęście na koniec nie było egzaminu w tym nieszczęsnym języku;) Ale na pewno jesteście ciekawe jakie efekty- powiem tak: z teorii moze za dużo nie zrozumiałam, za to praktykę uważam za opanowaną;) (co niestety niedługo później było mi dane udowodnić...) . Po kursie przekonywałam panią, że naprawdę na pracy mi zależy i ze głupio wyszło, że musiałam odmówić... Uwierzyła mi. Do tego stopnia, że zapronowała tego samego dnia "szychtę" w domu staruszków! Szok! Zgodziłam się oczywiście (no może nie tak całkiem oczywiscie bo po tym tygodniu już na twarz padałam;) ). I tu się zaczyna cała historia... Ale chyba nie jestem jeszcze gotowa żeby o niej pisać;) Całą noc miałam koszmary;) A dzis umieram z wyczerpania. Nie wiem czy bardziej fizycznego czy psychicznego. Praca całkiem przyjemna. Problem w tym, że nikt mi nie powiedział co należy DOKŁADNIE do zakresu moich obowiązków, co robic, gdzie i jak:( A więc dostałam dostałam listę ze zleceniami i hajda! na dziaduńciów;)! Czas pracy: 16-23... Wszystko szło zgodnie z planem i byłam nawet z siebie dumna... Do czasu gdy trafiłam do mieszkanka pewnego małżeństwa gdzie zgłupiałam i zupełnie nie wiedziałam co robić... Ostatecznie wsadziłam dziadzia na maszynę i przetransportowałam do łóżka dźwigiem- a powinny to robic dwie osoby...dobrze, że nie ma ofiar w ludziach... Chciał też mieć zmienioną pieluchę, posmarowane odleżyny- a ja do teraz nie wiem czy to należało do zakresu moich obowiązków... Najgorzej, ze nie było nawet kogo spytać... Ten dom to moloch- jakieś 100 mieszkań- prawidzwy labirynt (zgubiłam się tam jakieś 3 razy)... Zatem emocji było aż nadto...a ja sierotka sama, do tego ze szczątkowym angielskim (swoją drogą część pensjonariuszy głuchawa więc i tak dogadywaliśmy się mową ciała;) ). Pani na koniec co prawda powiedziała, ze było ok... ale ona też dziwna była więc nie wiadomo co przekaże przełożonym ... Możliwe, że już mnie nie będą chieli... Zresztą nieważne, byle mi nic w kartotece nie zapisali;) I taki ze mnie care worker... ;)

weekndowa cisza na morzu

Ej baby!Nie bawimy sie w grę: "Cisza na morzu, cisza w kościele, kto się odezwie ten głupie cielę!";)
U mnie kompletnie bez zmian...weekend mija pod znakiem pozytywistyczno-młodopolskim..No prawie, byłam na wernisażu Zetki tkaniny!Całkiem ciekawa praca...tkana częściowo metalem..ale też przestrzenna..niestety nie mieliśmy aparatu ale jak wydobędę od Zety zdjęcie to je umieszczę na blogu. Przypominam o treningu paluszkowym!Czas zero już we wtorek o 13.00!

Cmokam niewyspanie chcąc podłapać energii ciut:)

piątek, 15 maja 2009

Proszę, proszę... ;)

...jakie to z panienek świntuszki;) Niby to zajęte, zapracowane, na bloga nie wchodzi.... napisz tylko dwuznacznego posta a odzew że hoho ;) Żeby było jasne- pracuje teraz chwilowo w takiej firmie, która robi takie gadżety jak teczki, torby, segregatory itp. Większą cześć czasu spędzam jednak na przygotowaniu portfolio- wkładam czarne kartoniki (w naszym slangu obciągam ;) ) do koszulek. Pomocny w tym jest gumowy naparstek, który jest bardzo przydatny, a zakłada się go na paluszek;) A w ogóle to tu się wszędzie świntuszy- prace są takie odmóżdżające, że nawet kobitki nobliwe zaczynają gadać jak faceci na budowie;) I stąd krótki wycinek;)

Nie będę pisać, że tęsknię... bo się zupełnie rozkleję... a muszę tu być twarda, nie miętka ... ;) Zresztą już kombinuję jakby tu znów do Polski kochanej zawitać:) Niestety nie będę mogła jutro wspólnie Gumci pożegnać... choć nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo bym chciała:) Zatem Asiku i Paulinko- przerzucam chwilowo na Was obowiązek wyściskania Gosi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ojejku, ale od razu cieplej na serduszku, gdy tak choc ciut jestem na biężąco co tam u Was (dzięki superaśnemu blogowi oczywiście;) )Ściskam Was kochane stworki, bawcie się jutro dobrze:))))))))

czwartek, 14 maja 2009

Gumciowe baju baj

Jutro przedwyjazdowe spotkanie z Gumcią... Kurcze, dziwne to takie... Ta piosnka to moje pierwsze skojarzenie : http://www.youtube.com/watch?v=d11PkbPobcA
Ostatnio tak refleksyjnie mi, młodzieńczo-szaleńczo-naiwnie-pięknie-smutno-egzystencjalnie-zabawnie-zakochanie-rozkochanie-przyjaźnie: takie były nasze wspólne lata...
Mam nadzieję, że przyjazną roślinkę weźmiemy w swoje ręce i będziem ją podlewać nowościami, by nie uschła Boże broń!!!

Tęskno mi... do Was!!!
Lewuniaku,
tęsknisz za Poznaniem? Mam dla Ciebie małe "conieco"... Taki sobie spacerek..Zajrzyj: www.panoramiczny-poznan.pl
Gumci pewnie też niebawem się przyda... A już wiesz kiedy jedziesz?Może w sobotę piwko?Jak pasuje reszcie?

Udanego spacerkowania!

środa, 13 maja 2009

Zagladam, zaglądam;)

hej dziewuszki !!! jak to milo sobie poczytac wasze relacje, az mordka boli od smiania sie:) lewunia przeszla sama siebie z tym opisem nowej profesji;) rewelacja...a asiuli to jestem baaardzo wdzieczna ze pomyslalas o mej siostrzyczce, tak jak pisalas takie fuszki łapie sie przez polcecenie,wiec super ze tak to wszystko wyszlo, bo duzo o natalce myslalam( w zwiazku z brakiem pracy) i niejedna nocke od myslenia zarwalam. A tak jestem spokojniejsza...a na bloogo milcze bo nic u mnie ciekawego,nowego...czas komunii i wesel intensywnie ruszyl,wiec praca,praca,praca. widze ze wojewodzki w tym tygodniu mial duza ogladalnosc, wszystkie przed telewizorem, ja tez;)
caluje was moooocno, sciskam, i tesknie:)

I co mi tu przyszło...;)

Coby już Pińczula więcej nie karać;) a i zrelaksować dziewczęta, zamieszczam krótki wycinek z żywota mego bieżącego...

Pracuję dla agencji. Stałam się panienką na telefon... Dzwonią do mnie gdy pojawia się klient. Od półtora tygodnia regularnie, codziennie w okolicach ósmej, razem z dwoma innymi polskimi dziewczęciami, jedziemy realizować zlecenie. "Obciągamy". Wszystkie rozmiary. Jak mam trochę szczęścia trafiają się małe, gdy ciut mniej- duże gabaryty, aż ręce bolą... Najgorzej, że to takie monotonne- wszystkie czarne... Pracodawca zapewnia nam gumki- bez tego nie dałoby chyba rady. Czasem gdy kierowca czeka trzeba naprawdę solidnie się sprężyć, żadnej przerwy wówczas. Za to ciut wcześniej mogę jechać wtedy do domu. Nie jest źle, tylko trzeba uważać, bo można wrócić pociętym...no i ten posmak folii w ustach... Ale wspieramy sie z babeczkami jak możemy- w końcu o pieniążki chodzi;) Dobrze, że są do rzeczy bo i pośmiać się można z naszego marnego losu pracownicy fabryki materiałów biurowych:)))))))))))))))))))))))))))))))).

Na gorącym uczynku;)

Ha,ha! Mam cynka, że Paulinka tu zajrzała;) W smsku napisałaś mi, że trzymasz kciuki w piątek...niezły ze mnie Scherlock, co? Bo Lewuniak daleko i trza mu rozjaśnić co i jak. Moja kumpelka z pracy, główny PR-owiec Fundacji Malta nagle straciła swą "prawą rękę", czyli chłopaczka, który podobnie jak ja, od miesiąca wspierał ją w tym najgorętszym przedfestiwalowym okresie. Wchodzę do biura a tu Julka z chusteczką i pociąga nosem: "Kurwa, takiego numeru to jeszcze nikt mi nie wyciął!" Na miesiąc przed Festiwalem gość jej rzekł Sorry Winnetu, ale się nie wyrabiam..i odszedł. No i trza było kogoś nowego załatwić...no to nie musiałam się długo zastanawiać, chwyciłam za telefon i do Natalki:) No i się udało! Też się strasznie cieszę! Sobie pomyślałam... nie no kurcze taka sytuacja nie zdarza się co dzień, że możesz znajomka do fajnej pracy polecić... Dziewczyny stwierdziły, że w takim miejscu nigdy nikogo nie przyjmują z ogłoszenia, zawsze z polecenia! No i teraz już jasne dlaczego Natalka tak się boryka z pracą, bo w ogłoszeniach takich prac po prostu nie ma!

Właśnie napisałam do mojego Doktorka, z prośbą o przełożenie egzamu na tydzień następny...to jest nie do przerobienia w 3 dni...więc chyba możecie jeszcze weekendowo odprężyć paluszki..o ile się zgodzi, jeszcze nie mówię "hop", żeby nie było!

Podobno genialny film: "Walc z Baszirem" - pierwsza nominowana do Oscara w kategorii długometrażowy film zagraniczny animacja!!! Sama chcę się na niego wybrać! Wspomnienia z wojny izraelsko-libańskiej z lat 80-tych. Reżyser sam w niej uczestniczył będąc młodym chłopakiem. W Izraelu wszyscy (kobiety i mężczyzni) muszą odbyć raz w roku szkolenia wojskowe. Reżyser by tego uniknąć wybrał się do psychiatry by stwierdzono u niego traumę powojenną. Okazało się, że jego mechanizmy obronne całkowicie wymazały to zdarzenie z pamięci, to go zainispirowało by zrobić ten film.

No i jeszcze mała niespodzianka kulturalna, Vera Lutter, fotografka, robi zdjęcia wielką na kilka metrów kamerą obscurą. Wyobrażacie sobie jak to musi dziwacznie wyglądać jak ona idzie zrobić zdjęcie?link:

http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://www.bombsite.com/images/attachments/0001/7523/lutter02_body.jpg&imgrefurl=http://www.bombsite.com/issues/85/articles/2584&usg=__AwGMm6NerZIOXrb2lqgRCFaMGd0=&h=896&w=548&sz=183&hl=pl&start=2&um=1&tbnid=fZXDYG_M8hIiKM:&tbnh=146&tbnw=89&prev=/images%3Fq%3Dvera%2Blutter%26hl%3Dpl%26lr%3Dlang_pl%26client%3Dfirefox-a%26rls%3Dorg.mozilla:pl:official%26sa%3DN%26um%3D1

Ekstra, wyglądają jakby zrobione w XIX wieku! Same fotografie też są tak dużych rozmiarów.

Dosyć wrażeń, wracam do Orzeszkowej;)
Napiszcie co u Was!!!Bardzom ciekawa, a odprężenia mi trza!

wtorek, 12 maja 2009

Jestem coraz blizej pierwszego małego sukcesu w pracy na Malcie. Dziś rano miałam spotkanie z kilkoma przedstwicielami spółek PKP jednoczesnie (sami się tak dobrze zorganizowali) i wszyscy stawili się na czas, a do tego byli bardzo przychylni naszemu projektowi, mimo, że nie spełnia on wszytkich wymogów bezpieczeństwa, zmusza ich do reorganizacji terenu... Myślę, że się skusili by dostać kilka darmowych biletów na spektakle. Wiecie, teraz patronowanie artystom jest niezłym chwytem marketingowym.
A propos mej pracy jeszcze pytanko mam, czy przychodzi Wam do głowy ktoś warty polecenia, kto ma już jakieś doświadczenie na stanowisku sekretarki i ma chociaż jakiś kurs księgowości? Jeśli to jest ktoś, kto szybko się uczy pewnie brak doświadczenia też dałoby się pominąć. W Fundacji Malta zrobiło się jedno wolne miejsce!

W piątek mam egzam i najbliższe dni spędzę z mym ukochanym doktorem Judymem...mały romansik z fikcyjną postacią nikomu jeszcze nie zaszkodził,hem? No i to jest właśnie moment, w których chcę Was bardzo serdecznie wyprosić o komplet kciukowy!Może być zbawienny!

Ej, a dziś była u Wojewódzkiego Ania Przybylska i ten głupek sobie nalał wodę ze szklanki w majtasy swe! Wcześniej je w ogóle pokazał publicznie! Odcinek obciachowy, ale idealny na odstersowujący śmiech do łez! Chyba sam Wojewódzki był zaskoczony tym co się stało!!

Teraz czas na odrobinkę snu...Już 2.00 nastała. Paulinka pewnie dopiero zabiera się do roboty...Mój móżdżek powolutku przestaje pracować...Dlatego pisanie tez juz czas skonczyc!

Całusiak (z nadzieją, że me blogowe odkupywanie win nie potrwa już długo i ktoś wreszcie coś ładnego napisze - miast czytać moje bzduraki!)

niedziela, 10 maja 2009

Blinkowe urodzinowanie



Waldemar robił zdjęcie, a babcia śpiąc chrapała, reszta w całości lub części na załączonym obrazku:)

poniedziałek, 4 maja 2009

Dla Lewuniaka Całusiak należny

Lewuniaku!!!

Dziś zaglądam do skrzyneczki na Chłodnej a tam małe "conieco" wzruszające dla Pinczula... Się nie spodziewałam w natłoku zdarzeń w żywocie Twym... Wielkie fenk ju! No i napisz co u Cię? Coś się ruszyło, wiosenka daje się wreszcie we znaki samopoczuciowo? U nas ptaszęta ćwiergolą. Ja spędziłam cudny rodzinny weekend w Blinaskowie!Tylu nas było, że aż tatko musiał spać w stodole. Udało mi się nawet obydwie babuncie ściągnąć. Wymarzony czas... już nie wspomnę, ze od razu i Was tam dziewuszki widziałam, jak za starych dobrych...No! Może w te wakacje? Aj no...Paulę z chłopakami chyba ściągnę, trza się będzie pozytywnie wspierać, na wpół osierocone...A teraz ruszam w wir, niestety już egzaminowy...niekończący się aż do września (o ile Pani Dziekan zgodę przyzna dzielnej pracującej studentce)! Proszę już rozgrzewać paluszki! Przydadzą się:)

A niech będzie i całusiak dla całej reszty "bandy":)