poniedziałek, 2 lutego 2009

Powrót do świata żywych;)

No tak....solidaryzuję się z wszystkimi, którym napisanie pierwszego posta zajęło ciut czasu;) Nie zdradzę ile mi to zabrało;) w każdym razie pomysł pisania w noc przed odlotem nie był chyba najtrafniejszy... Za to jak już położyłam się do łóżeczka to do głowy mej nieszczęsnej zaczęły dobijać się słowa, zdania, akapity, które chciałam Wam przekazać. I te w związku z wyjazdem... Istne szaleństwo. Tak, że w nocy z wtorku na środę nie zmrużyłam nawet oka... Na własnym posłaniu jeszcze a już czułam się jak na lotnisku- z tym, że lądowały, wznosiły się do lotu, kołowały....moje myśli....Już teraz wiem dlaczego ludzie z kontroli lotów mają jeden z najbardziej stresujących zawodów świata;)No i stało się- budzik przebił się do mej świadomości niczym Dzień Ostateczny- o wiele za wcześnie...Szybkie dokończenie pakowania- oczywiście z pomocą stóp i łokci;), podróż na lotnisko, pożegnania i czekanie. Jak zwykle musiałam ściągać buty i pokazywać co w plecaku... Koszmar! Chyba powtórne pakowanie doprowadziło mnie do gorączki!Tak się zgrzałam. Jak się doczołgałam do samolotu to marzyłam już tylko o drzemce. Podróż była spokojna za to lądowanie przeciągało się w nieskończoność- mgła i opady chyba u nie sprzyjały. Mnie jednak już tak sponiewierało, że było mi wszystko jedno (uda się, nie uda )- byle się skończyło;) Na deser musiałam czekać na mego lubego godzinę- utknął w korkach;)
...................................................................................................................................................................
Później jest czarna dziura. Z jakimiś przebłyskami tylko świadomości. Na szczęście w weekend zaczęłam powoli wracać do świata żywych. Rozpakowałam się i staram ogarnąć. Jak powinnyście się już zorientować mam nowy numer angielski. Wczoraj rozpracowywałam CV po angielsku. No i zaraz chce się rozejrzeć w necie jak rzecz się ma- tak na rozgrzewkę:)
W międzyczasie trza upichcić jakiś obiadek- szef kuchni planuje pyszną karkóweczkę. W końcu ma biedna chłopaczyna zasłużyła sobie- pielęgnowała mnie jak się patrzy:)))Póki co siedzę sobie w pokoiku- nie chcę przeskadzać. Współlokatorzy szykują się do pracy. Mają same popołudniowe zmaiany. Karolina i Mateusz. Wydają się być całkiem mili:)Czas pokaże;) W drogę sobie wchodzić nie powinniśmy. Mieszkanko całkiem spore jak dla czterech osób. Na parterze nasz pokój- niezbyt duży ale przytulny i z kominkiem;)Później minisalon z TV (polską rzecz jasna;) ).Kuchnia i ubikatorek. Dalej ogródek- bez kwiatków ale można tam pacyfikować jakby co uciążliwych lokatorów;) Aktualnie pełni funkcję palarnii. Na pięterku parka ma swój pokój- zupełnie nad nami;) No i przestronna łazienka. A, i pokój w którym chwilowo urzęduje Mały. Nie wiedziec czemu marudzi, że pachnie mu tam kebabami?!

A teraz słowo na niedzielę;)

Pińczu, kawał o kotach i kuwecie doprowadził mnie do ataku kaszlu. Ale to od śmiechu:) Trzymam kciuki za sesyję choć wiem, że dajesz radę bystrzacho:)

Gumuś, pamiętałam o prawku, pamiętałam....i zapomniałam:(Wybacz, następnym razem będę trzymać kciuki i co tam jeszcze - obiecuję nie przespać w kwietniu. Mam tylko nadzieję, ze to nie o 6 znowu?;)Zresztą w kwietniu już wiosna! Od razu lepiej się wstaje:)

Paulinkuś, jak tam stolicowe wypady?Imprezka udana? Mam nadzieję, że i za mnie się wybawiłaś i pozytywnej energii nazbierałaś:)

Ściskam całym serduchem:) Mam nadzieję, ze Polska nie została zasypana... W wiadomościach nic nie mówili... Choć kto wie, jeśli nawet tutaj leży puchowa kołderka i pada, cały czas pada :)

PS. To się rozpisałam;) Macie już dosyć?;)

1 komentarz:

  1. Nie, nie, nawet nie wiesz jakie mnie szczęście ogarnęło:)Prawie oczopląsu dostałam!!Ja mam nadzieję, że niebawem takie dłuugie posty staną się chlebem powszednim(tak się ostatnio zaczęłam zastanawiać, coś za dużo mam apetyczno-jedzeniowych skojarzeń,hem?)! A z mojej strony, dziś mnożę radości a jednocześnie dziękuję za wczoraj:)Wczoraj ulżyło, a dziś piąteczka!I żeby nie było, to naprawdę nie było takie pewne;)
    Lewuniaku, właśnie w radiu słyszę, że Anglia w śniegu stoi. Podobno nie przestawało padać przez 18 godzin. Bałwan stoi już w waszym palarnianym ogródku?

    OdpowiedzUsuń