piątek, 3 września 2010

St Marks Avenue House
These two guys, Andre and Dan lived here. We used to have wild parties over there. When I
met these guys, that was 8 years ago. And I have the store for 8 years, but I’ve been straight
for 7. So the first year that I was here, we’d go to their house and, you know, girls and guys,
all kinds of people used to be over there, and I’d get sloshed. But when I used to come here,
I used to be so alone. When you’re drunk the day before, I don’t know how drunk you’ve
gotten, but you don’t feel like doing nothing the next day. And me, I get mad at the world.
Her fault. That bitch made me do it, she gave me that first drink. Right! Or, that sonofabitch
Dan, what he did to me last night, you know? If it wasn’t for him coming by with two bottles
I would have never drank. Then, by the end of the day, I look in the mirror and say, nobody’s
fault but mine. I could have said no. Could have said no. And finally, finally, I said, my god,
enough is enough, now I’m gonna see, because everyone tells me that these people from
AA can help me. Let me see what these people can do for me. I’ll give it a shot, you know,
for heaven’s sakes. Then, when these people used to come by, Dan and Andy, I’d tell them,
“not today.” (Mike)
Figure 1.
Source: Author.

wtorek, 25 maja 2010

Raz, dwa, trzy, sprawdzam... ja!,

I co, hę? Jakoś cicho, pusto tak... Człowiek zbierze się w sobie i cosik skrobnie a tu zero odzewu :( ..........................................................................................................................................................................Ale nieważne... Zakładam żeście zajęte. Zakładam, że nikt nie będzie mi wiercił dziury w brzuchu gdy robota będzie wrzała w rękach ;) Za nami upalny weekend. Po nocach bliskich zera nastąpiły iście wakacyjne klimaty. Chwila w ogródku zaowocowała spalonymi noskiem i dekoltem;) Ale od dziś powrót do normalności- temperatura się ustabilizowała w okolicach majowych średnich. Może i dobrze bo znów maraton w pracy a tam i tak jest wystarczająco gorąco. Bardzo gorąco było mi zwłaszcza wczoraj-całodniowy, piekielnie nudny kurs z higieny żywienia. A kropką nad i był very interesting test. Coś czuję, że będę musiała jeszcze raz słuchać tej neurotycznej baby coby zdać to paskudztwo, uff, lekko nie jest ;) (niejedna Angielka poślizgnęła się już u nas na haczykowatych pytaniach owego babsztyla). Wyniki soon. A ja z dnia na dzień lepsza z angielskiego. Nie ma jak przyswajać słówka w bardzo emocjonującym kontekście. Ostatnio np. bardzo dosłownie doświadczyłam power cuta. Wyobrażacie sobie dantejskie ciemności z dziadkami buszującymi po korytarzach? Ci co już spali zapadli się w swoich elektrycznych materacach. A najaktywniejsi czatowali pod drzwiami by wydostać się na zewnątrz, jak zawsze zresztą. Szkopuł w tym, że tym razem wszystkie drzwi stały otworem- żaden system nie zadziałał. Dziś z kolei dowiedziałam się, iz jedna babuszka cierpi na 'shingles'. Cóż to takiego? Mała zagadka dla zainteresowanych ;) Poza tym powolutku...
Nie pytam co u panienek bo jak zwykle ciekawam niezmiernie :) . Liczę zatem, że ktosik wreszcie się zlituje i da jakiego znaka;) Numer telefonu, gg, skypa, mail ciągle takie same jakby co ;)
Ściskam Was cieplutko i iście wakacyjnie mymi poparzonymi ramionkami :)

PS.Asiku mam nadzieję, że nie palnęłam jakiej gafy i miałaś imieninki (brak odzewu mnie bowiem zdezorientował, znów nie wczas?)? Wiesz, iż ostatnimi czasy mam z tym problem ;) Tak czy inaczej imieninowy buziak nie powinien zaszkodzić i slę go raz jeszcze :*
Pamiętajcie dziewuszki, ze jutro dzień naszych kochanych Mam :)
Buź raz jeszcze

wtorek, 18 maja 2010

Burakom Stop!!!

Uff...spadł mi kamień z serca. Wreszcie mam o czym pisać ;) Buraki przesadziły się wreszcie na inne pole ;) A my z panem J. zajęliśmy górę :) Różnica? Niebo i ziemia:) Wreszcie każdy ma swój własny kącik i osobistą przestrzeń. Do tego wielki jednooki potwór, który pozwala nam wieczorkami raczyć się filmiskami, choć oczywiście dominuje Przystanek Alaska ;) Całe szczęście, że się wyprowadzili bo Księżniczce zaczął rosnąć coraz większy brzuszek a wraz z nim huśtawki nastrojów ( a nie pomyślałabym, ze mogło być jeszcze gorzej ;) ). Póki co mieszka z nami trzydziestoparoletnie dziewczę. Na 3,4 odpukujemy!!! Bo wydaje się być poukładana i spokojna a nawet można się dogadać i porozmawiać (czyli jednak daję radę z kimś mieszkać ;)) . W sobotę czekamy na kolejnego exelowca. Ciężko wyczuć chłopaczynę ale naplusował sobie- ściągnął buty przy wejsciu (!?!). Czyli trza się teraz podocierać i podopasowywać, zaczyna się od początku ;)
Poza tym bilety na prom kupione czyli nieodwołalnie zawitamy pod koniec lipca w Polsce. Nawet wulkany nam nie straszne;) Również inne bilety zostały zabukowane. W tym roku padło na rojkowy festiwal w Katowicach :) Jacyś chętni ;)?
W pracy, jak to w pracy... Coraz wiecej we mnie obaw, że mój carerowski żywot dobiega niebłagalnie końca... Niby wszystko oki ale nie mogę znieść tego braku organizacji i wręcz głupiego managmentu :( A wiec albo mnie wyrzucą "bo tak " albo komuś w końcu napyskuję i... też mnie wyrzucą. No i jeszcze trzecia opcja-zwolnię sie ;) Na razie zaciskam ząbki ;) Ogólnie szkoda gadać, wszystko po staremu. Za każdym razem powtarzam sobie po cichutku- pieniążki, pieniążki, pieniążki...
Za to z panienek jestem dumna :)Prosze, proszę... :) To jak ja mam się teraz zwracać? Pani prezes i Pani kurator? ;) Ładne rzeczy ;) Gratuluję i ściskam paluszki ile sił za dalsze sukcesy :)

PS. Jeśli chodzi o Gumcię to news rzeczywiście powalający! A za rosnącą "fasolkę" oczywiście też trzymamy kciuki, Gosiaczkowi dopingujemy w nowej roli :) Hmmm...a jak tam prezesowe staranie w tej kwestii? Bo z tego co mnie słuchy dochodzą to organizm wciąż nie oczyszczony ;)

Trzymajcie się cieplutko moje Kobietki sukcesu :)

sobota, 15 maja 2010

Sprawdzam 6

Szaleństwo normalnie... Nie rozpisujcie się tak bo nie nadążam czytać!

środa, 5 maja 2010

Sprawdzam 5

i znów tu pusto...a ja mam nowinkę jakich mało;) Guma jest w ciąży!!! Mieszka w Amsterdami więc jesli ktoś ma potrzebę na grubsze zioło to hulaj do Gumciowej rodzinki..
Wczoraj byłam u Pauli na kursie photoshopa! Wciąż mówiła że nie umie uczyć a z minuty na minutę szło coraz lepiej..u Pauli pewnie tak jest ze wszystkim, najpierw narzeka a potem zostaje właścicielką wiodącej na rynku firmy ;) Dzięki Pauli!

Dziś Waldik ma imieniki i właśnie przesłuchujemy CHopinowej płytki, którą mu kupiłam. Chwilę wcześniej suszyłam Mateuszkowi głowę o najciekawszych polskich dokumentalistów, ale bałam się że nie trafię a Chopin to dla Waldka pewny prezent! Wracam znow do pisania maili bo festiwal "Hipokretyna" już tuż ;)

No to buzisko! Mam nadzieję że nowinka pobudzi Was do działań wszelakich;)

Ciao
Asiek

niedziela, 25 kwietnia 2010

Sprawdzam 4

hmm, ktoś mi mówił, że sprawdza bloga raz po raz..ciekawe kto to był i jak często go sprawdza ;)

myślę o Was i dziś, w przerwie między licencjatem a projektem KuratorArt:)
U nas pięknie! Rozświergolona wiosna u progu:)
Jak się macie?

Fajny filmik: Future Shorts

Asiek

piątek, 23 kwietnia 2010

Sprawdzam 3

Całusiak z Krzywińskiej! Weekendowo dyżuruję u rodziców bo wyjechali do Świnoujścia..
ciao