czwartek, 26 lutego 2009

witam dziewczęta! Postanowiłam coś napisać, żeby Asia przestała mnie wyzywać przy każdej okazji, że nie korzystam z naszego bloga, ale przede wszystkim dlatego, żeby Lewunia wiedziała co u mnie słychać.
Nareszcie wczoraj miałam okazję spotkać się z dziewczynami (czytaj Asią i Paulinką) i z nieukrywaną radością muszę stwierdzić, że było bardzo sympatycznie a co ważniejsze ;)dostałam od nich kamerkę internetową:) Urządzenie to sprawiło mi mnóstwo radości, gdyż teraz możemy umawiać się czasami na telekonferencje na skype! Ach, ten rozwój techniki!
Może wypadałoby trochę się usprawiedliwić z tak rzadkich postów na naszym blogu, ale ja ostatnio naprawdę mam mało wolnego czasu, zdarza mi się nawet przez kilka dni nie włączać komputera. Nie, żebym więcej pracowała! Ogólnie oddaję się rozrywkom, tj. chodzę na koncerty, balety i do fitness clubu! Postanowiłam trochę o siebie zadbać, żeby jak już wyjadę poderwać jakiegoś Holendra i nie musieć szukać pracy:) z relacji Lewuni wynika, że znalezienie pracy nie jest łatwe, więc sposób na podryw może może okazać się całkiem trafiony!
Buziaczki!

środa, 25 lutego 2009

Ukłon w stronę kciuków

Oficjalnie chciałabym wszystkim kciukom i ich właścicielom z całego serca mego serdecznego całusiaka posłać. Się udało :) Egzam zdany na czwóreczkę i do tego z plusiakiem! Mało tego, gdyby nie ostatnie pytanko z lektury spoza listy może byłoby i więcej...aż strach pomyśleć;) Niemniej na piwko zasłużyłam.
Planowałam się rozpisać, ale powieki same opadają...

Ściski dziś wyjątkowo silne dla Lewuniaka:)

wtorek, 24 lutego 2009

Ludzie silnie zdeterminowani wyglądają brzydko... Tak się dziś przyglądałam wsiadającym do tramwaju..Ci, którzy wchodzili od tak, do nowego miejsca, rozglądali się,albo zamyśleni przystawali gdzieś, by móc ponownie oddać się w ręce wyobraźni mieli twarze spokojne. Ci, których determinowała myśl o wolnym miejscu, rozglądali się nerwowo i pędzili do celu; twarze tych były autentycznie brzydkie, odrażające...Zastanawiałyście się kiedyś? To moje małe odkrycie dnia;)

Jam od dniu paru w ferworze walki stąd moja niespełniona obietnica. Jutro mam kobylasty egzamin, do którego nie podeszłam bo mnie grypsko dopadło. Mimo mojej gołosłowności(mam nadzieję tylko chwilowej)wdzięcznam będę za Wasze kciukasy!!! Jak już zdam to mnie jeszcze praca pisemna czeka ale to już chleb z masłem przy teorii literatury, więc może wtedy zdam sensowniejszą relację z żywota mego.

Dziś się spotykamy...i tak se myślę, że może następnom razom zorganizujemy jakie skypowe zusammen pogaduchy we czwóreczkę,hem? Nasze brzuszki miałyby z tego nie lada ucztę:)

Oki, jak Lewuniaku, procedura rozpoczęta?Nic nie piszesz o tym stowarzyszeniu psychologów...Będziesz do nich uderzać czy wolisz poczekać na stabliniejszą sytuację "zawodową"?

Wracam do tekstów,
cmokanko:)

niedziela, 22 lutego 2009

Sto lat!!!

Dla kogo??? Oczywiscie dla naszej drogiej solenizantki!!!! Wszystkiego najlepszego Gosiu:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

sobota, 21 lutego 2009

Hej panienki
ciesze sie ze zyjecie:) tydzien tu nie bylam,wiec oko swe nacieszylam waszymi tekstami.
Kasienko caly czas trzymam kciukasy me za ciebie, podziwiam twa wytrwalosc bo sporo tego zalatwiania formalnosci itd.
ja wczoraj powrocilam ze Szczyrku. Bylam tam w towarzystwie mateuszka;) Ukiego,michaliny (jego dziewczyny) Nicoli(michaliny siostra) Wojtka(Ukiego kuzyn),andrzeja natalki.
Bylismy na zaproszenie Michaliny kolegi- Jędrka. Mieszkalimy w chacie prawie na szcycie góry(godzina drogi w sniegu metrowym jak nie wiekszym- i tak codziennie sie wspinalismy jak nie raz to nawet dwa). Po wode chodzilo sie do strumyka...brrrr..jak sobie przypomne...a co najtrudniejszym bylo wszelkie potrzeby zalatwialo sie w wychodku;) Ale wszelkie te niedogodnosci szybko okazaly sie atrakcja,pewnie gdyby nie "spartańskie" warunki wyjazd niebylby tak udany. Ogolnie pojechalismy tam na narty...w tym roku udalo mi sie pokonac bariere ma i na stoku czulam sie jak ryba w wodzie. Bylismy raptem 5 dni,wiec nie dlugo,ale nie wiem czy dluzszy pobyt bylby mozliwy, ostaniego dnia niemiłosiernie smierdzielismy, zabiegi pielegnacyjne w naszej pseudo łazience(miska za szmata- wspomnne ze w chacie byla jedna izba) byly ograniczone do minimum;)
A teraz robie sobie poludnie pieknosci bo wieczorem filmowanie bankietu dla aptekarzy w sheratonie;) trza jakos wygladac,heheh,choc nie wiem czy skorupa ze mnie po kilku prysznicach zeszla
trzymajta sie , do nastepnego razu:)

piątek, 20 lutego 2009

Podróże- małe i duże...

Ahoj Dziewuszki!Tak sobie siedzę i myślę, że każda z Was gdzieś tam się rozbija! Asik to Warszawa, to Leszno!Paulinka w górach- nie wiedzieć nawet gdzie... Zakopane, Karpacz czy może gdzieś w Alpach? No a Gosiaczek to już w ogóle grubsze wojaże szykuje...Stąd mój apel!!!!!!!!!!!!!! Piszcie, zdawajcie relacje, raportujcie!!! Nawet nie wiecie jaka to dla mnie uczta jest! Bardziej chyba duchowa niż kulinarna ;)A i nawzajem pewnie z chęcią się przeczytacie. Choć pewnie prędzej to sobie poopowiadacie:) Jak tam spotkanko, doszło już do skutku?

Co zatem u mnie?Ja sobie włosy rwę z bezsilności. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a czasem głupi traf coś zmienia. Trzy razy już w banku byłam z prośbą coby mi wyciąg z konta przysłali. Za każdym razem inna odpowiedź. Raz to mi nawet powiedzieli, że 9. lutego już wysłali. Tymczasem dwa dni temu pani z uśiechem oświadczyła, iż nie wysłali i wysłać nie mogą bo żadnych tranzakcji od 1,5 roku nie było. I mówi, że jak mi coś wpłynie to ona nawet na miejscu wydrukuje... Więc żwawym krokiem do kasy podążyliśmy- mężczyzna mój mi funciory przy kasie śle ( dobry sposób na wzbogacenie,hehe;) ) Wracam do niej ze świstkiem- pieniążki są, system już wszystko wie! A ona- w przeciągu czterech dni przyjdzie listem do domu! Masakra jakaś! Nie pogadasz. Przy okazji postanowiłam też sobie opcję internetową załóżyć, jak już tyle do tego banku chadzam. A że pani Polką w okienku była, to się tym razem bez problemu dogadaliśmy. No może nie zupełnie ;). Pani do Jarka "dzień dobry" a on "sorry?" że niby nie zrozumiał. I tak kilka razy. W takim szoku był i mu sie jeszcze mózg z angielskiego nie przestawił na polski;) Tymczasem wyciągu w dalszym ciagu nie ma... Za to dotarł dzis do mnie wytęskniony list z banku. Zgadnijcie z czym? Oczywiście, z potwierdzeniem usługi internetowej! Takie to z nas łąjzy! Czyli jak dobrze pójdzie od dziś powinno ruszyć załatwianie CRB. I dobrze, bo jeszcze trochę a zrobiłabym coś paniom z banku a wtedy... nie byłoby już po co się o niego starać ;)

Na razie znowu nie pracuję. W tamtej firmie póki co mało pracy, szef na wakacje pojechał. Dostałam propozycję ale kawał drogi stąd. Więc majątek wydałabym na same dojazdy. A to znowu pewnie jakaś brygada kryzysowa (szkoda tylko, że nie w znaczeniu psychologicznym;) ). Ciekawam czy do Pińczula mamy ktoś dzwonił- bo wiem, że me referencje sprawdzają. Mam nadzieję, że wielkich kłopotów nie sprawiają.

Staram się wiec nie popadać w depresję i jakoś czas organizować. Choć nie jest to łatwe bo pogoda sprzyja tu smutasom, a i nawet porządnych pączków brak. Coby przy Tłustym Czwartku bezkarnie poziom cukru sobie podnieść do niebotycznych rozmiarów;) Zaczęłam grac w Literaki- może któraś z panienek się skusi i partyjkę ze mną rozegra? Trochę mnie tam obijają, nie ukrywam;) Zazdroszczę Piniu teatrów, ach... Za to jestem na bieżąco z premierami filmowymi:) Zaliczyłam już : Niezwykły przypadek Benjamina Buttona, Oszukaną- czyli Brangelina w dwóch naprwdę godnych uwagi odsłonach ( chyba nawet zauważonych oskarowo?), Slumdog.Milioner- momentami nie do pobicia, Droga do szcęścia- mam nadzieję, że to nie jest metafora na ciąg dalszy Titanica gdyby miał on miejsce. No i nadrabiam też- To nie jest kraj dla starych ludzi, Aż poleje się krew- niezłe ale chyba nie trafiłąm z dniem na oglądanie.No i jeszcze parę, których sobie nie moge odtworzyć. Chyba, że lubicie sie bać- REC, horror niekonwencjonalny;)
I tym mrocznym akcentem żegnam sie póki co:)

sobota, 14 lutego 2009

Zabawnie masz tam Lewuniu w tym Londynie! Muszę uważnie czytać informacje o życiu na emigracji, bo niedługo też mnie to pewnie czeka. Aż boję się myśleć o załatwianiu tych wszystkich spraw związanych z pracą w obcym kraju.
Ps. Tak właściwie to mi też nie pasuje ta środa, zapomniałam, że idę na koncert. Ja z kolei nie mogę za bardzo w weekend, więc w grę wchodzi dopiero następny tydzień. Rzucę propozycję pod koniec tygodnia, to uzgodnimy dokładnie dzień. Pozdrawiam. Buziaki.

czwartek, 12 lutego 2009

A co tam, niech będzie i tutaj; wszystkiego najlepszego dla najbardziej zakręconej Gumci jaką znam:)))) I fajniastej rzecz jasna:)

Ciekawam co tam u Was bo jakoś tu pustawo ostatnio. Zaglądałam i lookałam, a tu cichosza. I tu mnie macie- też nic nie napisałam;) Ale to tak celowo bo w jakąś niemoc popadłam. To przez tutejszą pogodę chyba;) No i nie chciałam tak smęcić w kosmos... Wystarczy, że mój luby zasypany jest smutaskami i mrukami z mojej strony;) Ale warto mieć czasami gorsze dni. Zgadnijcie dlaczego? Nic nie pozwala tak docenić sztabu antykryzysowago jaki się ma:) Dziękuję dziewuszki, jesteście niezastąpione!!! A jak myślicie, co najlepiej bezpośredni działa na chandrę? Praca oczywiś cie!!! Od dwóch dni jestem tak zmęczona, że J. prawie musi mnie karmić;) Bo to nie jest tak, że ja nic nie robię... Tutaj naprawdę jest kryzys i ciężko o pracę, dużo ludzi zwalniają. Po przedszkolach i szkołach póki co nie szukam bo to miałoby być dorywcze. A głupio tak zostawiać dzieciaczki jak sie przyzwyczają już. Zresztą i tak znalezienie jakiejś rodzinki trochę by zajęło. Zarejestrowałam się narazie we wszelkich tutejszych agencjach i pośredniakach. Takich od prostych prac fizycznych w fabrykach i magazynach. Miało być na przeczekanie, coby wyżyc jakoś do znalezienia lepszej pracy. Przecie nie będę utrzymanką Jarka;) Trza miec pieniążki, ot, choćby na waciki;) Tymczasem wszędzie biednie- takie uroki stycznia i lutego.
Dcelowo stawiam na care workera. Delikatnie zahacza to o moją działkę. Ale i tu wszytsko pokomplikowane. Bo zeby bezpo średnio dostać pracę- muszę mieć przynajmniej 6 miesięcy doświadczenia tutaj. A mój experience tutaj wiecie jaki jest;) No więc skoro drzwiami nie można- walę oknem... Przez agencje pośredniczace. Wysłałam do kilku polskich cv. Nawet z jednej już chcieli mnie na rozmowy kwalifikacyjne umawiać. Tylko jeden warunek....muszę się przeprowadzic do takiego domu opieki bądź w jego pobliże...czyli wróciłąbym do punktu wyjścia- znów związek na odległość. No, może teraz widzielibyśmy się częściej- co tydzień lub dwa;) Znalazłam też jedną agencję angielską w Grays. Tylko takiej pracy szukają. I prawie się w niej zarejestrowałam...Ale żeby cokolwiek u nich robić muszę wyrobić sobie CRB...Kosztuje, bagatela, prawie 50 fuciorów. A cóż to sspytacie? To papierek potwierdzający, że mam czystą kartotekę kryminalną. (mam taką nadzieję, bo nie przypominam sobie zatargów z prawem i moją osobą;) )Bez tego ani rusz w tym zawodzie tutaj. No i na niego czeka się właśnie 6 tygodni. A to nie koniec schodów- bo żeby go dostac muszę mieć pisemne potwierdzenie miejsca zamieszkania (proof of adress). I znów kombinowanie skąd takowe wziąć, uff. Ale oznajmiam, żeśmy główkami ruszyli i będą na mnie rachunki przychodzić;)Trzymajcie więc kciuki, coby współlokatorzy za dużo nie rozmawiali przez telefon;) Teraz czekam tylko aż pan listowy dostarczy mi rachunki.
Bym zapomniała- pisałam, że pracę jednak mam. Nie uwierzycie co robie. Załapałam się na tydzień do pewnej firmy, która sprząta, czyści i dezynfekuje. Ale nie byle co- zalane tudzież popożarowe domki. Jest co robić, dobrze że dojazdy zajmuja połowę prawie czasu pracy. Wczoraj na przykład ratowaliśmi zalanego Hindusa. Dziś byliśmy u ortodoksyjknych Żydów, z lekka nadpalonych. Aż boję myśleć, co będzie jutro;) Istne multikulturowe przeżycie;) A najzabawniejszy jest nasz team: starsza pani, dziewczę w ciąży i ja- kuternoga:) Świat jest tak mały, że tym kobieciątkiem jest pani z JAbłonnej. Tak, tak- okołoblinkowej:)

Muszę częściej pisać bo widzicie co tu ponawyrabiałam dzisiaj. Nabawicie się jeszcze niestrawnośći przeze mnie (coby w "slangu" Pinia pozostać;) )

Całuję Was mocniutko i ściskam gorąco:) Albo odwrotnie;)

PS. Piszcie proszę też co u Was. Choćby ciut. Jeśli o mój wolny czas chodzi to angielski, książeczki, gotowanie, sprzątanie, dobre filmiki (nadrabiam zaległości- następnym razem przekażę swe filmowe rekomendacje). Jedna imprezka nawet się trafiła. Tak, że mój przyjazd ochcrzszczony został. Nawet za bardzo- 3 rodzaje alkoholu narobiły mi niezłego rozgardiaszu w brzuszku;)
Witam dziewdzęta, widzę, ze nie tylko mnie zmogła grypa.
Ale już na szczęście wszystko dobrze.
Wiem Lewuniu, że z pracą teraz trudno, ale nie poddawaj się! Wśród tylu milionów ludzi musi się znaleźć miejsce dla jednej małej Kasi!
Ps. Może w przyszłym tygodniu małe spotkanie. Chętnie zorganizuję małe urodzinowo-imieninowe spotkanie. Proponuję środę. Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam, duże buziaki dla Lewuni ( bo jest dalej) oraz troszkę mniejsze dla Was dziewczęta!

wtorek, 10 lutego 2009

Skoro cisza taka w eterze po prawo znajdziecie linka dla rozruszania, roztańczenia, rozśpiewania...Bawmy się!!!

sobota, 7 lutego 2009

W odezwie na ciszę...

Mam nadzieję, że grypa Was dziewczęta nie zmogła...tak cichutko tu, że aż się wystraszyłam...
Puk,puk zatem ... Żyjecie? Ja tak, ale co to za życie;) Staram się nie popadać w depresję alem znerwowana sytuacją- ten cholerny kryzys!!! Nie mógłby się tak gdzieś cichutko schować do norki i zapaść w głęboki sen,he? Z pracą cinko jak z barszczem (a w ogóle to skąd to powiedzenie?!).Póki co energię pożytkuję poznając nowe słówka i drążąc gramatykę... Tęsknię już za Wami i w ogóle...

środa, 4 lutego 2009

już po W-wie

hej dziewuszki!!!
ja już po moich wojażach, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej;)
po raz kolejny przekonałam się ze warszawka nie dla mnie, nie ma to ja nasz kochany Poznań. Nie żeby imprezka się nie udała bo było w mare,w mare, ale te budynki, ludzie w codziennej pogoni za kasą,taka jedna wielka "fabryka".Takie są moje odczucia.
Kilka dni odpoczynku a teraz zabieram się do pracy.
Trzymajta się, nie dajcie się żadnemu choróbskowi, bo grypsko panuje. W sumie nie kieruje tego do Lewuni bo ona już po;)

a jeszcze pytanko...jak się wysyła esemeski na angielski nr, do Kasi to płaci się jak w Polsce??::::)))))

poniedziałek, 2 lutego 2009

Powrót do świata żywych;)

No tak....solidaryzuję się z wszystkimi, którym napisanie pierwszego posta zajęło ciut czasu;) Nie zdradzę ile mi to zabrało;) w każdym razie pomysł pisania w noc przed odlotem nie był chyba najtrafniejszy... Za to jak już położyłam się do łóżeczka to do głowy mej nieszczęsnej zaczęły dobijać się słowa, zdania, akapity, które chciałam Wam przekazać. I te w związku z wyjazdem... Istne szaleństwo. Tak, że w nocy z wtorku na środę nie zmrużyłam nawet oka... Na własnym posłaniu jeszcze a już czułam się jak na lotnisku- z tym, że lądowały, wznosiły się do lotu, kołowały....moje myśli....Już teraz wiem dlaczego ludzie z kontroli lotów mają jeden z najbardziej stresujących zawodów świata;)No i stało się- budzik przebił się do mej świadomości niczym Dzień Ostateczny- o wiele za wcześnie...Szybkie dokończenie pakowania- oczywiście z pomocą stóp i łokci;), podróż na lotnisko, pożegnania i czekanie. Jak zwykle musiałam ściągać buty i pokazywać co w plecaku... Koszmar! Chyba powtórne pakowanie doprowadziło mnie do gorączki!Tak się zgrzałam. Jak się doczołgałam do samolotu to marzyłam już tylko o drzemce. Podróż była spokojna za to lądowanie przeciągało się w nieskończoność- mgła i opady chyba u nie sprzyjały. Mnie jednak już tak sponiewierało, że było mi wszystko jedno (uda się, nie uda )- byle się skończyło;) Na deser musiałam czekać na mego lubego godzinę- utknął w korkach;)
...................................................................................................................................................................
Później jest czarna dziura. Z jakimiś przebłyskami tylko świadomości. Na szczęście w weekend zaczęłam powoli wracać do świata żywych. Rozpakowałam się i staram ogarnąć. Jak powinnyście się już zorientować mam nowy numer angielski. Wczoraj rozpracowywałam CV po angielsku. No i zaraz chce się rozejrzeć w necie jak rzecz się ma- tak na rozgrzewkę:)
W międzyczasie trza upichcić jakiś obiadek- szef kuchni planuje pyszną karkóweczkę. W końcu ma biedna chłopaczyna zasłużyła sobie- pielęgnowała mnie jak się patrzy:)))Póki co siedzę sobie w pokoiku- nie chcę przeskadzać. Współlokatorzy szykują się do pracy. Mają same popołudniowe zmaiany. Karolina i Mateusz. Wydają się być całkiem mili:)Czas pokaże;) W drogę sobie wchodzić nie powinniśmy. Mieszkanko całkiem spore jak dla czterech osób. Na parterze nasz pokój- niezbyt duży ale przytulny i z kominkiem;)Później minisalon z TV (polską rzecz jasna;) ).Kuchnia i ubikatorek. Dalej ogródek- bez kwiatków ale można tam pacyfikować jakby co uciążliwych lokatorów;) Aktualnie pełni funkcję palarnii. Na pięterku parka ma swój pokój- zupełnie nad nami;) No i przestronna łazienka. A, i pokój w którym chwilowo urzęduje Mały. Nie wiedziec czemu marudzi, że pachnie mu tam kebabami?!

A teraz słowo na niedzielę;)

Pińczu, kawał o kotach i kuwecie doprowadził mnie do ataku kaszlu. Ale to od śmiechu:) Trzymam kciuki za sesyję choć wiem, że dajesz radę bystrzacho:)

Gumuś, pamiętałam o prawku, pamiętałam....i zapomniałam:(Wybacz, następnym razem będę trzymać kciuki i co tam jeszcze - obiecuję nie przespać w kwietniu. Mam tylko nadzieję, ze to nie o 6 znowu?;)Zresztą w kwietniu już wiosna! Od razu lepiej się wstaje:)

Paulinkuś, jak tam stolicowe wypady?Imprezka udana? Mam nadzieję, że i za mnie się wybawiłaś i pozytywnej energii nazbierałaś:)

Ściskam całym serduchem:) Mam nadzieję, ze Polska nie została zasypana... W wiadomościach nic nie mówili... Choć kto wie, jeśli nawet tutaj leży puchowa kołderka i pada, cały czas pada :)

PS. To się rozpisałam;) Macie już dosyć?;)

niedziela, 1 lutego 2009

Hej, udało mi się w końcu utworzyć posta. ale notatkę i tak napisałm w komentarzu do posta Asi o sesji. Pozdrawiam!

Sesyja

Jutro egzam...brr...A jak to dzień przed: panika, syndrom-"przecież ja wiem, że nic nie wiem", stos nieprzeczytanych jeszcze artykułów na biurku, poddenerowanie (czyt. nadmierna potliwośc;), głód! "Jakoś to będzie, nie pierwszy, niestety nie ostatni..."-jasne, ale objawy nie mijają! Jeśli wierzyć powiedzeniu, że radości się mnoży, a smutki dzieli, jak wstanę od kompa, będę lżejsza i mniej spocona;) Trzymajcie paluszki a ja...Uwaga, próbuję!

PS. Lewuniaku, jestem dumna z pierwszego ważnego kroku na obczyźnie (nr tel.) i ciszę się że leki już dotarły do obłożnie chorej:) Daj tylko znaka, jak się masz i jakie plany na najbliższy(oby pierwszy zdrowy) tydzień?