A co tam, niech będzie i tutaj; wszystkiego najlepszego dla najbardziej zakręconej Gumci jaką znam:)))) I fajniastej rzecz jasna:)
Ciekawam co tam u Was bo jakoś tu pustawo ostatnio. Zaglądałam i lookałam, a tu cichosza. I tu mnie macie- też nic nie napisałam;) Ale to tak celowo bo w jakąś niemoc popadłam. To przez tutejszą pogodę chyba;) No i nie chciałam tak smęcić w kosmos... Wystarczy, że mój luby zasypany jest smutaskami i mrukami z mojej strony;) Ale warto mieć czasami gorsze dni. Zgadnijcie dlaczego? Nic nie pozwala tak docenić sztabu antykryzysowago jaki się ma:) Dziękuję dziewuszki, jesteście niezastąpione!!! A jak myślicie, co najlepiej bezpośredni działa na chandrę? Praca oczywiś cie!!! Od dwóch dni jestem tak zmęczona, że J. prawie musi mnie karmić;) Bo to nie jest tak, że ja nic nie robię... Tutaj naprawdę jest kryzys i ciężko o pracę, dużo ludzi zwalniają. Po przedszkolach i szkołach póki co nie szukam bo to miałoby być dorywcze. A głupio tak zostawiać dzieciaczki jak sie przyzwyczają już. Zresztą i tak znalezienie jakiejś rodzinki trochę by zajęło. Zarejestrowałam się narazie we wszelkich tutejszych agencjach i pośredniakach. Takich od prostych prac fizycznych w fabrykach i magazynach. Miało być na przeczekanie, coby wyżyc jakoś do znalezienia lepszej pracy. Przecie nie będę utrzymanką Jarka;) Trza miec pieniążki, ot, choćby na waciki;) Tymczasem wszędzie biednie- takie uroki stycznia i lutego.
Dcelowo stawiam na care workera. Delikatnie zahacza to o moją działkę. Ale i tu wszytsko pokomplikowane. Bo zeby bezpo średnio dostać pracę- muszę mieć przynajmniej 6 miesięcy doświadczenia tutaj. A mój experience tutaj wiecie jaki jest;) No więc skoro drzwiami nie można- walę oknem... Przez agencje pośredniczace. Wysłałam do kilku polskich cv. Nawet z jednej już chcieli mnie na rozmowy kwalifikacyjne umawiać. Tylko jeden warunek....muszę się przeprowadzic do takiego domu opieki bądź w jego pobliże...czyli wróciłąbym do punktu wyjścia- znów związek na odległość. No, może teraz widzielibyśmy się częściej- co tydzień lub dwa;) Znalazłam też jedną agencję angielską w Grays. Tylko takiej pracy szukają. I prawie się w niej zarejestrowałam...Ale żeby cokolwiek u nich robić muszę wyrobić sobie CRB...Kosztuje, bagatela, prawie 50 fuciorów. A cóż to sspytacie? To papierek potwierdzający, że mam czystą kartotekę kryminalną. (mam taką nadzieję, bo nie przypominam sobie zatargów z prawem i moją osobą;) )Bez tego ani rusz w tym zawodzie tutaj. No i na niego czeka się właśnie 6 tygodni. A to nie koniec schodów- bo żeby go dostac muszę mieć pisemne potwierdzenie miejsca zamieszkania (proof of adress). I znów kombinowanie skąd takowe wziąć, uff. Ale oznajmiam, żeśmy główkami ruszyli i będą na mnie rachunki przychodzić;)Trzymajcie więc kciuki, coby współlokatorzy za dużo nie rozmawiali przez telefon;) Teraz czekam tylko aż pan listowy dostarczy mi rachunki.
Bym zapomniała- pisałam, że pracę jednak mam. Nie uwierzycie co robie. Załapałam się na tydzień do pewnej firmy, która sprząta, czyści i dezynfekuje. Ale nie byle co- zalane tudzież popożarowe domki. Jest co robić, dobrze że dojazdy zajmuja połowę prawie czasu pracy. Wczoraj na przykład ratowaliśmi zalanego Hindusa. Dziś byliśmy u ortodoksyjknych Żydów, z lekka nadpalonych. Aż boję myśleć, co będzie jutro;) Istne multikulturowe przeżycie;) A najzabawniejszy jest nasz team: starsza pani, dziewczę w ciąży i ja- kuternoga:) Świat jest tak mały, że tym kobieciątkiem jest pani z JAbłonnej. Tak, tak- okołoblinkowej:)
Muszę częściej pisać bo widzicie co tu ponawyrabiałam dzisiaj. Nabawicie się jeszcze niestrawnośći przeze mnie (coby w "slangu" Pinia pozostać;) )
Całuję Was mocniutko i ściskam gorąco:) Albo odwrotnie;)
PS. Piszcie proszę też co u Was. Choćby ciut. Jeśli o mój wolny czas chodzi to angielski, książeczki, gotowanie, sprzątanie, dobre filmiki (nadrabiam zaległości- następnym razem przekażę swe filmowe rekomendacje). Jedna imprezka nawet się trafiła. Tak, że mój przyjazd ochcrzszczony został. Nawet za bardzo- 3 rodzaje alkoholu narobiły mi niezłego rozgardiaszu w brzuszku;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Żołądek mnie boli, ale to wcale nie od niestrawnosci tylko ze śmiechu...Lewuniaku, Twój opis jest mistrzowski!Już dawno się tak nie ubawiłam,choć byłam dziś na świetnym spektaklu..I myślałam sobie o Was,bo spektakl był o przyjaźni, trudnej, burzliwej, ekscytującej,czasem naiwnej,grali starzy faceci,jakby siebie sprzed 40lat,wciaż tak samo złośliwi,zabawni..jak my dosłownie;)Na końcu aktorzy pokazywali nawet swoje autentyczne zdjęcia z dzieciństwa,pewnie dobrze by było zrbić sobie kiedyś taki wieczór..
OdpowiedzUsuńJak zwykle dygresyjnie,ale myślę,że przez tyle lat wszystkie zdąrzyłyście się przezwyczaić:)
To chciałam zacząć od gratylacyj dla Lewuniaka,że tak walczy jak lew,iście zodiakalny;)moje początki też były śmieszne, bo w szatni szkoły dla chłopców(gdzie sprzątałam)rozmawiałam łamaną angielszczyzną z Litwinką o Mickiewiczu:)Care worker to ciężka robota,tym bardziej pełnam podziwu za odwagę..dla pocieszenia powiem,że kilku wiodących polskich reżyserów teatralnych ma za sobą tę pracę..co znaczy,że to ważne doświadczenie, uwrażliwiające..choć nie wiem,czy można być bardziej wrażliwymod Lewuniaka;)Trzymam kciuki za pierwszy rachunek z podpisem Miss Lewczycka i za skrocony okres oczekiwań na kartę CRB,no i za czyste konto,by jakaś inna Katarzyna El. nie była słynną,płatną morderczynią!Co do pracy w roli opiekunki myslałam,że traktowałaś to jako ewentualność pracy(na równi z careworkerem),bo to zazwyczaj niepełnoetatowa praca i dałoby się to połączyć z wolontariatem..a płacą często niemało-w końcu dzieciak,ważna rzecz;)Co do filmów,polecam "Braci Karamazow" Zelenki!Na pewno jestem subiektywna w ocenie,bo to film ktory też świetnie mówi o teatrze,ale spotkałam w kinie Prezesa..tak naszego i powiedział,że o dziwo wcale mu się nie chciało spać;)
My z Waldemarkiem teraz w Warszawie..od dziś!Stąd świetny widziany spektakl..zostajemy do poniedziałku,coś pewnie jeszcze napiszę w tej sprawie:)
Na egzam nie poszłam po miałam zwolnienie..ciężko się w takie sytuacji na kobyłę zdecydować.nigdy nie miałam silnej woli;)Także znowu coś nade mną wisi..ehh
Do Warszawy Londyn przyleciał..znaczy się śnieg z deszczem,na zmianę tak sobie z nami w kulki lecą kurcze flaki..
A dziś mi się coś bardzo pozytywnego przytrafiło..z rękawa płaszcza wypadła mi czapka(niepostrzeżenie)..nagle podbiega do mnie babeczka(to było w złotych tarasach)i mówi zdyszanym głosem,że zgubiłam czapkę, taka fioletowa?,pyta.Ja na to że możliwe, no to ona że musi zadzwonić, i się okazało,że się z mężem rozdzielili żeby mnie znaleźć..czyż ludzie nie są kochani?zatkało mnie,aż mi sie łzy normalnie wzruszenia w oczach pojawiły..człek na starość się robi taki wrażliwy..
Trochę też już przesadziłam z ilością,ale to tak fajnie móc sie dzielić tymi swoimi małymi bzdurkami..
No i nie wiem jak Wam,ale mi się cudnie Lewuni tekst czytało, wreszcie pełen wrażeń, trzymający w napieciu opis żywota...czuję sie teraz o tysiąc kilometrów bliżej..zdecydowanie nasycona(mówiąc moim slangiem),aż mlaskam ze smakiem!Czekam na więcej,wiecej,więcej!
A no i pytanko,czy słuchałyście moich linków?czasem mi coś ciekawego w ręce wpadnie to podsyłam,ale lubię znać też wasze opinie!!
Czas spać bo już 1.30!
A wiecieże Paula teraz na nartach szusuje?Się nie pochwaliła bestia!Trzymajmy za nią paluszki,co by przełamała lęki swe i skorzystala z nowego kombinezonu:)No i nie wstydźmy się przyznać,zazdrościmy..przynajmniej ja się pod tym w pełni podpisuję!!
Oki,buźka walnietynkowa:)